sobota, 31 grudnia 2005

Do siego Roku

A teraz czas na tradycyjny wpisik….Hm.Od czego by tu zacząć.
Końcówka roku przyniosła dość nieoczekiwany obrót spraw. A zaczęło się tak niewinnie…
Siedziałem sobie spokojnie parę dni temu na gg, aż tu nagle pojawia mi się na ekranie chmurka z napisem NIEZNAJOMY PRZESYŁA WIADOMOŚĆ.
Cóż…nigdy niestroniłem od pogadanek na tym komunikatorze, więc czemu miałbym i tym razem zrezygnować??
I tak od słowa do słowa, zaczęliśmy się lepiej poznawać. Okazało się, że nadajemy na tych samych falach.
Każda rozmowa przynosi szereg nowych doświadczeń, informacji na temat tej osoby, ale też co ciekawe, poznaje lepiej siebie. Rozmawia się nam na tyle dobrze, że ostatnio spędziliśmy ponad 7 godzin klikając w klawiaturki.
Ale co z tego, że nam się fajnie rozmawia, jak On pochodzi z drugiego końca Polski?? I znów sprawdza się moja prawda, że ludzie fajni mieszkają daleko ode mnie:)
Nie mniej jednak, chcę utrzymać tą znajomość, ponieważ uważam, że ta osoba jest warta tego. A dobrych osób, nigdy za wiele:)

czwartek, 29 grudnia 2005

Przespałem 2 godziny

Ciężka to była noc.
Położyłem się około 3 nad ranem. Nie mogłem wcześniej…Dopadł mnie wielki smutek:(
Na domiat zlego, gdy już zdecydowałem się przyłożyć głowę do poduszki, dostałem ataku kaszlu, który trwał chyba z dwie godziny. Mi to zawsze wiatr w oczy, eh…

Za dwa dni sylwester, koniec roku. Tak się zastanawiam, co przyniesie ten 2006 rok. Na razie początek, zapowiada się nadzwyczaj „udanie”. A jak się już w styczniu wszystko popsuje, to nie wiem co wtedy…
Mam nadzieję, że wszystko się ułoży, ale czy tak będzie…

wtorek, 27 grudnia 2005

I stało się...

I tak nadszedł ten jeden dzień, szczególny dzień w roku…
Właśnie dziś, już od 17 godzin dźwigam na karku 22 lat. Nie wiem czy się cieszyć, czy smucić. Jakoś nigdy urodziny nienapawały mnie szczególnym optymizmem. Ale coż…w końcu to tylko jeden taki dzień w roku, hehe.
Tym co pamietali o mnie, dziękuję bardzo gorąco:)

piątek, 23 grudnia 2005

Święta

Tradycyjnie, jak co roku
sypią się życzenia wokół.
Większość życzy świąt obfitych
i prezentów znakomitych.
A ja życzę, moi mili,
byście święta te spędzili
tak jak każdy sobie marzy.
Może cicho, bez hałasu
idąc na spacer gdzieś do lasu,
może w gronie swoich bliskich
jędząc karpia z jednej miski.
Może gdzieś tam w ciepłym kraju
czując się jak Adam w raju,
może lepiąc gdzieś bałwana, 
jeśli śniegu dość napada…

środa, 21 grudnia 2005

Świąteczny czas

I to kolejne Święta Bożego Narodzenia. Czas spokoju, ciszy i radości. Może dla niektórych tak, ale nie dla mnie.
W tegoroczne święta będę SAM. Bez rodziny, bez bliskich.
Dostałem propozycje spędzenia Wigilii u znajomych, ale podziękowałem im. Nie chcę nikomu tego czasu psuć moją skwaszoną miną. Zostanę więc w domu…

Ostatnio się rozchorowałem. Jednak dziś musiałem się udać do supermarketu, bo brakło mi jedzenia.
Widok rodzin spokojnie przechadzających się pomiędzy półkami, dźwięk roześmianych dzieci, ekscytujących się kolorowymi bombkami choinkowymi i innymi ozdobami oraz słowa: „Kochanie, uważasz, że 3 kg karpia wystarczy dla nas wszystkich?” spowodowały, że musiałem uciekać stamtąd jak najszybciej. Kupiłem więc kilka mrożonek w pobliskim sklepie i wróciłem do siebie…

Cholera!!! Mi się nawet DURNEJ CHOINKI NIE CHCE UBRAĆ!!! Bo dla kogo mam ją stroić?? Dla siebie?? Zapomnijcie…
Zakopię się pod stertami kołder i może jakoś uda mi się przespać cały ten „WSPANIAŁY CZAS”.

Pomimo wszystkiego, dla wszystkich znajomych i nieznajomych mam życzenia SPOKOJNYCH I POGODNYCH ŚWIĄT.
Pamiętajcie i doceńcie tych wszystkich, z którymi przyjdzie WAM spędzić ten piękny okres….

niedziela, 18 grudnia 2005

Powrót

Długo nie zabawiłem za granicami Polski.
Cóż, obowiązki niepozwoliły mi spędzić więcej czasu nad Morzem Śródziemnym.
Ale nawet te 3 dni pomogły mi bardzo. Znalazłem czas, by przemyśleć kilka spraw i podjąć pewne kroki.
Chyba będzie trzeba zweryfikować parę znajomości. Część z nich należy zerwać, a w przypadku pozostałych, zmienić ich charakter. Nie ma miejsca na sentymenty. Jeśli ktoś jest nieszczery w tym co mówi i w dodatku próbuje mi mydlić oczy pięknymi słówkami, to czy jest sens skupiać się nad takim kimś?? Bo mi się wydaje, że szkoda czasu…
Drugą sprawą jest to, że pomimo doskwierającej mi samotności, trzeba zrezygnować z poszukiwań. Zbliża mi się sesja, a mam trochę problemów na uczelni, więc całą uwagę muszę skupić na nauce.
Teraz to jest najważniejsze…

Nadal nie mogę zrozumieć jak to jest, że innym udaje się więcej osiagnąć, mniejszym nakładem sił…Może po prostu jestem mniej zdolny?? Ludzie potrafią studiować, pracować, znaleźć czas na sport i dają sobie radę z tym wszystkim.
A ja?? Mam tylko naukę, nie pracuję, o aktywności fizycznej nawet nie wspominam. I co? I nie mogę zdąrzyć z niczym.
Gdzie jest tego przyczyna?? Czy ktoś mi pomoże?? Proszę…

wtorek, 13 grudnia 2005

Ucieczka

Jutro wyjeżdżam na kilka dni do Włoch.
Znów nadszedł czas zastanowienia nad własnym życiem….

środa, 7 grudnia 2005

Ciężko bardzo ciężko...część 2

Ten dzień chyba nie ma końca…
Na każdym kroku porażki. Nie dość, że na uczelni idzie mi jak po grudzie to w dodatku mam masę pechowych zdarzeń.
Najpierw gdzieś zaginął mi klucz od pokoju i nie mogłem go znaleźć. Potem spaliła się żarówka w lampie, która wisi nad moim łóżkiem (przypadek??). Jakby tego było mało, ściagając z kolegą klosz, rozsypał się on nam w drobny mak…
Gdy już kładłem się spać, dostałem telefon…Jak pocieszać innych, gdy samemu chce się wyć z rozpaczy??
Jakoś jednak udało mi się wytrzymać i to…teraz juz idę spać. Mam dość…

Ciężko, bardzo ciężko.

Dziś był jeden z najcięższych dni na tych studiach.
Kolejne kolokwium niezdane, a to już był drugi termin. Tracę nadzieję, że uda mi się jakoś to wszystko pozaliczać i w końcu wyjść na prostą.
Akurat dziś jeden ze współlokatorów wyszedł do znajomych i nie wraca na noc, drugi-podobnie, nocuje u kogoś innego. Zostałem sam w pokoju…
Po raz pierwszy, od czasu gdy się tu wprowadziłem, usiadłem na podłodze i nazwyczajniej jak to możliwe zacząłem płakać…
Brakuje mi wiary we wlasne możliwości, a wszystko wokoło dodatkowo mnie dobija.
Co robić??
Jak przerwać ten zamknięty krąg??
Jak wygrać tę walkę??

sobota, 3 grudnia 2005

Nocne przemyślenia

Gdy wczoraj w nocy położyłem się, naszły mnie jakieś takie dziwne myśli.
Zacząłem zastanawiać się nad tym, kim jestem teraz i kim będę za kilka, kilkanaście lat.
Przyszłość jest niepewna. Jedynym stałym elementem, który wiem, że nigdy się nie zmieni, jest to, że jestem GEJEM.
Nie wierzę w Boga, więc co, lub kto u licha, zrobił mi taki brzydki kawał i mnie uformował takim, jakim jestem?? Są momenty, kiedy jestem w pogodzony z myślą, że mam odmienną orientację, a czasami mam ochotę wykrzyczeć, że NIE CHCĘ BYĆ TAKI!!
Ale co mam zrobić?? Nic, ani nikt mi niepomoże się zmienić. Tak już zostanie na bardzo długo…
Pytanie jakie sobie postawiłem wczoraj brzmiało: „Jak się nauczyć z tym żyć??”
Czy potraktować moją orientację jako nieuleczalną chorobę, czy może uznać ją za towarzysza życia… W tym momencie nie znam na to odpowiedzi…Widzę za dużo minusów w tej sytuacji.
Oczywiście, gdybym był typem pustelnika, najzwyczajniej w świecie, odgrodziłbym się od tego. Ale ja taki nie jestem!! Potrzebuje obecności TEJ osoby, ale jak tą odpowiednią znaleźć?
Ktoś może powiedzieć, że sprawa jest prosta. Wchodzisz na czat i znajdujesz setki osób takich jak Ty…Ale czy są one rzeczywiście podobne mi…
Pod względem orientacji to może i tak, ale na tym podobieństwa się kończą. Większość ludzi przebywających w tego typu miejscach traktuje człowieka jak towar. Liczy się dobre i ładne opakowanie. A jak zabawka się znudzi, wracamy do „sklepu” po nową, inną, piekniejszą…
Dla większości, słowa takie jak: MIŁOŚĆ, PRZYJAŹŃ, SZCZEROŚĆ I ODDANIE, na zawsze zostały wykreślone ze słownika zwrotów potocznych…jednak mój słownik wyróżnia je już na pierwszej stronie…
A nawet, jeśli już się spotka właściwą osobę, to przecież nie wyjdziesz z nią na ulicę trzymając się za ręce, bo od razu zostaniesz wyzwany od „pedałów”, „ciot” i innych przyjemniejszych epitetów…
Bycie gejem to jedna wielka maskarada. Ukrywamy to kim jesteśmy przed rodziną, czasami przed znajomymi, przed otoczeniem…Ci odważniejsi potrafią otwarcie o tym mówić, wychodząc lepiej, czasem gorzej na tym…
Ja wiem, że mojej rodzinie się nieujawnie, bo zdaję sobie sprawę z tego, że byłby to dla nich cios. Moi rodzice juz dość w życiu prześli, więc nie mam zamiaru dokładać im kolejnych zmartwień…
Problemem jest jednak to, czy w takiej wielkiej konspiracji, będę mógł kiedyś powiedzieć, że jestem naprawdę szczęśliwy??…

niedziela, 27 listopada 2005

Chcę coś napisać!!!

I znów nie było mnie tu jakiś czas. Cóż, mam teraz masę obowiązków i najzwyczajniej brakuje mi czasu na prowadzenie tego bloga. Ale w miarę możliwości będe sie starał napisać choć kilka zdań.
Ostatnie dni są dla mnie wyjątkowo ciężkie. Czasami mam ochotę usiąść na podłodze i rozpłakać się, jak małe dziecko.
Rozmawiając ostatnio z moim kumplem, uslyszałem świetne zdanie, że są okresy, gdy mamy wszystkiego dość i najchętniej rzucilibyśmy to wszystko, a wtedy jest nam najciężej, bo brak nam, ot tak po prostu kogoś, do kogo w takim momencie moglibyśmy się przytulić…Ileż prawdy w tych słowach:/
Teraz lekka zmiana tematu.
Dziś jest 27 listopada. Dokładnie za miesiąc skończę 22 lata. Eh…stara dupa ze mnie będziebardzo smutny.
Nie lubię własnych urodzin, nie wiem dlaczego…Cieszę się jednak z jednej rzeczy. Za miesiąc mam dostać jakiś hiper, super, extra, wyjątkowy prezent. Ciekawe co to będzie….

piątek, 18 listopada 2005

Ja wiem co powiesz

Ale nie mogę się powstrzymać:D:D
Grzesiu, z okazji Twoich 21. urodzinek, życzę Ci:


Wszystkiego najlepszego. Oczywiście dużo zdrowia i tego, by każdy dzień przynosił wiele radości i tego, by zrealizowały się Twoje najskrytsze marzenia, schowane gdzieś tam głęboko wewnątrz Twojego serduszka!!!!!

sobota, 12 listopada 2005

SZOK

Dziś przyszło to, na co czekałem przez ostatnie dni…
Zmęczony po zajęciach, niewyspany, wchodzę do pokoju i widzę, że na łóżku leży koperta.
Priorytet…po charakterze pisma od razu poznałem od kogo:)
Otwieram list, a w środku kartka…
Za zgodą autora, pozwalam sobie opublikować treść, bo jest to jeden z najpiękniejszych prezentów jakie dostałem- wiersz napisany TYLKO DLA MNIE!!


„Byłeś…Gdzieś tam…
potem byłeś tu…
Teraz jesteś znowu tam,
ale wciąż tu…
I będziesz tu, nawet
Gdy tam będzie trwać
Byłeś krótko, a jakże długo.
Jesteś długo tam, ale jak
To krótko szybko mija
teraz już to krótko nie
Ma znaczenia, bo zawsze
Będziesz dla mnie tu!!”
                         G.M.

Dziękuję z całego serca…i pozostawiam bez komentarza…

piątek, 11 listopada 2005

Imieninki

Dziś są moje imieninki:D:D
Oczywiscie dostałem kilkanaście wiadomości z życzeniami, za które wszystkim bardzo gorąco dziekuję…
Na specjalne życzenia imieninowe muszę jeszcze poczekać…ponoć bedę zakoczony jak je dostanę…hm, ciekawe co to będzie (bo od kogo, to już wiem).

niedziela, 6 listopada 2005

Zmęczony

Obecnie, moim największym problemem jest to, że nie mogę wyrobić ze wszystkim na studiach. Przygotowali dla nas bardzo ciężki tydzień. Co robić, gdy tak mało czasu, a nauki masa??
Chciałbym od razu zaznaczyć, że mój kłopot nie jest spowodowany tym, że nieprzygotowywałem się na bieżąco. Taka ewentualność nie wchodzi w grę na tych studiach. Na każde zajęcia musisz byc przygotowany, bo zawsze jesteś przepytany z danego materiału. 
W nawale pracy, człowiek nastawia sie na szybkie zapamiętywanie, a gdy uda się zaliczyć dane zagadnienie, zapomina się je, robiąc miejsce na inne. A teraz to wszystko trzeba powtórzyć, utrwalić itp. 
Aby zdążyć, albo wogóle nieśpie, albo przesypiam ok. trzech godzin. Ja wiem, że sen jest ważny, wszak jestem ogromnym śpiochem, ale jest to zamknięte koło. Gdy śpię, czas mi ucieka i mam go coraz mniej na naukę…
Chciałbym chociaż zdać czwartkowe kolokwium. Bo jest ono najcięższe ze wszystkich tutaj. Ale niestety w czarnych barwach je widzę.
Ponadto moją głowę zaprząta jeszcze inna sprawa, ale na razie nie będę o niej pisał dokładnie, ponieważ chcę poczekać, aż wszystko będzie jasne, a to stanie się za 10 dni:/
Kończę te moje wywody, wracam do akademika za moment. I cóż pozostaje….trzeba rozpocząć tygodniową walkę o przetrwanie…

wtorek, 1 listopada 2005

Czas zastanowienia

Dziś dzień zadumy…
Zatrzymajmy się na moment w tym pędzącym świecie i pomyślmy….pomyślmy o tych, których już przy nas nie ma. Ale też pomyślmy o tych, którzy jeszcze są, bo nie wiadomo kiedy przyjdzie się nam z nimi żegnać na zawsze…

„Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą”

niedziela, 30 października 2005

Czasami wątpię w....

Są momenty, że wątpię w to, że niektórzy posiadają zawiązki jakiegokolwiek rozumu.

Przeczytajcie sami. To komentarz do mojego posta: „ZAZDROŚĆ” :



„Ładnych rzeczy się dowiaduje tutaj…nie sadziłem, że … ładnych rzeczy się dowiaduje tutaj…nie sądziłem, ze prowadzisz coś takiego jak blog, a jeszcze bardziej zdziwiłem się czytając niektóre opowieści o mnie!Świat jest mały :P Ciesze się ze twoje wakacyjne znajomości kompletnie nie wypaliły, bo to oznacza, ze mam jeszcze szanse u Ciebie. W tym miejscu chce ci powiedzieć, ze tak się porobiło, ze przeprowadzam się do Katowic. Będziemy mogli się spotkać i pogadać i liczę na to ze efekt będzie bardzo pozytywny Pozdrawiam i odezwij się, jeśli nie skasowałeś jeszcze wszystkich namiarów na mnie(bo ja tego nie zrobiłem)”~xxx, 2005-10-28 18:35

Gdy już zapomniałem o Tobie, o tych wszystkich upokorzeniach i traktowaniu mnie jak…myslałem, że raz na zawsze zniknąłeś z mojego życia. a ty znowu się pojawiasz:/

Na szczęście są jesczcze tacy ludzie, którzy dają mi nadzieję, że są osoby dobre i „czyste”. To dzięki nim, wierze że będzie lepiej.

Zamieszczam jeszcze jeden komentarz, do tego samego posta, tylko po to, byś W KOŃCU zrozumiał, że nie chcę mieć już z Tobą nic wspólnego. A osoba, która te słowa napisała, ujeła to, czego ja niepotrafiłem ubrać w słowa:

„Słuchaj Panie XXX- nazywajmy RZECZY po imieniu! Tak się składa, ze NIE WSZYSTKIE zanomosci kompletnie się nie udały. Zapamiętaj sobie te słowa, jeśli w ogóle jeszcze będziesz miał odwagę wejść na tego bloga! Marcin poznał MNIE. I nasza znajomość się jak najbardziej udała i rozwija w świetnym kierunku! Gdybyśmy tylko chcieli moglibyśmy być razem! Wiec nie bądź taki pewien siebie, ze ktoś poleci na Twoje czule słówka, ze się przeprowadziłeś itd. Skończyły się czasy, w kotrych to on zabiegał o Ciebie a Ty go zlałeś – teraz przyszedł czas rewanżu! Nikt nie chce wracać do kogoś, kto go zlewał i sam nie wiedział czego chce od życia, a tym bardziej od osoby, która się niby kochało. Nikt nie chce wracać do osoby, która była/jest c….. Wiec daj sobie spokój,bo ten czas, jaki MARCIN musi poświecić na rozmowy z Toba, mógłby spokojnie przeznaczyć na szukanie kogoś naprawdę inteligentnego i wartego jego serca lub na rozmowy ze mną. wr! „~Grzes, 2005-10-30 14:17

Radość

Cieszę się, że wróciłem do domu…choć na krótko, ale zawsz to coś.
W końcu udało mi się Grzesiu z Tobą porozmawiać. Muszę przyznać, że bardzo mi brakowało tych naszych rozmówek.
Cieszę się, że mogliśmy praktycznie cały dzień poświęcić na kontakt między sobą. To naprawdę zaszczepiło we mnie dużą dawkę optymizmu, ponieważ już wiem, że nasze relacje nie ulegają zmianie, pomimo tego, że teraz bardzo rzadko bywam w domu. 
Teraz naprawdę doceniam, jaki to skarb, móc rozmawiać z Tobą i z niecierpliwością oczekuję naszego kolejnego spotkania na gg.
Jeszcze raz dziękuję…:)

niedziela, 23 października 2005

Znak pokoju

„Boisz się uwierzyć,
że istnieje jeszcze taki ktoś.
Kto powie, że pomoże,
A nóz wepchnie Ci, gdy nagle spuścisz wzrok.
Ja też tak mam
I każdy ma.
Już dosyć!
Świat nie jest zły,
lecz warto wiedzieć, że są łzy
Bo źli jesteśmy my.
Już dosyć!
Los zmienny jest.
Lecz nie bądź katem, bo on mógł
być Twoim bratem też.
I pamiętaj o tym, że
Gdy serce skończy bieg,
Spokojnie zaśniesz, gdy
Nie przypomną twarze się,
co przez Ciebie życia sens straciły, bo Ty
Wolałeś, wolałeś
…być zły!
Mój Ty Przyjacielu,
Jak to słowo obco dzisiaj brzmi.
A przecież dar największy
To osoba dzięki której lekko śnisz.
Ja chcę nią być i Ty też chcesz.
Już dosyć!
Więc proszę tak,
niech każdy tutaj z was
choć raz zaufa sercu i
Już dosyć!
Więc proszę tak,
niech każdy tutaj z was
choć raz pokona siłę zła.
Pamiętajcie o tym, że
gdy serce skończy bieg
zaśniecie błogo, gdy
nie przypomną twarze się,
Którym przez was oczy im,
nie zaśmiały się…”

czwartek, 20 października 2005

Pierwsza impreza w nowym gronie

W końcu udało nam się NOWĄ GRUPĄ wyjść na jakąś poważniejszą potańcówkę.
Przecież, ile można siedzieć z nosem w książkach??
Nie sądziłem, że będzie tak dobrze…
Wraz z moim współlokatorem, z naszego pokoju zrobiliśmy centrum dowodzenia. To u nas zbierali się uczestnicy zabawy(a było ich chyba ok 15).
Posiedzieliśmy z godzinkę, wypiliśmy po piwku i ruszyliśmy w kierunku klubu. Po drodze śmialiśmy się….wszystko byłoby ok, gdyby nie jeden incydent.
W naszym towarzystwie znalazły się osoby pochodzące z zagranicy. Jedna dziewczyna, z Afryki, doświadczyła na własnej skórze, co oznacza nietolerancja.
Grupka młodych meżczyzn, oczywiście pijanych, zaczęła na nią krzyczeć. Padały słowa obraźliwe i wulgarne…Dziewczynie zrobiło się naprawde przykro, bo wszystko rozumiała.
Stanęliśmy w jej obronie i pozbyliśmy się tych PALANTÓW!!
Juz do klubu doszliśmy bez żadnych innych problemów…
Impreza była świetna. Towarzystwo okazało się bardzo przyjazne, muzyka była odpowiednia.
Bywało tak, że już mieliśmy schodzić z parkietu, a Dj zagrał jakiś kawałek, który nam się spodobał i znów musieliśmy wywijać na parkiecie esy-floresy, pomimo tego, że byliśmy już cali mokrzy.
Wyluzowaliśmy się na tyle mocno, że wszędzie można nas było spotkać. A to przy rurkach, a to na barze, a za chwilę na podestach przy telebimach.
Efektem całonocnego szaleństwa było to, że jak wychodziliśmy z klubu, potykaliśmy się o własne nogi. Bynajmniej, nie było to spowodowane naszym upojeniem alkoholowym( bo praktycznie nic nie wypiliśmy), tylko ogólnym zmęczeniem.
Bawiłem się swietnie i już nie mogę się doczekać kolejnych szalonych wypadów.:)

wtorek, 18 października 2005

Wiadomość dnia: KIBELEK 2

Przestało nam brzydko pachnieć z kibelka, hehe.
Normalnie żyć, nie umierać…

poniedziałek, 17 października 2005

Naukowy wir

Nie sądziłem, że to wszystko tak bardzo mnie pochłonie. Nie mam czasu wyjść z pokoju i pójść do pubu chociaż na godzinę.
To nie jest mój świadomy wybór. Mam tyle pracy, że szkoda każdej minuty.
Z jednej strony jest to może nawet dobre. Nie mam za wiele czasu by myśleć o rzeczach przykrych. Zdarzają się oczywiście momenty zadumy i rozmyślania, ale jest ich na prawdę bardzo mało.
Z drugiej jednak strony, zamknąłem się w tym hermetycznym środowisku służby zdrowia. Tutaj głównymi problemami studentow jest to, że nie zdarzyli się nauczyć jakiejś partii materiału na dane zajecia.
Tutaj nie ma czasu na miłość…
Podać mogę przykład mojego wspóllokatora. jego dziewczyna studiuje na Uniwersytecie Warszawskim. Minęły 3 tygodnie, a oni już nie mają czasu ze sobą porozmawiać.
Co za sens ma rozmowa w stylu: „A z czego masz zaliczenie, a na czym teraz jesteście” itp. Poza tym, niezauważyłem, żeby M. bardzo przeżywał to, że są tak daleko od siebie…a może po prostu umie się z tym kryć tak dobrze, jak ja…?

niedziela, 16 października 2005

Kibelek

Dziwne, dziwne.
Zaczęło nam śmierdzieć z kibelka…a nikogo nie było przez weekend w pokoju.
FUJ!!!

piątek, 14 października 2005

Brak tytułu

Po prostu miałem „cudowny” dzień wczoraj. 
Czekałem na ten czwartek z niecierpliwością. Pojawiła się możliwość wrócenia troszkę wcześniej do domu, a tu na dzień dobry od własnego ojca słyszę, że niepotrzebnie wróciłem. Więc postanowiłem, że wracam dziś do akademika i nie wiem kiedy wrócę znowu do domu. Nie mam na to ochoty…Nie sądziłem, że dojdę do wniosku, że żałuje tego powrotu. A tak jest w tym momencie.
Po drugie, osoba, której nigdy bym nie okłamał, stwierdziła, że WĄTPI w to co mówię…eh..szkoda słów w ogóle.
Wiesz dobrze, że Ciebie nie okłamałem ani razu i nie mam zamiaru tego robić. Dlatego Ci wczoraj powiedziałem co mnie zabolało. Czekam na jakąś odpowiedź na mojego nocnego maila…
Myślałem, że jak wstanę, ojciec dojdzie do wniosku, że przesadził wczoraj. Ale znowu się pomyliłem. Ciągłe pretensje o wszystko…czekam tylko na to, aż powtórzy znowu te pamiętne słowa: „Żałuje, że żyjesz…”

środa, 12 października 2005

Zazdrość

Zazdroszczę temu, komu uda się skraść Twoje serce… 

wtorek, 11 października 2005

Wyniki

Hmm..jak mi poszło??
Znów oblałem. To już moje drugie ćwiczenia, z których wychodzę z oceną niedostateczną. Trudno sie mówi, trzeba będzie to jakoś spróbować poprawić.
Dzisiejsze popłudnie jest spokojne. Wróciłem po zajęciach, zrobiłem sobie obiad, a potem poodwiedzałem znajomych w różnych pokojach.
Próbowałem się potem uczyć, ale jakos dziś nic mi do głowy niechciało wejść. Wziąłem więc do ręki: „Piątą Górę” P. Coelho. Otwieram pierwszą stronę i widzę zdanie:


„Kiedy czegoś gorąco pragniesz, to cały Wszechświat działa potajemnie, by udało Ci się to osiągnąć”

Czy tak naprawdę wystarczą TYLKO chęci??
Miałem wiele pragnień, niektóre były i są dla mnie najważniejsze. I co?? efektem tego jest, że tylko znikomy procent z nich się spełniło.
A co z resztą?? Co z tymi NAJ-piękniejszymi??
Wiem…nie można mieć w życiu wszystkiego…Ale ja nie chcę samochodu, wielkiego domu, dużej ilości pieniędzy.

Po prostu chcę mieć kogoś….!!

środa, 28 września 2005

Dzień przed…

Ostatni tak spokojny dzień…Jeszcze dziś mogę bez wyrzutów sumienia spędzać długie godziny przed komputerem czy po prostu położyć się na łóżku i sobie o czymś pomymyśleć.
Niedługo jednak się to zmieni.
Nie będę narzekał na to, że teraz będę siedział długimi godzinami z nosem w książkach, gdyż w końcu będę robił to, o czym marze od niepamiętnych czasów.
Jest też druga strona medalu…
Tak się jakoś dziwnie poukładało, że osoby, których będzie mi najbardziej brakować, mieszkają daleko stąd. Przyzwyczaiłem się już do stanu, że włączam komputer i ktoś z nich zawsze jest, poświęci mi kilka minut, zapyta co słychać itd. Teraz już tego nie będzie…Rozmowa raz na na dwa tygodnie, to żadna rozmowa. Oczywiście będą smsy, może krótkie telefony, ale przecież nikt nie będzie wydawał wielkich ilości pieniędzy na długie i wnikliwe rozmowy telefoniczne…
Zawsze jest tak, że docenia się coś w momencie, gdy grozi nam utrata tej rzeczy. W chwili obecnej chciałbym jak najdłużej móc rozmawiać z moimi PRZYJACIÓŁMI, nacieszyć się jeszcze ich obecnością, może wirtualną, ale jednak jakąś…A tu się okazuje, że każdy ma swoje obowiązki i swoje życie…
Jeden pracuje, inny zajmuje się rodziną czy przeżywa własne, ciężkie problemy…
A mi dziś bardzo brakuje tych rozmów, chciałbym ten ostatni dzień spędzić właśnie na miłych dla mojego serca rozmowach z przyjaciółmi…
W chwili obecnej, siedzę przed monitorem i patrze na czerwone słoneczka, wskazujące, że TYCH osób nie ma…Nie wiem kiedy będą, nie wiem, czy jak się pojawią, będą miały czas na rozmowe…
Wiem tylko jedno. Już niedługo trzeba się bedzie pożegnać…pożegnać z długimi i systematycznymi rozmowami, przywyknąć do tego, że jak bedzie mi smutno, to już nie siądę przed monitorem i nie wyżale się… że jak mi będzie wesoło, nie podzielę się z nikim tymi radościami…eh…szkoda wogóle słów…

Może to głupie co teraz napisze…przecież nie wyjeżdżam na drugi koniec świata, ale chcę w tym miejscu skierować kilka słów do poszczególnych osób. Kolejność w jakiej się one pojawią, nie jest przypadkowa…

Bartek…Ciebie znam najdłużej. Wczoraj minął szósty miesiąc naszej znajomości, którą można spokojnie nazywać Przyjaźnią. Pół roku….pół roku gadamy ze sobą, każdego dnia poznajemy się lepiej, a gdy Ciebie nie ma w sieci, bardzo tęsknię. Jesteś pierwszą, tak dobrą osobą w moim życiu. Można powiedzieć, że dałeś mi nadzieję, że świat nie składa się tylko z tych ZŁYCH i odtworzyłeś listę…listę o nazwie:NAJWARTOŚCIOWSZE OSOBY W MOIM ŻYCIU…za to i za wiele innych rzeczy bardzo Ci dziękuję i mam nadzieję, że już za 2 tygodnie się zobaczymy…kolejny raz..

Gosia…Znamy się od maja, czyli jest też to troszkę czasu. Jesteś taką pozytywną osóbką, która czasami mnie opieprza i pozwala spojżeć na pewne sprawy z zupełnie innej perspektywy. Bardzo cenię sobie Twoje rady i często bywa tak, że je analizuje i dochodzę do wniosku, że miałaś rację. Wiem, że z każdą „pierdółką” mogę się do Ciebie zwrócić, a Ty ją potraktujesz poważnie i mi zawsze doradzisz. Wiem, że czasami się mijamy w sieci, ale pamiętaj, że nie zapominam o Tobie. Popatrz, gdyby nie przypadek, wogóle byśmy się nie poznali. Na szczęście, ktoś czuwał nad nami i pozwolił nam się w tak dziwnym miejscu spotkać…

Grześ…Już wiele rzeczy Ci powiedziałem i napisałem. Sprawiłeś, że moje serduszko biło troszkę mocniej…W krótkim czasie, zrobiłeś dla mnie bardzo dużo. Wiesz o tym, że jesteś kimś bardzo wyjątkowym dla mnie. I mam nadzieję, że tak zostanie. Choć znamy się około półtora miesiąca, liczę na to, że więź, która narodziła sie między nami jest na tyle silna, że nie zerwie się po moim wyjeździe na studia. Gdyby ona znikneła, byłby to cios dla mnie…Wiedz, że dołoże wszelkich starań, by nasza znajomość była trwała i żeby nic jej nie zniszczyło…

Robert…Cóż Ci powiedzieć. Ciebie znam najkrócej. Jednak już zdążyłem się przyzwyczaić do naszych rozmów. Bardzo Cię cenię, za zdania, które wypowiadasz, bo czasami potrafisz ująć w słowa to, czego ja nie umiem powiedzieć. Nasze rozmowy, to rozmowy dwóch starych kumpli, którzy znają się już od dawna. Tak trzymać dalej. Wiem, że będzie czasami ciężko, że będzie brakować kontaktu między nami. Ale przetrzymamy to, nie damy się przeciwnościom losu…

O kurcze, ale się rozpisałem. Dobra już kończe, bo widzę, że zaraz mnie zlinczujecie, że musiscie tyle tekstu przeczytać:) Co raz dłuższe mi wychodzą moje wpisy, nie wiem co to oznacza…
A idę teraz pralkę włączyć i powoli się pakować…
Całuje Was wszystkich i ściskam najmocniej jak potrafię i DZIĘKUJĘ…

poniedziałek, 26 września 2005

Wkurzam się/ CZWARTEK GODZ.8-16

Tytuł obecnego posta jest dwuczłonowy…
Wkurzam się, bo od dnia, w którym zacząłem prowadzić tego bloga stosuje zasadę, że każdy post publikowany jest w takiej formie, w jakiej go napisałem. Nie wnoszę żadnych poprawek(prócz sprawdzenia błędów ortograficznych)…
Poprzedni wpis sprawdziłem bardzo dokładnie i co, zrobiłem literówke już na samym początku. Tak to jest jak zwraca się zbytnią uwagę na detale…
A co do drugiej części tytułu…Tak, zadzwoniłem o ten akademik. Data i godzina na górze oznaczają, że w tym czasie będę opuszczał dom i przenosił się do katowic.
Czas chyba oswajać się z tą myślą…

Dzwiny stan

Obudziłem się dziś w dziwnym nastroju. Jakiś taki otumaniony jestem. Siedzę bez celu przed monitorem i zastanawiam się, co dziś robić…Za pół godziny mam dzwonić na uczelnie, celem uzyskania odpowiedzi, czy został mi przyznany akademik. Mam nadzieję, że tak będzie, bo szczerze mówiąc, niewyobrażam sobie dojeżdżania na zajęcia…
Troszkę się denerwuję, ale wiem, że jeśli decyzja będzie pozytywna, moje zdenerwowanie się powiększy. Zacznie się wielkie pakowanie, zwożenie do akademika rzeczy no i co najważniejesze, poszukiwanie jakiegoś sympatycznego współlokatora. Czasu jest mało, więc trzeba się uwijać szybko:)

piątek, 23 września 2005

Huśtawka

Tak można nazwać mój obecny stan..huśtawka emocjonalna. Nie wiem co się ze mną dzieje. Ostatnio mnie dopadały naprawdę czarne myśli, nieukrywam, że pojawiły się też te najczarniejsze..
Ale dziś wtsałem i jakoś tak sam humorek mi się poprawił. Może spowodowało to to, że przyszły tydzień upłynie mi na spotkaniach ze znajomymi. Przecież to mój ostatni taki luźny tydzień, więc trzeba się troszkę zabawić…Nie mogę chodzić na imprezy ze skwaszoną miną…Niech ten optymizm trwa….

Dziwna historia…

Skoro i tak się nie mogę skupić, wracam tu po raz kolejny dzisiaj…

Dla spostrzegawczych czytelników mojego bloga, napewno rzuciły się w oczy dwa nowe linki, które niedawno pojawiły się w rubryce WARTO PRZECZYTAĆ. Pierwszego chyba nie muszę kometować. Osoby, które mnie znają, wiedzą, że jest to blog mego najlepszego przyjaciela-Bartka. Dlatego zachęcam do zaglądania tam…

Drugi link prowadzi nas do Roberta, tajemniczej postaci, którą poznałem zupełnie przypadkowo….

Jak część gg-maniaków dobrze wie, niedawo ukazała się najnowsza wersja tego popularnego komunikatora. Wraz z nią, dynamicznie rozwija się też tzw. generacja gadu-gadu, gdzie można poznać innych internautów. Właśnie w ten sposób poznałem Roberta.

Zaklikał ot tak, bo chciał pogadać…No i co się okazało, chłopak sympatyczny, znaleźliśmy wspólny język, ale….dzieli nas 400 kilometrów.

Śmiać mi się chce, bo poznałem go w chwili, gdy zrobiłem sobie postanowienie.

NIE POZNAJE LUDZI ODDALONYCH ODE MNIE O PONAD 100 KM!!!.

A tu trach…kolejna osoba z daleka.

No nic, musiałem sobie zweryfikowac lekko postanowienie. Od dziś nie gadam z ludźmi z poza Śląska i Małopolski. Tych co znam z innych regionów, wystarczą mi w zupełności.

Zaraz na początku znajmości, Robert podarował mi adres do swojego dziennika internetowego. Zacząłem czytać, a moją uwagę zwróciło szczególnie kilka jego ostatnich słów. W tym miejscu, za zgodą autora oczywiście, pozwalam sobie je umieścić:

„Dusza geja jest wrażliwsza od duszy faceta hetero i żeby ją wyleczyć trzeba wiele wysiłku i pracy. To taki delikatny motyl, który reaguje na najlżejszy powiew, na najmniejsze wahnięcie temperatury. Ja tego doświadczyłem i to nie raz, z różnych powodów. Jak by sobie tego nie tłumaczyć, jakby nie usprawiedliwiać tego drugiego, zawsze pozostaje pustka, zniechęcenie, opuszczenie, odrzucenie. Świat się kończy. Brakuje celu, dla którego człowiek budził się rano, pisał czułego sms’a, podobnego dostawał…”-Robert

Słowa te pozostawiam bez komentarza…

Zły, zły, zły….

Mam dziś naprawdę okropny dzień. Wszystko wokoło działa mi na nerwy. Pozornie kilka neutralnych słów, a ja reaguje wybuchem złości. Wyładowuje swój gniew na wszystkich wokoło. Dlatego w sumie nie wchodzę dziś na gadu-gadu, czy tlena. Nie wychodze też z domku. Po co niewinni ludzie mają być ofiarami mojego nastroju, złego nastroju…
Skupiłem się na nauce, żeby odgonić czarne myśli. Rozwiązanie krótkoterminowe, po przeczytaniu kilku linijek tekstu, znowu wracam myślami do rzeczy przykrych…
Tak mniejwięcej wyglada mój dzisiejszy dzień. Mam nadzieje, że jutro będzie lepiej. Chcę się gdzieś wybrać, przejść, przejechać…Może to mi pomoże.
Już za tydzień zaczynam nowy rok akademicki. Będzie nowe środowisko, nowi ludzie. Zastanawiam sie, jak to się poukłada…Jeszcze 7 dni…

środa, 21 września 2005

Podsumowanie

Mijają właśnie wakacje. Jest to więc dobry czas na przeanalizowanie tego, co się zdarzyło, dzieje w chwili obecnej i tego co mogło się wydarzyć. Postanowiłem zrobić bilans rzeczy dobrych i złych, jakie przydarzyły mi się w lecie 2005 roku.



Można rzec, że czas odpoczynku i relaksu dla mnie zaczął się dość wcześnie, bo już końcem maja. I od razu wyjechałem na wspaniały „urlop”. Spędziłem naprawdę kilka wspaniałych dni ze znajomymi nad jeziorem. Była zabawa, śmiech, ale też czas na zastanowienie się nad własnym życiem. Właśnie takiego momentu, w czasie którego mogłem usiąść spokojnie i podumać, brakowało mi wtedy. Pewnego dnia postanowiłem się wybrać na samotny spacer. Oczywiście musiało się rozpadać, gdy powolnym krokiem zmierzałem ku jeziorku. Ale nie, nie załamałem się tym. Twardo brnąłem wśród spadających kropel. Mój wysiłek się opłacił. Znalazłem samotną ławeczkę, nad którą rozpościerała się olbrzymia korona sosny, osłaniająca ławkę przed deszczem. Już wiedziałem, że zaraz to miejsce stanie się na kilka chwil moją pustelnią. Czas spędzony na patrzeniu w wodę, słuchając uderzających kropel o liście drzew i gdzieś w oddali szumu przelatujących dzikich kaczek, okazał się na tyle mobilizujący, że postanowiłem zmienić coś w swoim życiu. Nie chciałem już być tylko biernym obserwatorem żywota ludzkiego, ale jego aktywnym uczestnikiem. Wróciłem odmieniony, silniejszy….Znajomi nawet to zauważyli, że moje podejście zmieniło się dość znacznie.

 Czerwiec przyniósł mi nową znajomość. Znajomość, z której wyniknął potem nawet związek, krótki co prawda, ale nie będę narzekał. W następnym miesiącu czekały mnie dość poważne egzaminy na studiach, ale jakoś przygotowania zeszły na plan dalszy. Tak więc, miesiąc ten upłynął mi na rozmowach i spotkaniach z Ł.

Nadszedł pamiętny lipiec. EGZAMINY….szedłem na nie z przekonaniem, ze się nie uda…że nie zrealizuje swoich marzeń. Jak miałem myśleć inaczej, jeśli nic a nic nie postarałem się, aby cokolwiek przeczytać. Przeczytać!! Nie nauczyć się. Nie wiem jakim cudem, ale udało się zdać i to całkiem nieźle. Moja radość była ogromna. Dawno się tak nie cieszyłem jak wtedy. Czułem, że mogę osiągnąć wszystko!! W dodatku, w połowie miesiąca dostałem wiadomość. MÓJ PRZYJACIEL MIESZKAJĄCY ODMNIE JAKIEŚ 300 KM PRZYJEŻDŻA NA TYGODNIOWY URLOP!!! Coś takiego nigdy by mi nie przyszło do głowy. Jednak stało się. Tak więc, druga połowa lipca upłynęła mi na załatwianiu spraw związanych z przyjazdem oraz oczywiście spraw uczelnianych.



Początkiem sierpnia, nastąpiło spotkanie dwóch przyjaciół. Spotkanie twarzą w twarz. Możecie wierzyć lub nie, ale zaprzyjaźniłem się z kimś przez internet. Do momentu Jego przyjazdu, nie widzieliśmy się ani razu, a jednak praktycznie każdy wieczór, a czasami i część nocy, spędzaliśmy na wzajemnych pogawędkach. Czasami rozmowa dotyczyła jakiś pierdółek, a innym razem poruszaliśmy ciężkie i przykre tematy. Przyjazd Bartka( bo tu o nim mowa) potwierdził tylko to, że mamy ze sobą świetny kontakt i pomimo tego, że dzieli nas taka odległość, nasza znajomość przetrwa i to… Bawiliśmy się świetnie, co tu dużo mówić. Gdy dobiegł koniec jego urlopu, żal było się rozstawać. Ale niestety, taka kolej losu.

Sierpień przyniósł także zakończenie mojego związku z Ł., ale też początek innej znajomości. Poznałem Grzesia (mam nadzieję, że się nieobrazi, że podaje jego imię). Nie sądziłem, że tacy ludzie jeszcze istnieją. Chłopak prawie 21-letni, a podejście ma do życia takie, że nie jeden 30-latek powinien się od niego uczyć. Każda rozmowa na gg, czy później nawet przez telefon, sprawiała ( i sprawia mi nadal) ogromną radość. To cudowne mieć kogoś, kto daje Ci poczucie, że jesteś dla tej osoby ważny. Potrafiliśmy do siebie zadzwonić tylko po to, by powiedzieć sobie dobranoc. Oczywiście, jak zaczynaliśmy gadać, tak nie mogliśmy skończyć, hehe. Relacje z nim układały się nadzwyczaj dobrze. Zaczynałem nawet w pewnym momencie wątpić, czy jest On prawdziwy, czy nie ma tu jakiegoś oszustwa… Pojawił się pomysł, abym go odwiedził w Warszawie. Po dość długim analizowaniu całej tej sytuacji, postanowiłem pojechać. Ale jak tu się gdziekolwiek ruszyć, gdy w portfelu pustka? Zacząłem kombinować, skąd wziąć pieniądze. Brałem się za różnego rodzaju prace u sąsiadów, odzyskiwałem długi, tylko po to, by móc się jak najszybciej spotkać się z Grzesiem. Ustaliliśmy termin mojego przyjazdu na połowę przyszłego miesiąca….



Nadszedł wrzesień, miesiąc moich egzaminów, ostatni miesiąc wakacji i miesiąc mojego jednego z najważniejszych spotkań. Tuż po pierwszym egzaminie, wyjechałem do Niego….Moment spotkania w cztery oczy przeżyłem strasznie. Ręce mi się trzęsły, nie wiedziałem co powiedzieć. Potem z każdą chwilą, było mi coraz łatwiej. Nie wiem jak on to zrobił, ale po godzinie przebywania obok Niego, czułem się tak, jakbym tą osobę, znał już wieki… Cóż, efektem tego wyjazdu było to, że się zakochałem. Tak, stało się coś, czego się nie spodziewałem. Nie sądziłem także, że będę mógł powiedzieć, że to uczucie zostało skierowane do osoby, która pomimo tego, że nadal twierdzi, że nie jest idealna, dla mnie tym ideałem jest. Przebywając z nim, chodząc po stolicy, bawiąc się, ale też czasami płacząc, czułem się szczęśliwy, bardzo szczęśliwy. Moja radość była na tyle wielka, że moment rozstania przeżyłem bardzo mocno. Nie chciałem wyjeżdżać, ale wiedziałem, że nie mam innego wyjścia. Wtedy tak bardzo żałowałem, że mieszkam taki kawał drogi od Niego… Jesteście pewnie ciekawi, co dalej z naszą znajomością. Postanowiliśmy zostać przyjaciółmi, ponieważ odległość nas dzieląca, okazało się zbyt dużą przeszkodą do budowania czegoś naprawdę trwałego. Był moment, że słowo PRZYJAŹŃ, nabrało negatywnego wydźwięku dla mnie. Jak inaczej myśleć, skoro pojawiła się iskierka uczucia, mogąca stać się olbrzymim płomieniem, a w zamian dostaje się przyjaźń. Teraz, cieszę się, że mam przyjaciela w nim, że pomimo tego wszystkiego, odnaleźliśmy się w tym świecie zakłamania i obłudy. I mam nadzieję, że nasza znajomość będzie się dalej tak wspaniale rozwijać.

Po przyjeździe, czekały mnie jeszcze 2 egzaminy. Jednak moje myśli były nadal w stolicy. Coś tam przeczytałem, ale zwątpiłem w to, że mogę to wszystko pozaliczać. Stało mi się to obojętne… Jednak prawda okazała się inna. Miałem szczęście, zdałem wszystko za jednym zamachem. Nadal nie mogę uwierzyć w to, że się udało!! Mam w końcu ten komfort psychiczny, że już wszystko za mną. Od października zacznie się znowu walka o zaliczenia, ale nie będę narzekać, każdy student przechodzi to samo… Obecne wakacje, przyniosły jak widać kilka wydarzeń. Niektóre smutne, ale inne piekne. Zacieśniłem znajomość z Bartkiem i poznałem Grzesia. Są to jedne z najbliższych mi obecnie osób, którym chcę teraz podziękować, że znalazły się w moim życiu.

W podsumowaniu nie występują wszystkie ważne dla mnie osoby. Mowa tu o Gosi i Piotrku. Te dwie osoby również zajmują bardzo ważne miejsce w mym sercu. Możliwość porozmawiania z nimi, spędzenia najdrobniejszej chwili razem sprawia mi ogromną radość. Tak więc i Wam należą się słowa podziękowania…

wtorek, 20 września 2005

ZAPOWIEDZI

Juz niedługo powstanie tutaj jeden z moich najdłuższych postów. Będzie to takie małe podsumowanie minionych wakacji i garść refleksji. A więc zapraszam do odwiedzania mego bloga i oczekiwania na specjalny wpis…

piątek, 16 września 2005

Zdjęcie i tabliczka czekolady…

Ostatnie 4 dni, spędziłem w Warszawie. Pewnie zastanawiacie się dlaczego…Pojechałem do pewnej osoby, którą poznałem dokładnie miesiąc temu.
Nie wiem jak to możliwe, ale od momentu pierwszej wymiany zdań na internecie, relacje miedzy nami układały się nadzwyczaj dobrze. Z każdym dniem G. stawała mi się bliższy. Czas spędzany na gg nie był czasem straconym. Po każdej rozmowie, nawet najkrótszej nabierałem większego optymizmu, że jest tam gdzieś ktoś, kto myśli podobnie jak ja, ma taki sam system wartości i podejście do zycia.
Po dość krótkim czasie nastąpiła wymiana numerów telefonów…Od pierwszej naszej rozmowy, gdy usłyszałem Jego głos, chciałem słyszeć Go ciągle….Postanowiliśmy się więc spotkać!
Oczywiście, miałem dylematy, czy dobrze robie, jadąc do osoby, której tak na prawdę nie znam. Zdecydowałem się zaryzykować i wyruszyłem w kierunku stolicy Polski.
To co wydarzyło się tam, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Dni spędzone z nim, były jednymi z najpiekniejszych, jakie do tej pory udało mi się przeżyć.

Teraz parę słów do Ciebie…
Chciałbym w tym miejscu podziękować Ci, za wspaniały pobyt. Przyjąłeś mnie lepiej, niż ludzie, których znam o wiele dłużej od Ciebie. Czułem sie komfortowo, było mi dobrze z Tobą, do tego stopnia, że doskonale wiesz jak trudno było mi się rozstać z Tobą…jak to bolało…
Wszystkie miejsca, jakie odwiedziliśmy, nabierały dodatkowego uroku, ponieważ byłem w nich z Tobą.
Przez te kilka dni, stałeś się częścią mojego życia….piękną częścią…Nie ma słów, które wyraziłyby radość, jaką czułem spacerując wraz z Toba uliczkami Warszawy, jedząc wspólnie posiłki i budząc się rano u Twego boku…
Tak chciałbym, aby takich chwil było więcej i żeby trwały dłużej, ale zdaje sobie sprawę z przeciwności, jakie postawiło przed nami życie. Chcę jednak spróbować pokonać je, gdyż uważam, że warto to zrobić.

Teraz siedzę w pustym pokoju…przed moimi oczami Twoje zdjęcie, obok tabliczka czekolady, podarowana chyba po to by umilić mi podróż powrotną. Ale to co najgorsze, to uczucie totalnej pustki… kogoś mi brak.
Brak mi Twego głosu, brak mi Tego śmiechu, brak mi Twego spojrzenia, z którego emanowała dobroć i brak mi Twego zapachu i dotyku…Będąc obok Ciebie, nic więcej do szczęścia mi nie było wtedy potrzeba, bo sprawiłeś, że czułem się wyjątkowo, czułem się bardzo dobrze.
Dlatego też dziękuje Ci bardzo mocno i jedno co wiem na pewno, że jakaś cząstka mojego serca, została zajęta przez Ciebie….

sobota, 27 sierpnia 2005

Brak tytułu

„Spend all your time waiting
for that second chance,
for a break that would make it ok.
There’s always some reason
to feel not good enough
and it’s hard, at the end of the day
I need some distraction
Oh, beautiful release.
Memoriesseep from my veins”
Sarah MacLachlan: „ANGEL”
Dziś znowu wróciłem do tej piosenki….chyba ją mogę nazwać, że przez krótki okres czasu była NASZA.
Mialeś kreciku rację, ona ma coś w sobie…

środa, 24 sierpnia 2005

I znów była przerwa…

Hmm…wakacje powoli dobiegają końca, zbliża się sesja, a ja dalej nic nie robię.

Ostatnio dni upływają mi na siedzeniu w domu, patrzeniu w monitor…od czasu do czasu zaglądne do tej cholernej książki, ale i tak po 2-3 stronach rezygnuje. W czarnych barwach to widze, jeśli jakoś nie wezmę się w garść.

Szczerze mówiąc, mam już dość siedzenia w domu, chciałbym aby już był październik, jak zaczną się studia…Wiem wiem, część z Was pomyśli, że mi się w głowie pomieszało, ale dla mnie, podczas roku akademickiego, cos się zawsze ciekawego dzieje…a w tej chwili, moje życie można opisać jednym słowem…STAGNACJA

czwartek, 11 sierpnia 2005

Kolejny koniec

Znów coś się skończyło, kolejny zamknięty rodział książki pt: „W poszukiwaniu wspólnego szczęścia”…
Dwie piosenki mi się będą z Tobą zawsze kojażyć: AXEL F-CRAZY FROG i SARAH MCLACHLAN-ANGEL. Ty dobrze wiesz dlaczego akurat te….Dzięki za kilka naprawdę wspaniałych chwil jakie z Tobą było mi dane spędzić…Było naprawdę fajnie….

środa, 10 sierpnia 2005

If You Could Read My Mind

Nareszcie chwilka czasu wolnego, więc mogę zająć się blogiem, który ostatnio został zaniedbany przeze mnie. W skrócie przydałoby się opisać ostatnie wydarzenia…
Jestem już po Waszych odwiedzinach. Hehe, muszę przyznać, że było świetnie, choć kosztowało mnie to trochę nerwów.
W piątek, na dzień przed przyjazdem….gdybyś mnie wtedy widział. Chodziłem tam i spowrotem, a z kompa leciało STUDIO 54oczko. Nie docierało do mnie to, co miało się stać za kilka godzin…że spotkamy się twarzą w twarz. Milion myśli kotłowało się w mojej głowie, jak to będzie, co powiedzieć w pierwszym momencie, jak zareagujemy na siebie w „realu”. Mój stan był na tyle poważny, że musiałem sobie piwko otworzyć, samemu je wypić i położyć się spać, haha…
Nadeszła sobota. Przed 9 obudził mnie dźwięk budzika. Wstałem, poszedłem do kuchni i co….dostaje od Ciebie smsa, że za pół godziny jesteście. Nie sądziłem, że potrafię tak szybko biegać….5 minut nie minęło, a ja byłem już umyty, ubrany i stałem na przystanku autobusowym.
…….i stało się…nasze oczy spotkały się. Muszę przyznać, że byłem w szoku, ponieważ nie sądziłem, że od razu znajdziemy wspólne porozumienie, bo przecież świat wirtualny to nie to samo co prawdziwa rzeczywistość. Od pierwszej sekundy naszego spotkania, rozmawialiśmy tak, jakbyśmy się znali już od bardzo długiego czasu. Kolejne dni, które spędzaliśmy już w większym towarzystwie, potwierdziły tylko to jak mocno Cię lubię i jak świetnie się w Twoim towarzystwie bawię.

Nie wdając się w szczegóły, muszę przyznać, że bardzo dobrze się czułem, słysząc Cię „normalnie”, obserwując Twoje reakcje. Sama świadomośc tego, że jesteś obok, powodowała, że czułem się wspaniale. Chciałbym, aby takich momentów było więcej, ale patrze realnie na to wszystko. Odległość powoduje, że i tak nie będziemy się często widywać…

Ten tydzień, był jednym z lepszych jakie dane mi było doświadczyć w swoim życiu. Za to serdecznie dziękuję i mam nadzieję, że nasze spotkanie było tylko wstępem do rozwinięcia naprawdę pięknej przyjaźni.
PS.
Mam nadzieję, że jak Cię odwiedzę kiedyś, nie zafundujesz mi takiej JOASI, jak ja Wamhehehe….

piątek, 29 lipca 2005

Czas oczekiwania

Coś co parę miesięcy nie przeszło mi przez głowę, właśnie w tej chwili się dzieje. Za kilkanaście godzin, odległość kilkuset kilometrów, która do tej pory Nas dzieliła zmniejszy się do kilkudziesieciu centymetrów.
Z jednej strony, WIELKA RADOŚĆ…Z drugiej, WIELKI NIEPOKÓJ.
Tak bardzo chciałbym aby ten czas, który został Nam dany, był najwpanialszym w życiu( a wiesz dobrze, że jak się czegoś uczepie, tak nie puszcze i zrobię wszystko, by to zrealizować).
Tak więc, nie pozostało mi nic innego, jak czekać…

piątek, 22 lipca 2005

Podróż do Katowic

Dziś troszkę papierkowej roboty mnie czekało, musiałem pozałatwiać jakieś sprawy na uczelni i oczywiście nic a nic nie załatwiłem. Za to miałem towarzystwo wyśmienite, z którym spędziłem naprawdę miłe chwile. Cóż nie mogę tu napisać nic konkretnego, bo wiem, że to przeczytasz i nie chcę byś mi znów pokazywał taniec pingwina na szkle, jak to miało dziś miejsce podczas naszej drogi powrotnej…no i chcę sobie oszczędzić znów tego Twojego tekstu: JAKI JA ZAJ….TY JESTEM. Wiesz, że lubię Cię stopować na każdym kroku, więc tym, razem nie mogę być gorszy. wa

Co tu dużo mówić, zakończenie podróży bardzo mi się podobało…..ale znowu robiliśmy podchody. Mam jednak nadzieje, że nauczymy się już pewne rzeczy robić bez zastanawiania, czy ta druga osoba miałaby na to ochotę czy nie….I tego NAM serdecznie życzę.

Z tego miejsca pozdrowienia dla Ciebie…

piątek, 15 lipca 2005

Czy to bajka?

Nie napisze nic, nie jestem w stanie teraz…
Powiem tylko tyle, że jestem SZCZĘSLIWY!!!!!!!
Osiągbnałem wszystko co sobie zaplanowałem i wymarzyłem……czuje się cudownie

czwartek, 14 lipca 2005

A jednak się spełniają!!

Tak, tak, tak…….Spełniają się….Domek jest, towarzystwo przybędzie.
Nie wiem co napisać, jedynie mogę powiedzieć, że moja radość nie zna granic i …..JUŻ SIĘ DOCZEKAĆ NIE MOGĘ!!!

środa, 13 lipca 2005

Marzenia się spełniają, ale czy na pewno??

Ciekawe, czy moje obecne WIELKIE PRAGNIENIE się spełni….
Nieoczekiwany splot wydarzeń spowodował, że coś, o czym nawet niepomyślałem przez sekundę, może sie wydarzyć.
Chcę abyście przyjechali tu do mnie. Wiecie, że dużo bym dał by się to ziściło, ale czuje, że coraz mniej odemnie zależy, tylko od jakiegoś cholernego człowieczka, który niewiadomo czy sie zgodzi zwolnić domek!!!!
Jakbym mógł, zaprosiłbym Was do domu, no ale……siła wyższa…
Już dawno nie pragnąłem tak mocno, by coś sie stało, ale mam tą świadomość, że może nic z tego nie wyjść!!Trzymajmy sie narazie nadzieji, że wszystko się uda i że za dwa tygodnie spędzimy cudowne chwile RAZEM…
Nie potrafię teraz o niczym innym myśleć, przepraszam jeśli pisze dość chaotycznie, ale mój umysł jest ukierunkowany tylko na jedną rzecz…….
Karty TAROTA powiedziały, że szanse są małe, ale że spotkamy sie tego lata i tak, czy to  u mnie, czy gdzieś indziej….ale wiecie dobrze, że to tylko jakaś taka forma zastępcza…
Nie pozostaje mi nic innego, jak czekać do jutra i liczyć na cud.

poniedziałek, 11 lipca 2005

Nie wiem co napisać!!!

„Wszystko wokół się zmienia,
nawet Ty.
Nasze wspólne marzenia,
to My.
Małe i duże problemy przeżyjemy,
to nic dla Nas.
Razem wszystko przetrwamy,
nawet złe dni.

Chcę tu zostać i zawsze z Tobą być,
nawet kiedy będzie źle.
Chcę tu zostać bo bez Ciebie
Nie mam siły, by dalej żyć.

Chcę przy Tobie umierać
i rodzić się.
Chociaż czasem ranisz mnie to
i tak wybaczac Ci….

Chcę tu zostać i zawsze z Tobą być..„

                                                           FARBA:”CHCĘ TU ZOSTAĆ”

czwartek, 7 lipca 2005

Dlaczego jak się coś złego dzieje…

…..zawsze wracam do tego bloga. Czasami się sam zastanawiam, czy nie staje się on miejscem, w którym mogę wyrzucić z siebie wszelkie smutki i rozterki.
I tak jest tym razem…
Zastanawiam się, dlaczego ludzi dobrych, szczerych dotykają różnego rodzaju problemy, czasami mniejsze a innym razem bardzo poważne. Właśnie teraz, mój Przyjaciel, boryka się z naprawde dużym cierpieniem, a ja nie wiem jak mam pomóc. Wiem, że czasami sama obecność czy dobre słowo wystarczy, ale chciałbym móc zrobić coś bardziej wymiernego, coś co da widoczny skutek…

Ty wiesz, że ten post pisze dla Ciebie…chcę żeby to co w tej chwili myślę, zostało gdzieś utrwalone, nie tylko w Twojej czy mojej głowie. Zdajesz sobie doskonale sprawe z tego, że Cię wspieram w każdej sytuacji. Po Twoich ostatnich słowach( nie będę ich tu przytaczał, bo pamiętasz o które słowa chodzi) mam jeszcze większą determinację do tego by trwać przy Tobie w każdej, nawet najgorszej sytuacji.
„Wiesz co w ustach jedynaka znaczą te słowa….”  Te słowa padły z Twoich ust… Wbiją się one w moją pamięć do końca życia. Tyle radości mi sprawiłeś, mówiąc je w tak trudnym dla Ciebie okresie….I zdaje sobie sprawę jak wielką wartość mają też dla Ciebie.
Wiedz jedno, nie pozostaną one bez echa….nie umiem wyrazić tego wszystkiego co czuje, ale powiem Ci jedno:

„Nie dasz mi szczęśliwych chwil….
bo dajesz mi je każdego dnia”

piątek, 17 czerwca 2005

Długa przerwa

Ojej…..czas odkurzyć w końcu ten blog…. W ciągu tychkilkunastu dni mojej nieobecności, wydarzyło się kilka interesującychrzeczy, które w skrócie postaram się opisać.
Mamy połowe czerwca, awięc można powiedzieć, że rok akademicki za mną.Obyło się na szczęściebez większych  problemów i wszystkie wpisy w indeksie już mam.Więc jakby nie spojrzeć…..WAKACJE.
Jeśli o nich mowa, już byłem nakrótkim „urlopie”, podczas którego zregenerowałem siły. Muszę przyznać,że to był jeden z najlepszych wyjazdów w moim życiu, wspaniała okolica,świetne towarzystwo…..czego chcieć więcej. Ośrodek położony w środkulasu, niedaleko jezioro…cudownie. Podczas pobytu, odpocząłem nietylkofizycznie, ale też psychicznie. Nie wiem co jest w tym miejscu, alepozwoliło mi ono uciec od wszelakich problemów, zmartwień i skupić sięna SOBIE. Chcę tam wrócić….było mi tak dobrze….
Teraz jestemtroszkę chory, a nie wiem co mi jest…ale postanowiłem sobie, że osmutnych rzeczach nie będę się rozpisywał, więc na tym zakończę.
Aco do spraw sercowych….narazie wycofuje się z nich, bo doszedłem downiosku, że przez ostatni czas to właśnie one były przyczyną moichdołków psychicznych, a chcę jak najdłużej utrzymać pozytywny nastrój,który zbudowałem w trakcie pobytu…

wtorek, 31 maja 2005

Pogoda….

W ostatnich dniach, panowały w Polsce niemiłosierne upały. Podróże autobusem przyprawiały mnie o mdłości. Na samą myśl o godzinnej jeździe w dusznym, zatłoczonym pojeździe, miałem ochotę zawrócić i nie wsiadać….Wysoka temperatura nie sprzyjała oczywiście nauce(tzn. każdy czynnik pogodowy wplywałby niekorzystnie na moje chęci do zakuwania, więc ten drobny szczegół pomine).

No i oczywiście teraz zwaliło mi się wszystko na głowę. Zaliczenia, egzaminy, jakieś poprawki po drodze i zalatwianie spraw urzędowych…..tylko gdzie znaleźć czas na to wszystko. Obecnie jedną z rzeczy, która w jakimś stopniu pozwala mi przeżyć ten okres jest zbliżający się wyjazd, podczas którego mam zamiar intensywnie……nic nie robić, hehe. Małe marzenie….żeby tylko pogoda się udała:)

sobota, 21 maja 2005

Zostały mi (chyba) tylko wspomnienia

Nie wiem dlaczego, ale dziś wzięło mnie na wspomnienia…..Otworzyłem sobie archiwum i zacząłem czytać NASZE rozmowy sprzed paru miesięcy. Kolejny raz śledziłem, jak cudownie wtedy rozwijała się nasza znajomość; od zupełnej obojętnośći tą drugą stroną, przez coraz większą fascynację kończąc na…..eh…nie wiem na czym kończąc, bo nie wiem co było z Twojej strony…

Pewne momenty-bardzo śmieszne, inne-bardzo poważne, poruszające wtedy ważne kwestie dla NAS. Przypomniałem sobie dziś, jak się wtedy czułem, jak mi było dobrze….Haha, nawet pamiętam, jak się sam do siebie uśmiechałem, przypomniwszy sobie śmieszne sytuacje jakie mieliśmy….jaki byłem wtedy szczęśliwy…na samą myśl o rozmowie z Tobą poprawiał mi się humor….Tobie chyba też wtedy było dobrze.Budowaliśmy wzajemne zaufanie. Jakie to wtedy było cudowne… potem zaczęliśmy planować, co dalej….Serduszko pikało radośniej, wiedząc, że jesteś…..

Aż nadszedł ten trudny okres, który trwa nadal i nie wiem kiedy się skończy.Teraz jestem na rozdrożu, nie wiem, co mam myśleć, a to Twoja zasługa po części….eh…nie obwiniam nikogo, o to co się dzieje teraz; nie chcę szukać winnych, chcę to jakoś rozwiązać, tylko powoli brakuje mi środków….

Rozmowy na gg zostaną, wspomnienia cudownych chwil również w mojej pamięci zostaną, pytanie jest tylko jedno, czy Ty zostaniesz tylko w mej głowie, czy może….

Wiem, że pewnie nigdy Ci tego wszystkiego bym niepowiedział. Potrzebowałem wyrzucić TO z siebie, więc wybrałem do tego to miejsce. Może robie błąd, a może nie, cóż….życie to zweryfikuje…Jedno wiem na pewno, postaram się zapamiętać te najcudowniejsze chwile, jakie były nam dane……

wtorek, 17 maja 2005

BRAK TEMATU…..

Dziś usłyszałem jedne z najpiękniejszych słów:
Pozwól mi nacieszyć się Twoją obecnością, gdyż jesteś dla mnie kimś ważnym ale możesz …być kims ważniejszym…

Brak komentarza z mojej strony

niedziela, 15 maja 2005

Bezsenna noc

Pisząc ten post, dochodzi godzina 3 w nocy (lub nad ranem, jak kto woli)…nieopłaca mi się kłaść spać,ponieważ mam przed sobą dużo pracy. Korzystając z chwili spokoju, piszę do Was te słowa.

Koło godziny 23, mój tata źle się poczuł. Z początku myślalem, że jest to spowodowane brakiem lekarstw, ale później, będąc w ambulatorium dowiedziałem się, że coś jest nie tak. Tata dostał skierowanie do szpitala, gdzie spędzi zapewne kilka dni, kurując własne serce. W tym momencie spadły na mnie wszystkie obowiązki…W dodatku, w poniedziałek odbieramy ( a raczej ja sam będę odbierał) bardzo ważnego dla nas gościa.

Z tego względu, najbliższy tydzień, zamiast na uczelni spędzę w domu…

Kończę na dziś, bo muszę jescze przygotować kilka rzeczy i zawieźć je tacie do szpitala…..

piątek, 13 maja 2005

Znów wróciło…

Kolejny raz czuje to…………..Pustka…..czuję się źle……..idę spać

Trzynasty w piątek!!

Trzynasty dzień miesiąca i w dodatku piątek. Myślałem, że ta data przyniesie mi pecha a tu…zaskoczenie. Kobieta z angola miała zrobić kolokwium, ale nie zrobiła bo zapomniała testówhehe. Potem pytała hurtem całą grupę, a gdy doszła do mnie, stwierdziła, że nie ma już za dużo czasu i sobie odpuści nękanie mojej osoby jakimiś słówkami. Następnie były ćwiczenia laboratoryjne, które miały ciągnąć się w nieskończoność. I znów zaskoczenie, po godzinie pracy na sprzęcie, byliśmy wolni…HURRA.

Popołudnie minęło mi pod znakiem ogólnych porządków w domu. Powyciągałem wszystkie ksera, jakie zebrały się przez ostatnie pół roku. Jak zobaczyłem ten stos papieru na podłodze, to się przeraziłem….porządkowanie tego bałaganu zajęło mi przeszło 2 godziny. Ale się z tym uporałem.

Następnie przyszedł czas na ścieranie kurzy i takie tam inne porządki. Domek musi być wypucowany na błysk, ponieważ w poniedziałek spodziewam się „gościa”, którego nie było w moich czterech ścianach od ponad 7 miesięcy. Już się nie mogę doczekać przyjazdu, ale zanim on nastąpi, czeka mnie walka z roztoczami, kurzami itp. Ide stoczyć kolejną bitwę….może nie polegne. Trzymajcie kciuki

czwartek, 12 maja 2005

To, co wykracza poza nasz umysł

Wydarzyła mi się wczoraj dziwna historia. Wszedłem sobie na czat i zauważyłem osobę zajmującą się stawianiem Tarota. Pomyślałem, co mi szkodzi, może będę mieć dobrą zabawę. Nie wierzę w takie rzeczy, ale z ciekawości zgodziłem się. Zostałem poproszony o podanie: imienia, wieku, miejsca zamieszkania i koloru włosów, a nastepnie o wybranie jednej liczby z określonego przedziału…Nic więcej nie mówiłem.

To, co się stało później, przerosło moje oczekiwania. Usłyszałem historię mojego życia, tak jakbym sam ją opowiadał. Uderzyła mnie zadziwiająca zgodność szczegółów, o których wiedziałem tylko ja…Kurcze, jak to mozliwe, żeby obca osoba opowiadała mi, kim jest np. mój „schizol”, jak wyglada i czym się zajmuje??

Nistety końcówka opowieści o moim obecnym życiu, nie była zbyt optymistyczna. Karty tarota powiedziały, że ze strony „schizola” może to być oszustwo, co do uczuć, a pondto, że nie uda mi się go uratować. Ostatnie słowa Tarocisty brzmiały: „Radzę Ci, skończ to jak najszybciej, ale czuję, że nie zrobisz tego, więc powiem Ci, że tylko będziesz przez niego cierpiał”.

Ile prawdy w tych słowach…nie zostawie „mojego” W.

Teraz nie wiem, czy mam wierzyć, narazie robię swoje, nie oddam swojego losu talii kart, choć powiedziały

wtorek, 10 maja 2005

Nie mam pomysłu na tytuł….

Dziwny dzień dzisiaj. Wstałem i od razu miałem dobry humor. Nie wiem dlaczego, ale wczoraj nic szczególnego się nie wydarzyło, co mogło by być przyczyną mojego dzisiejszego nastroju.

Wszystko się od rana układało jak nigdy. Puściłem sobie muzyczkę (zmieniając płyty z prędkością światła) i tak się zasłuchałem, że mało brakowało, a spóźniłbym się na autobus. Ten dobry humor nie pozwolił mi OCZYWIŚCIE zaglądnąć rankiem do książki, aby sprawdzić co mnie obowiązuje na dzisiejsze kolokwium, ale na szczęście w drodze na uczelnie, pouczyłem się troszkę. I znów zaskoczenie, wystarczyło mi jednokrotne przeczytanie i już miałem wszystko w głowie. Dawno tak nie było…..Kolokwium było prościutkie, zdałem oczywiście na 5 i byłem z siebie bardzo dumny.

Potem porozmawiałem ze znajomymi o szykującym się niedługo wspólnym wyjeździe. Snucie planów, omawianie szczegółów wspólnej zabawy(oczywiście dobrej) sprawiło, że odbiegłem myślami od trosk życia i znalazłem się nad cudownym jeziorem, w pięknym domku i z osobami, które bardzo lubię. Niedługo ten krajobraz zobaczę na własne oczy…Jejku nie mogę się już doczekać….Jeszcze tylko kilkanaście dni!!

Dobry nastrój trwa nadal, mam nadzieje, że nieopuści mnie prędko….Czuję się teraz mocniejszy, mogę wstać i zacząć ze zdwojoną siłą walczyć z przeciwnościami tego świata.

Pierwszy kawałek układanki odnaleziony!!

Wrócę teraz na moment do początków tego skromnego bloga. Teraz jak na to patrze, to stwierdzam, że zacząłem go tworzyć ponieważ nie miałem NIKOGO z kim się mogłem moimi problemami i niewielkimi chwilami szczęścia podzielić. Pisanie, przelanie moich frustracji tutaj, dawało mi krótkotrwałe uspokojenie i wrażenie, że z czymś sie uporałem. Pomagało i pomaga mi to nadal, ale……

Nie wiem co się zmieniło, ale zacząłem doceniać osoby, które w jakimś stopniu są przy mnie i wysłuchują często moich rozterek na temat tylko i wyłącznie JEDNEJ osoby. Ciepłe słowa kierowane w moją stronę, czy powiedzenie : „Nie martw się, będzie dobrze” mają obecnie większe znaczenie niż kiedykolwiek indziej. Może rzeczywiście nie jestem taki zły, jak mi się wydawało….Te osoby dają mi teraz chwile uśmiechu i dzięki nim, przykładając głowę późną porą do poduszki, czuję, że jest ktoś tam, kto pomyśli choć przez chwilkę o mnie i komu jestem w jakimś stopniu bliski. Cóż mam powiedzieć, chyba tylko:

DZIĘKUJĘ WAM

niedziela, 8 maja 2005

czwartek, 28 kwietnia 2005

Dość tego!!

Koniec użalania się nad własnym losem ( ciekawe na jak długo mi się to uda).

Wczoraj wysłałem ostatnią wiadomość do mojego „schizofrenika”. Napisałem mu, że do tej pory nie zauważył ja bardzo mi na nim zależy. Czekam teraz właściwie teraz na to, czy będzie miał na tyle odwagi cywilnej, by się chociaż pożegnać ze mną….

Wczoraj było mi bardzo źle. Wszystkim na około chciałem pokazać jak bardzo cierpie. Opisy na gg, krótkie, oschłe odpowiedzi miały skłonić do zainteresowania innych moim losem. Aż w końcu, mój „duchowy brat”, który dziwnym zrządzeniem losu, ma tak smo na imię jak mój „schizol”, napisał mi jedno zdanie, które spowodowało, że musiałem się głeboko zastanowić.

         „Bądż mężny, idź przez życie odważnie, a nie rób wokół siebie krzyku,bo do takich ludzi nikt nie lgnie”

Dziękuję mu za te kilka słów i za to, że w pewien sposób jest obok mnie…………

środa, 27 kwietnia 2005

Kolejny raz….

Po raz kolejny udowodniła mi jedna osoba jak mało dla niej znaczę….Coraz częśćiej zastanawiam się, czy W. nie cierpi przypadkiem na schizofreniesceptyczny Najpierw mówi, że znacze dla niego bardzo wiele, że chciałby abym wyjechał razem z nim, a za pięć minut daje mi blokade na gg, tylko z tego powodu, że chciałem o pewną rzecz zapytać, a on mi nie chciał tej odpowiedzi udzielić. Może nie powinienem naciskać, to fakt….ale też on nie powinien w ten sposób zareagować.

Taka sytucja zdarzyła się już wcześniej. Najgorsze w tym, jest to, że nie potrafię powiedzieć KONIEC tej znajomości, za bardzo mi na nim zależy…Przez ten stan, od dwóch miesięy mocno cierpie…W swoim otoczeniu mam osoby, które nie skąpią mi dobrego słowa, ale ich rady odbijają się odemnie głuchym echem…dalej brne w tą chorą sytuację i nie potrafię docenić tych, którzy zawsze służyli mi pomocną dłonią……

środa, 20 kwietnia 2005

Internet-przekleństwo czy błogosławieństwo

Zawsze zastanawiałem się, kiedy i gdzie spotkam osobę podobną mnie. Przecież nikt na czole nie ma napsiane, że jest „bi”!! Ale odkąd założyłem sobie internet, ten problem przestał istnieć, jednak czy na pewno??

Z poczatku masowo poznawałem coraz to nowe osoby, aż doszło do tego, że zaczęły się one mnie mylić. Tak, tak, zachłysnąłem się tym dobrodziejstwem. Potem jednak przyszła chwila na opamietanie, przecież nie liczy się ilość tylko JAKOŚĆ…zacząłem bardzo starannie wybierać wirtualnych znajomych. Kryteria były proste: ważne dla mnie było, by dana osoba nie myslała wyłącznie o sexie ( który jest tak częstym tematem rozmów na czacie) i żeby nienalegała na rychłe spotkanie ze mną. Udało mi się kilka takich osób znaleźć…nawet jedna namówiła mnie na spotkanie, do którego doszło 29 marca. Jednak nie było to jedyne spotkanie, które odbyłem. W ubiegłą sobotę spotkałem się z kolejną osobą. I co się okazało, że chyba jednak mam szczęscie w doborze znajomych. Pan P. okazał się bardzo miłą i elokwentną osobą, która przypadła mi do gustuhaha. Ja z resztą jemu chyba też; jeśli dobrze pójdzie, mamy szanse zaprzyjaźnić się. Narazie nic nie mówie, zobaczymy jak się to potoczy…

A przekleństwem jest to, że internet daje użytkownikom na tyle dużą anonimowość, że można stać się kimkolwiek zapragniemy…oczywiście spotkałem takich mitomanów, szkoda tylko, że czasami okazywało się, że kłamią, po dłuższym okresie pisania ze sobą. Powiecie, masz za swoje chłopie.Zwlekasz ze spotkaniem, to każdy może Ci kity wciskać!!

Ale co ja mam zrobić, skoro ja nie potrafię się przełamać i spotkać się z kimś po paru rozmowach??……………….sceptyczny

Mamy połowę kwietnia, sesja się zbliża, a mi się nic nie chce uczyć. Jak widzę książki, to z miejsca mnie od nich odrzuca. Chyba przesadzili z ilością kolosów na moim kierunku i zdążyłem się do tej liczby już na tyle przyzwyczaić, że kolejne 4 kolosy, które mnie czekają w przyszłym tygodniu, nie działają na mnie w sposób motywujący. Ale muszę się zmotywować, tylko jak???

niedziela, 10 kwietnia 2005

Co mam pisać, żebyście skomentowali????

Dziś, po ponad 10 dniach odezwała się jedna z osób, która deklarowała się być moim przyjacielem. Żeby bylo jasne, ta osoba złożyła takie przyrzeczenie właśnie 10 dni temu…a dziś dostaję wiadomość na gg z linkiem do jakiejś strony, a zaraz po tym tekst: „ale pogadamy innym razem, bo teraz zmykam na fajkę”. Czy tylko mi się wydaje, czy ta osoba zaczyna traktować mnie jak powietrze?? Czyżby wypad na papierosa był ważniejszy od rozmowy z „quasi-przyjacielem”?? Postanowiłem poczekać jeszcze trochę, potem już będzie trzeba zakończyć kulturalnie całą znajomość….

A teraz coś zupełnie z innej beczki….widzę tu ponad setkę odwiedzających ale nikt nie raczył skrobnąć paru słów…Może ja przynudzam, albo piszę same bzdury?? Czekam na jakieś sugestie, pytania itp….Liczę na was blogowicze!!!

A od jutra znowu będę toczyć cotygodniową walkę na uczelnii. Eh….takie życie studenta.

wtorek, 5 kwietnia 2005

Ile to już dni….???

Ale długo mnie tu nie było…Trzeba uzupełnić braki. W dni mojej nieobecności, wydarzyło się wiele. Odszedł jeden z największych ludzi jakich miał ten świat. Jan Paweł II był tym, który ukochał sobie ludzi, a szczególnie tych młodych( a więc jakby na to nie spojrzeć, także i mnie).

Teraz cały świat opłakuje Papieża-Polaka… wejdźcie na tą stronkę i zapalcie światełko dla niego, takie wirtualne–>
http://www.jp2candle.prv.pl/

Wiem, że to troszkę egoistyczne, ale w dniach, gdy Karol Wojtyła konał, ja przechodziłem jedne z trudniejszych chwil w swoim życiu. W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że w moim życiu nie ma tej NAJBLIŻSZEJ osoby, ktora by była ze mną w momentach smutku i radości.

Zadałem sobie pytanie, czy osoba „bi” może być szczęśliwa…przecież mogę pokochać zarówno kobietę jak i mężczyznę. A co będzie, jeśli pokocham obie osoby naraz?? Czy jest to wogóle możliwe, a jeśli tak, to kogo wtedy wybrać?? Lekko się przestraszyłem tego, co może mnie kiedyś spotkać…może kiedyś znajdę odpowiedź na te pytania. Mam przynajmniej taką nadzieję, bo jedną z rzeczy, której się boję jest to, że zostanę zupełnie SAM.

No ale koniec narazie z tymi refleksjami…teraz czas na coś przyjemniejszego hehe. Wczoraj, jak to zwykle w poniedziałek, pojechałem na uczelnię. Miały się odbyć 3 wykłady, z czego dwa odwołali. Hurra. Musiałem niestety czekać jeszcze na ćwiczenia, ale z kumpelą postanowiliśmy, że musimy wykorzystać taką piękną pogodę. Ale jak tu siedzieć w centrum Katowic?? Same szare budynki, nie wspominając o całej przytłaczającej atmosferze tego miasta. Postanowiliśmy więc, że pojedziemy sobie w okolice akademii medycznej w Katowicach-Ligocie. Tam, w pobliskim parku, spędziliśmy kilka godzin, rozmawiając, śmiejąc się, odpoczywając od wszystkich problemów i korzystając z pięknego słońca. Było cudownie, teraz wiem, że tego własnie mi wszystkiego brakowało. Nabrałem teraz sił, aby walczyć z samym sobą i nie poddawać się smutkowi….

wtorek, 29 marca 2005

Pierwsze spotkanie

Odkąd pamiętam, spotkania z ludźmi poznanymi za pomocą internetu wywoływały u mnie przerażenie. Zawsze uważałem, że wszystkie osoby siedzące na czacie, to osoby udające kogoś, kim tak naprawdę nie są…życie zweryfikowało ten mój pogląd. Poznałem parę naprawdę interesujących osób, z którymi do dziś klikam na gadu-gadu. Ta forma kontaktu wystarczy mi w zupełności….Ale pewnego dnia, jeden człowiek sprawił, że zgodziłem się z nim spotkać.

Do tego spotkania doszło własnie dziś…Pomimo tego, że klikaliśmy ze sobą od ponad trzech miesięcy, stojąc na peronie i czekając aż przyjedzie, miałem ogromną tremę. W momencie, gdy K. wysiadł z pociągu, strach mnie opuścił. Parę zdań na dobry początek i już rozmowa zaczęła się „kleić”. Spędziliśmy ze sobą kilka godzin. Gdy odjeżdżał, czułem żal, że to tak szybko minęło. Nie wdaje się w jakieś szczegóły, ale cieszę się z tego, że okazał się on równie sympatyczną osobą w „realu” jak na gghehe. Jestem zadowolony z tego, że go poznałem, bo okazało się, że są ludzie na tym świecie, którzy są naprawdę sobą i nie starają się kreować na kogoś kim tak naprawdę nie są. A po drugie, wątpiłem w to, że to spotkanie może się udać…nic nigdy za pierwszym razem w życiu mi nie wychodziło, więc sądziłem, że i to się nie uda. Jakże się myliłem!!!!

K., dziękuję Ci za te parę godzin sympatycznej rozmowy i mam nadzieję, że jeszcze wiele takich rozmów

niedziela, 27 marca 2005

TO CO KOCHAM

W tym miejscu, w olbrzymim skrócie chciałbym przedstawić to, co wywołuje we mnie najcieplejsze uczucia i to, co sprawia, że chce mi się dalej żyć

  RODZICE

Dlaczego o nich wspominam na pierwszym miejscu?? W końcu to dzięki nim znalazłem się na tym świecie, dzięki nim mogłem dorastać w spokojnej atmosferze, bez poważniejszych kłótni itp. Stworzyli mi prawdziwy dom, do ktorego zawsze chętnie wracam…o czymś takim, wiele osób może tylko marzyć. Oczywiscie, działają mi czasami na nerwy, gorzej niż ja im, haha, ale sobie zawsze staram wytłumaczyć, że to leży w ich naturze.

„starzy zawsze muszą się czepiać”

MUZYKA

Bez niej, nie wiem co by ze mną było. To ona wywołuje u mnie wybuchy radości, a czasami chwile smutku i refleksji.Gdy jest mi źle, zamkam się w czterech ścianach, puszczam odtwarzać i staram się oderwac od otaczająej mnie rzeczywistości. W takich chwilach, moje „wewnętrzne JA’ jest najważniejsze. Takie chwile wyciszenia daja mi możliwość skupienia się nad własną osobą…A ostatnio potrzeba mi coraz więcej takich momentów, eh…. Nie wspominam tu o gatunkach muzycznych, gdyż w tej chwili nie jest to istotne. Wszak o gustach się nie dyskutuje…

„muzyka łagodzi obyczaje”

  LUDZIE

A teraz ciekawsza część tego bloga….Cóż mam powiedzieć, uwilebiam ludzi, uwilebiam bawić się w dobrym towarzystwie…W swoim dziwnym życiu pokochałem dopiero 2 razy. I to dwukrotnie nieszczęsliwie, eh…

W tej kwestii, mam olbrzymiego pecha. Jak już znajde odpowiednią dla mnie osobę, to okazuje się, że albo jest zajęta, albo są inne przeciwskazania…Tak było tym razem….Dziś mija miesiąc od pewnego wydarzenia, ktore pośrednio wpłynęło na to, że zdecydowałem się napisać ten „pamiętnik”. No, ale wszystko po kolei….

Po co mi to właściwie??

Hmmm…zastanawiam się, dlaczego zdecydowałem się zacząć pisać tego bloga…

Może dlatego, że staje się to coraz bardziej popularną formą ekshibicjonizmu internetowego??

Czasami łatwiej jest pokazać swoje uczucia w tej właśnie formie, komuś zupełnie obcemu.

Chyba przyszedł czas na moje obnazanie własnych myśli i odczuć, bo czuje, że to jeduna szansa na uporządkowanie własnego życia. A więc czas zacząć……