Wydarzyła mi się wczoraj dziwna historia. Wszedłem sobie na czat i zauważyłem osobę zajmującą się stawianiem Tarota. Pomyślałem, co mi szkodzi, może będę mieć dobrą zabawę. Nie wierzę w takie rzeczy, ale z ciekawości zgodziłem się. Zostałem poproszony o podanie: imienia, wieku, miejsca zamieszkania i koloru włosów, a nastepnie o wybranie jednej liczby z określonego przedziału…Nic więcej nie mówiłem.
To, co się stało później, przerosło moje oczekiwania. Usłyszałem historię mojego życia, tak jakbym sam ją opowiadał. Uderzyła mnie zadziwiająca zgodność szczegółów, o których wiedziałem tylko ja…Kurcze, jak to mozliwe, żeby obca osoba opowiadała mi, kim jest np. mój „schizol”, jak wyglada i czym się zajmuje??
Nistety końcówka opowieści o moim obecnym życiu, nie była zbyt optymistyczna. Karty tarota powiedziały, że ze strony „schizola” może to być oszustwo, co do uczuć, a pondto, że nie uda mi się go uratować. Ostatnie słowa Tarocisty brzmiały: „Radzę Ci, skończ to jak najszybciej, ale czuję, że nie zrobisz tego, więc powiem Ci, że tylko będziesz przez niego cierpiał”.
Ile prawdy w tych słowach…nie zostawie „mojego” W.
Teraz nie wiem, czy mam wierzyć, narazie robię swoje, nie oddam swojego losu talii kart, choć powiedziały
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz