Ostatni tak spokojny dzień…Jeszcze dziś mogę bez wyrzutów sumienia spędzać długie godziny przed komputerem czy po prostu położyć się na łóżku i sobie o czymś pomymyśleć.
Niedługo jednak się to zmieni.
Nie będę narzekał na to, że teraz będę siedział długimi godzinami z nosem w książkach, gdyż w końcu będę robił to, o czym marze od niepamiętnych czasów.
Jest też druga strona medalu…
Tak się jakoś dziwnie poukładało, że osoby, których będzie mi najbardziej brakować, mieszkają daleko stąd. Przyzwyczaiłem się już do stanu, że włączam komputer i ktoś z nich zawsze jest, poświęci mi kilka minut, zapyta co słychać itd. Teraz już tego nie będzie…Rozmowa raz na na dwa tygodnie, to żadna rozmowa. Oczywiście będą smsy, może krótkie telefony, ale przecież nikt nie będzie wydawał wielkich ilości pieniędzy na długie i wnikliwe rozmowy telefoniczne…
Zawsze jest tak, że docenia się coś w momencie, gdy grozi nam utrata tej rzeczy. W chwili obecnej chciałbym jak najdłużej móc rozmawiać z moimi PRZYJACIÓŁMI, nacieszyć się jeszcze ich obecnością, może wirtualną, ale jednak jakąś…A tu się okazuje, że każdy ma swoje obowiązki i swoje życie…
Jeden pracuje, inny zajmuje się rodziną czy przeżywa własne, ciężkie problemy…
A mi dziś bardzo brakuje tych rozmów, chciałbym ten ostatni dzień spędzić właśnie na miłych dla mojego serca rozmowach z przyjaciółmi…
W chwili obecnej, siedzę przed monitorem i patrze na czerwone słoneczka, wskazujące, że TYCH osób nie ma…Nie wiem kiedy będą, nie wiem, czy jak się pojawią, będą miały czas na rozmowe…
Wiem tylko jedno. Już niedługo trzeba się bedzie pożegnać…pożegnać z długimi i systematycznymi rozmowami, przywyknąć do tego, że jak bedzie mi smutno, to już nie siądę przed monitorem i nie wyżale się… że jak mi będzie wesoło, nie podzielę się z nikim tymi radościami…eh…szkoda wogóle słów…
Może to głupie co teraz napisze…przecież nie wyjeżdżam na drugi koniec świata, ale chcę w tym miejscu skierować kilka słów do poszczególnych osób. Kolejność w jakiej się one pojawią, nie jest przypadkowa…
Bartek…Ciebie znam najdłużej. Wczoraj minął szósty miesiąc naszej znajomości, którą można spokojnie nazywać Przyjaźnią. Pół roku….pół roku gadamy ze sobą, każdego dnia poznajemy się lepiej, a gdy Ciebie nie ma w sieci, bardzo tęsknię. Jesteś pierwszą, tak dobrą osobą w moim życiu. Można powiedzieć, że dałeś mi nadzieję, że świat nie składa się tylko z tych ZŁYCH i odtworzyłeś listę…listę o nazwie:NAJWARTOŚCIOWSZE OSOBY W MOIM ŻYCIU…za to i za wiele innych rzeczy bardzo Ci dziękuję i mam nadzieję, że już za 2 tygodnie się zobaczymy…kolejny raz..
Gosia…Znamy się od maja, czyli jest też to troszkę czasu. Jesteś taką pozytywną osóbką, która czasami mnie opieprza i pozwala spojżeć na pewne sprawy z zupełnie innej perspektywy. Bardzo cenię sobie Twoje rady i często bywa tak, że je analizuje i dochodzę do wniosku, że miałaś rację. Wiem, że z każdą „pierdółką” mogę się do Ciebie zwrócić, a Ty ją potraktujesz poważnie i mi zawsze doradzisz. Wiem, że czasami się mijamy w sieci, ale pamiętaj, że nie zapominam o Tobie. Popatrz, gdyby nie przypadek, wogóle byśmy się nie poznali. Na szczęście, ktoś czuwał nad nami i pozwolił nam się w tak dziwnym miejscu spotkać…
Grześ…Już wiele rzeczy Ci powiedziałem i napisałem. Sprawiłeś, że moje serduszko biło troszkę mocniej…W krótkim czasie, zrobiłeś dla mnie bardzo dużo. Wiesz o tym, że jesteś kimś bardzo wyjątkowym dla mnie. I mam nadzieję, że tak zostanie. Choć znamy się około półtora miesiąca, liczę na to, że więź, która narodziła sie między nami jest na tyle silna, że nie zerwie się po moim wyjeździe na studia. Gdyby ona znikneła, byłby to cios dla mnie…Wiedz, że dołoże wszelkich starań, by nasza znajomość była trwała i żeby nic jej nie zniszczyło…
Robert…Cóż Ci powiedzieć. Ciebie znam najkrócej. Jednak już zdążyłem się przyzwyczaić do naszych rozmów. Bardzo Cię cenię, za zdania, które wypowiadasz, bo czasami potrafisz ująć w słowa to, czego ja nie umiem powiedzieć. Nasze rozmowy, to rozmowy dwóch starych kumpli, którzy znają się już od dawna. Tak trzymać dalej. Wiem, że będzie czasami ciężko, że będzie brakować kontaktu między nami. Ale przetrzymamy to, nie damy się przeciwnościom losu…
O kurcze, ale się rozpisałem. Dobra już kończe, bo widzę, że zaraz mnie zlinczujecie, że musiscie tyle tekstu przeczytać:) Co raz dłuższe mi wychodzą moje wpisy, nie wiem co to oznacza…
A idę teraz pralkę włączyć i powoli się pakować…
Całuje Was wszystkich i ściskam najmocniej jak potrafię i DZIĘKUJĘ…
środa, 28 września 2005
poniedziałek, 26 września 2005
Wkurzam się/ CZWARTEK GODZ.8-16
Tytuł obecnego posta jest dwuczłonowy…
Wkurzam się, bo od dnia, w którym zacząłem prowadzić tego bloga stosuje zasadę, że każdy post publikowany jest w takiej formie, w jakiej go napisałem. Nie wnoszę żadnych poprawek(prócz sprawdzenia błędów ortograficznych)…
Poprzedni wpis sprawdziłem bardzo dokładnie i co, zrobiłem literówke już na samym początku. Tak to jest jak zwraca się zbytnią uwagę na detale…
A co do drugiej części tytułu…Tak, zadzwoniłem o ten akademik. Data i godzina na górze oznaczają, że w tym czasie będę opuszczał dom i przenosił się do katowic.
Czas chyba oswajać się z tą myślą…
Wkurzam się, bo od dnia, w którym zacząłem prowadzić tego bloga stosuje zasadę, że każdy post publikowany jest w takiej formie, w jakiej go napisałem. Nie wnoszę żadnych poprawek(prócz sprawdzenia błędów ortograficznych)…
Poprzedni wpis sprawdziłem bardzo dokładnie i co, zrobiłem literówke już na samym początku. Tak to jest jak zwraca się zbytnią uwagę na detale…
A co do drugiej części tytułu…Tak, zadzwoniłem o ten akademik. Data i godzina na górze oznaczają, że w tym czasie będę opuszczał dom i przenosił się do katowic.
Czas chyba oswajać się z tą myślą…
Dzwiny stan
Obudziłem się dziś w dziwnym nastroju. Jakiś taki otumaniony jestem. Siedzę bez celu przed monitorem i zastanawiam się, co dziś robić…Za pół godziny mam dzwonić na uczelnie, celem uzyskania odpowiedzi, czy został mi przyznany akademik. Mam nadzieję, że tak będzie, bo szczerze mówiąc, niewyobrażam sobie dojeżdżania na zajęcia…
Troszkę się denerwuję, ale wiem, że jeśli decyzja będzie pozytywna, moje zdenerwowanie się powiększy. Zacznie się wielkie pakowanie, zwożenie do akademika rzeczy no i co najważniejesze, poszukiwanie jakiegoś sympatycznego współlokatora. Czasu jest mało, więc trzeba się uwijać szybko:)
Troszkę się denerwuję, ale wiem, że jeśli decyzja będzie pozytywna, moje zdenerwowanie się powiększy. Zacznie się wielkie pakowanie, zwożenie do akademika rzeczy no i co najważniejesze, poszukiwanie jakiegoś sympatycznego współlokatora. Czasu jest mało, więc trzeba się uwijać szybko:)
piątek, 23 września 2005
Huśtawka
Tak można nazwać mój obecny stan..huśtawka emocjonalna. Nie wiem co się ze mną dzieje. Ostatnio mnie dopadały naprawdę czarne myśli, nieukrywam, że pojawiły się też te najczarniejsze..
Ale dziś wtsałem i jakoś tak sam humorek mi się poprawił. Może spowodowało to to, że przyszły tydzień upłynie mi na spotkaniach ze znajomymi. Przecież to mój ostatni taki luźny tydzień, więc trzeba się troszkę zabawić…Nie mogę chodzić na imprezy ze skwaszoną miną…Niech ten optymizm trwa….
Ale dziś wtsałem i jakoś tak sam humorek mi się poprawił. Może spowodowało to to, że przyszły tydzień upłynie mi na spotkaniach ze znajomymi. Przecież to mój ostatni taki luźny tydzień, więc trzeba się troszkę zabawić…Nie mogę chodzić na imprezy ze skwaszoną miną…Niech ten optymizm trwa….
Dziwna historia…
Skoro i tak się nie mogę skupić, wracam tu po raz kolejny dzisiaj…
Dla spostrzegawczych czytelników mojego bloga, napewno rzuciły się w oczy dwa nowe linki, które niedawno pojawiły się w rubryce WARTO PRZECZYTAĆ. Pierwszego chyba nie muszę kometować. Osoby, które mnie znają, wiedzą, że jest to blog mego najlepszego przyjaciela-Bartka. Dlatego zachęcam do zaglądania tam…
Drugi link prowadzi nas do Roberta, tajemniczej postaci, którą poznałem zupełnie przypadkowo….
Jak część gg-maniaków dobrze wie, niedawo ukazała się najnowsza wersja tego popularnego komunikatora. Wraz z nią, dynamicznie rozwija się też tzw. generacja gadu-gadu, gdzie można poznać innych internautów. Właśnie w ten sposób poznałem Roberta.
Zaklikał ot tak, bo chciał pogadać…No i co się okazało, chłopak sympatyczny, znaleźliśmy wspólny język, ale….dzieli nas 400 kilometrów.
Śmiać mi się chce, bo poznałem go w chwili, gdy zrobiłem sobie postanowienie.
NIE POZNAJE LUDZI ODDALONYCH ODE MNIE O PONAD 100 KM!!!.
A tu trach…kolejna osoba z daleka.
No nic, musiałem sobie zweryfikowac lekko postanowienie. Od dziś nie gadam z ludźmi z poza Śląska i Małopolski. Tych co znam z innych regionów, wystarczą mi w zupełności.
Zaraz na początku znajmości, Robert podarował mi adres do swojego dziennika internetowego. Zacząłem czytać, a moją uwagę zwróciło szczególnie kilka jego ostatnich słów. W tym miejscu, za zgodą autora oczywiście, pozwalam sobie je umieścić:
„Dusza geja jest wrażliwsza od duszy faceta hetero i żeby ją wyleczyć trzeba wiele wysiłku i pracy. To taki delikatny motyl, który reaguje na najlżejszy powiew, na najmniejsze wahnięcie temperatury. Ja tego doświadczyłem i to nie raz, z różnych powodów. Jak by sobie tego nie tłumaczyć, jakby nie usprawiedliwiać tego drugiego, zawsze pozostaje pustka, zniechęcenie, opuszczenie, odrzucenie. Świat się kończy. Brakuje celu, dla którego człowiek budził się rano, pisał czułego sms’a, podobnego dostawał…”-Robert
Słowa te pozostawiam bez komentarza…
Dla spostrzegawczych czytelników mojego bloga, napewno rzuciły się w oczy dwa nowe linki, które niedawno pojawiły się w rubryce WARTO PRZECZYTAĆ. Pierwszego chyba nie muszę kometować. Osoby, które mnie znają, wiedzą, że jest to blog mego najlepszego przyjaciela-Bartka. Dlatego zachęcam do zaglądania tam…
Drugi link prowadzi nas do Roberta, tajemniczej postaci, którą poznałem zupełnie przypadkowo….
Jak część gg-maniaków dobrze wie, niedawo ukazała się najnowsza wersja tego popularnego komunikatora. Wraz z nią, dynamicznie rozwija się też tzw. generacja gadu-gadu, gdzie można poznać innych internautów. Właśnie w ten sposób poznałem Roberta.
Zaklikał ot tak, bo chciał pogadać…No i co się okazało, chłopak sympatyczny, znaleźliśmy wspólny język, ale….dzieli nas 400 kilometrów.
Śmiać mi się chce, bo poznałem go w chwili, gdy zrobiłem sobie postanowienie.
NIE POZNAJE LUDZI ODDALONYCH ODE MNIE O PONAD 100 KM!!!.
A tu trach…kolejna osoba z daleka.
No nic, musiałem sobie zweryfikowac lekko postanowienie. Od dziś nie gadam z ludźmi z poza Śląska i Małopolski. Tych co znam z innych regionów, wystarczą mi w zupełności.
Zaraz na początku znajmości, Robert podarował mi adres do swojego dziennika internetowego. Zacząłem czytać, a moją uwagę zwróciło szczególnie kilka jego ostatnich słów. W tym miejscu, za zgodą autora oczywiście, pozwalam sobie je umieścić:
„Dusza geja jest wrażliwsza od duszy faceta hetero i żeby ją wyleczyć trzeba wiele wysiłku i pracy. To taki delikatny motyl, który reaguje na najlżejszy powiew, na najmniejsze wahnięcie temperatury. Ja tego doświadczyłem i to nie raz, z różnych powodów. Jak by sobie tego nie tłumaczyć, jakby nie usprawiedliwiać tego drugiego, zawsze pozostaje pustka, zniechęcenie, opuszczenie, odrzucenie. Świat się kończy. Brakuje celu, dla którego człowiek budził się rano, pisał czułego sms’a, podobnego dostawał…”-Robert
Słowa te pozostawiam bez komentarza…
Zły, zły, zły….
Mam dziś naprawdę okropny dzień. Wszystko wokoło działa mi na nerwy. Pozornie kilka neutralnych słów, a ja reaguje wybuchem złości. Wyładowuje swój gniew na wszystkich wokoło. Dlatego w sumie nie wchodzę dziś na gadu-gadu, czy tlena. Nie wychodze też z domku. Po co niewinni ludzie mają być ofiarami mojego nastroju, złego nastroju…
Skupiłem się na nauce, żeby odgonić czarne myśli. Rozwiązanie krótkoterminowe, po przeczytaniu kilku linijek tekstu, znowu wracam myślami do rzeczy przykrych…
Tak mniejwięcej wyglada mój dzisiejszy dzień. Mam nadzieje, że jutro będzie lepiej. Chcę się gdzieś wybrać, przejść, przejechać…Może to mi pomoże.
Już za tydzień zaczynam nowy rok akademicki. Będzie nowe środowisko, nowi ludzie. Zastanawiam sie, jak to się poukłada…Jeszcze 7 dni…
Skupiłem się na nauce, żeby odgonić czarne myśli. Rozwiązanie krótkoterminowe, po przeczytaniu kilku linijek tekstu, znowu wracam myślami do rzeczy przykrych…
Tak mniejwięcej wyglada mój dzisiejszy dzień. Mam nadzieje, że jutro będzie lepiej. Chcę się gdzieś wybrać, przejść, przejechać…Może to mi pomoże.
Już za tydzień zaczynam nowy rok akademicki. Będzie nowe środowisko, nowi ludzie. Zastanawiam sie, jak to się poukłada…Jeszcze 7 dni…
środa, 21 września 2005
Podsumowanie
Mijają właśnie wakacje. Jest to więc dobry czas na przeanalizowanie tego, co się zdarzyło, dzieje w chwili obecnej i tego co mogło się wydarzyć. Postanowiłem zrobić bilans rzeczy dobrych i złych, jakie przydarzyły mi się w lecie 2005 roku.
Można rzec, że czas odpoczynku i relaksu dla mnie zaczął się dość wcześnie, bo już końcem maja. I od razu wyjechałem na wspaniały „urlop”. Spędziłem naprawdę kilka wspaniałych dni ze znajomymi nad jeziorem. Była zabawa, śmiech, ale też czas na zastanowienie się nad własnym życiem. Właśnie takiego momentu, w czasie którego mogłem usiąść spokojnie i podumać, brakowało mi wtedy. Pewnego dnia postanowiłem się wybrać na samotny spacer. Oczywiście musiało się rozpadać, gdy powolnym krokiem zmierzałem ku jeziorku. Ale nie, nie załamałem się tym. Twardo brnąłem wśród spadających kropel. Mój wysiłek się opłacił. Znalazłem samotną ławeczkę, nad którą rozpościerała się olbrzymia korona sosny, osłaniająca ławkę przed deszczem. Już wiedziałem, że zaraz to miejsce stanie się na kilka chwil moją pustelnią. Czas spędzony na patrzeniu w wodę, słuchając uderzających kropel o liście drzew i gdzieś w oddali szumu przelatujących dzikich kaczek, okazał się na tyle mobilizujący, że postanowiłem zmienić coś w swoim życiu. Nie chciałem już być tylko biernym obserwatorem żywota ludzkiego, ale jego aktywnym uczestnikiem. Wróciłem odmieniony, silniejszy….Znajomi nawet to zauważyli, że moje podejście zmieniło się dość znacznie.
Czerwiec przyniósł mi nową znajomość. Znajomość, z której wyniknął potem nawet związek, krótki co prawda, ale nie będę narzekał. W następnym miesiącu czekały mnie dość poważne egzaminy na studiach, ale jakoś przygotowania zeszły na plan dalszy. Tak więc, miesiąc ten upłynął mi na rozmowach i spotkaniach z Ł.
Nadszedł pamiętny lipiec. EGZAMINY….szedłem na nie z przekonaniem, ze się nie uda…że nie zrealizuje swoich marzeń. Jak miałem myśleć inaczej, jeśli nic a nic nie postarałem się, aby cokolwiek przeczytać. Przeczytać!! Nie nauczyć się. Nie wiem jakim cudem, ale udało się zdać i to całkiem nieźle. Moja radość była ogromna. Dawno się tak nie cieszyłem jak wtedy. Czułem, że mogę osiągnąć wszystko!! W dodatku, w połowie miesiąca dostałem wiadomość. MÓJ PRZYJACIEL MIESZKAJĄCY ODMNIE JAKIEŚ 300 KM PRZYJEŻDŻA NA TYGODNIOWY URLOP!!! Coś takiego nigdy by mi nie przyszło do głowy. Jednak stało się. Tak więc, druga połowa lipca upłynęła mi na załatwianiu spraw związanych z przyjazdem oraz oczywiście spraw uczelnianych.
Początkiem sierpnia, nastąpiło spotkanie dwóch przyjaciół. Spotkanie twarzą w twarz. Możecie wierzyć lub nie, ale zaprzyjaźniłem się z kimś przez internet. Do momentu Jego przyjazdu, nie widzieliśmy się ani razu, a jednak praktycznie każdy wieczór, a czasami i część nocy, spędzaliśmy na wzajemnych pogawędkach. Czasami rozmowa dotyczyła jakiś pierdółek, a innym razem poruszaliśmy ciężkie i przykre tematy. Przyjazd Bartka( bo tu o nim mowa) potwierdził tylko to, że mamy ze sobą świetny kontakt i pomimo tego, że dzieli nas taka odległość, nasza znajomość przetrwa i to… Bawiliśmy się świetnie, co tu dużo mówić. Gdy dobiegł koniec jego urlopu, żal było się rozstawać. Ale niestety, taka kolej losu.
Sierpień przyniósł także zakończenie mojego związku z Ł., ale też początek innej znajomości. Poznałem Grzesia (mam nadzieję, że się nieobrazi, że podaje jego imię). Nie sądziłem, że tacy ludzie jeszcze istnieją. Chłopak prawie 21-letni, a podejście ma do życia takie, że nie jeden 30-latek powinien się od niego uczyć. Każda rozmowa na gg, czy później nawet przez telefon, sprawiała ( i sprawia mi nadal) ogromną radość. To cudowne mieć kogoś, kto daje Ci poczucie, że jesteś dla tej osoby ważny. Potrafiliśmy do siebie zadzwonić tylko po to, by powiedzieć sobie dobranoc. Oczywiście, jak zaczynaliśmy gadać, tak nie mogliśmy skończyć, hehe. Relacje z nim układały się nadzwyczaj dobrze. Zaczynałem nawet w pewnym momencie wątpić, czy jest On prawdziwy, czy nie ma tu jakiegoś oszustwa… Pojawił się pomysł, abym go odwiedził w Warszawie. Po dość długim analizowaniu całej tej sytuacji, postanowiłem pojechać. Ale jak tu się gdziekolwiek ruszyć, gdy w portfelu pustka? Zacząłem kombinować, skąd wziąć pieniądze. Brałem się za różnego rodzaju prace u sąsiadów, odzyskiwałem długi, tylko po to, by móc się jak najszybciej spotkać się z Grzesiem. Ustaliliśmy termin mojego przyjazdu na połowę przyszłego miesiąca….
Nadszedł wrzesień, miesiąc moich egzaminów, ostatni miesiąc wakacji i miesiąc mojego jednego z najważniejszych spotkań. Tuż po pierwszym egzaminie, wyjechałem do Niego….Moment spotkania w cztery oczy przeżyłem strasznie. Ręce mi się trzęsły, nie wiedziałem co powiedzieć. Potem z każdą chwilą, było mi coraz łatwiej. Nie wiem jak on to zrobił, ale po godzinie przebywania obok Niego, czułem się tak, jakbym tą osobę, znał już wieki… Cóż, efektem tego wyjazdu było to, że się zakochałem. Tak, stało się coś, czego się nie spodziewałem. Nie sądziłem także, że będę mógł powiedzieć, że to uczucie zostało skierowane do osoby, która pomimo tego, że nadal twierdzi, że nie jest idealna, dla mnie tym ideałem jest. Przebywając z nim, chodząc po stolicy, bawiąc się, ale też czasami płacząc, czułem się szczęśliwy, bardzo szczęśliwy. Moja radość była na tyle wielka, że moment rozstania przeżyłem bardzo mocno. Nie chciałem wyjeżdżać, ale wiedziałem, że nie mam innego wyjścia. Wtedy tak bardzo żałowałem, że mieszkam taki kawał drogi od Niego… Jesteście pewnie ciekawi, co dalej z naszą znajomością. Postanowiliśmy zostać przyjaciółmi, ponieważ odległość nas dzieląca, okazało się zbyt dużą przeszkodą do budowania czegoś naprawdę trwałego. Był moment, że słowo PRZYJAŹŃ, nabrało negatywnego wydźwięku dla mnie. Jak inaczej myśleć, skoro pojawiła się iskierka uczucia, mogąca stać się olbrzymim płomieniem, a w zamian dostaje się przyjaźń. Teraz, cieszę się, że mam przyjaciela w nim, że pomimo tego wszystkiego, odnaleźliśmy się w tym świecie zakłamania i obłudy. I mam nadzieję, że nasza znajomość będzie się dalej tak wspaniale rozwijać.
Po przyjeździe, czekały mnie jeszcze 2 egzaminy. Jednak moje myśli były nadal w stolicy. Coś tam przeczytałem, ale zwątpiłem w to, że mogę to wszystko pozaliczać. Stało mi się to obojętne… Jednak prawda okazała się inna. Miałem szczęście, zdałem wszystko za jednym zamachem. Nadal nie mogę uwierzyć w to, że się udało!! Mam w końcu ten komfort psychiczny, że już wszystko za mną. Od października zacznie się znowu walka o zaliczenia, ale nie będę narzekać, każdy student przechodzi to samo… Obecne wakacje, przyniosły jak widać kilka wydarzeń. Niektóre smutne, ale inne piekne. Zacieśniłem znajomość z Bartkiem i poznałem Grzesia. Są to jedne z najbliższych mi obecnie osób, którym chcę teraz podziękować, że znalazły się w moim życiu.
W podsumowaniu nie występują wszystkie ważne dla mnie osoby. Mowa tu o Gosi i Piotrku. Te dwie osoby również zajmują bardzo ważne miejsce w mym sercu. Możliwość porozmawiania z nimi, spędzenia najdrobniejszej chwili razem sprawia mi ogromną radość. Tak więc i Wam należą się słowa podziękowania…
Można rzec, że czas odpoczynku i relaksu dla mnie zaczął się dość wcześnie, bo już końcem maja. I od razu wyjechałem na wspaniały „urlop”. Spędziłem naprawdę kilka wspaniałych dni ze znajomymi nad jeziorem. Była zabawa, śmiech, ale też czas na zastanowienie się nad własnym życiem. Właśnie takiego momentu, w czasie którego mogłem usiąść spokojnie i podumać, brakowało mi wtedy. Pewnego dnia postanowiłem się wybrać na samotny spacer. Oczywiście musiało się rozpadać, gdy powolnym krokiem zmierzałem ku jeziorku. Ale nie, nie załamałem się tym. Twardo brnąłem wśród spadających kropel. Mój wysiłek się opłacił. Znalazłem samotną ławeczkę, nad którą rozpościerała się olbrzymia korona sosny, osłaniająca ławkę przed deszczem. Już wiedziałem, że zaraz to miejsce stanie się na kilka chwil moją pustelnią. Czas spędzony na patrzeniu w wodę, słuchając uderzających kropel o liście drzew i gdzieś w oddali szumu przelatujących dzikich kaczek, okazał się na tyle mobilizujący, że postanowiłem zmienić coś w swoim życiu. Nie chciałem już być tylko biernym obserwatorem żywota ludzkiego, ale jego aktywnym uczestnikiem. Wróciłem odmieniony, silniejszy….Znajomi nawet to zauważyli, że moje podejście zmieniło się dość znacznie.
Czerwiec przyniósł mi nową znajomość. Znajomość, z której wyniknął potem nawet związek, krótki co prawda, ale nie będę narzekał. W następnym miesiącu czekały mnie dość poważne egzaminy na studiach, ale jakoś przygotowania zeszły na plan dalszy. Tak więc, miesiąc ten upłynął mi na rozmowach i spotkaniach z Ł.
Nadszedł pamiętny lipiec. EGZAMINY….szedłem na nie z przekonaniem, ze się nie uda…że nie zrealizuje swoich marzeń. Jak miałem myśleć inaczej, jeśli nic a nic nie postarałem się, aby cokolwiek przeczytać. Przeczytać!! Nie nauczyć się. Nie wiem jakim cudem, ale udało się zdać i to całkiem nieźle. Moja radość była ogromna. Dawno się tak nie cieszyłem jak wtedy. Czułem, że mogę osiągnąć wszystko!! W dodatku, w połowie miesiąca dostałem wiadomość. MÓJ PRZYJACIEL MIESZKAJĄCY ODMNIE JAKIEŚ 300 KM PRZYJEŻDŻA NA TYGODNIOWY URLOP!!! Coś takiego nigdy by mi nie przyszło do głowy. Jednak stało się. Tak więc, druga połowa lipca upłynęła mi na załatwianiu spraw związanych z przyjazdem oraz oczywiście spraw uczelnianych.
Początkiem sierpnia, nastąpiło spotkanie dwóch przyjaciół. Spotkanie twarzą w twarz. Możecie wierzyć lub nie, ale zaprzyjaźniłem się z kimś przez internet. Do momentu Jego przyjazdu, nie widzieliśmy się ani razu, a jednak praktycznie każdy wieczór, a czasami i część nocy, spędzaliśmy na wzajemnych pogawędkach. Czasami rozmowa dotyczyła jakiś pierdółek, a innym razem poruszaliśmy ciężkie i przykre tematy. Przyjazd Bartka( bo tu o nim mowa) potwierdził tylko to, że mamy ze sobą świetny kontakt i pomimo tego, że dzieli nas taka odległość, nasza znajomość przetrwa i to… Bawiliśmy się świetnie, co tu dużo mówić. Gdy dobiegł koniec jego urlopu, żal było się rozstawać. Ale niestety, taka kolej losu.
Sierpień przyniósł także zakończenie mojego związku z Ł., ale też początek innej znajomości. Poznałem Grzesia (mam nadzieję, że się nieobrazi, że podaje jego imię). Nie sądziłem, że tacy ludzie jeszcze istnieją. Chłopak prawie 21-letni, a podejście ma do życia takie, że nie jeden 30-latek powinien się od niego uczyć. Każda rozmowa na gg, czy później nawet przez telefon, sprawiała ( i sprawia mi nadal) ogromną radość. To cudowne mieć kogoś, kto daje Ci poczucie, że jesteś dla tej osoby ważny. Potrafiliśmy do siebie zadzwonić tylko po to, by powiedzieć sobie dobranoc. Oczywiście, jak zaczynaliśmy gadać, tak nie mogliśmy skończyć, hehe. Relacje z nim układały się nadzwyczaj dobrze. Zaczynałem nawet w pewnym momencie wątpić, czy jest On prawdziwy, czy nie ma tu jakiegoś oszustwa… Pojawił się pomysł, abym go odwiedził w Warszawie. Po dość długim analizowaniu całej tej sytuacji, postanowiłem pojechać. Ale jak tu się gdziekolwiek ruszyć, gdy w portfelu pustka? Zacząłem kombinować, skąd wziąć pieniądze. Brałem się za różnego rodzaju prace u sąsiadów, odzyskiwałem długi, tylko po to, by móc się jak najszybciej spotkać się z Grzesiem. Ustaliliśmy termin mojego przyjazdu na połowę przyszłego miesiąca….
Nadszedł wrzesień, miesiąc moich egzaminów, ostatni miesiąc wakacji i miesiąc mojego jednego z najważniejszych spotkań. Tuż po pierwszym egzaminie, wyjechałem do Niego….Moment spotkania w cztery oczy przeżyłem strasznie. Ręce mi się trzęsły, nie wiedziałem co powiedzieć. Potem z każdą chwilą, było mi coraz łatwiej. Nie wiem jak on to zrobił, ale po godzinie przebywania obok Niego, czułem się tak, jakbym tą osobę, znał już wieki… Cóż, efektem tego wyjazdu było to, że się zakochałem. Tak, stało się coś, czego się nie spodziewałem. Nie sądziłem także, że będę mógł powiedzieć, że to uczucie zostało skierowane do osoby, która pomimo tego, że nadal twierdzi, że nie jest idealna, dla mnie tym ideałem jest. Przebywając z nim, chodząc po stolicy, bawiąc się, ale też czasami płacząc, czułem się szczęśliwy, bardzo szczęśliwy. Moja radość była na tyle wielka, że moment rozstania przeżyłem bardzo mocno. Nie chciałem wyjeżdżać, ale wiedziałem, że nie mam innego wyjścia. Wtedy tak bardzo żałowałem, że mieszkam taki kawał drogi od Niego… Jesteście pewnie ciekawi, co dalej z naszą znajomością. Postanowiliśmy zostać przyjaciółmi, ponieważ odległość nas dzieląca, okazało się zbyt dużą przeszkodą do budowania czegoś naprawdę trwałego. Był moment, że słowo PRZYJAŹŃ, nabrało negatywnego wydźwięku dla mnie. Jak inaczej myśleć, skoro pojawiła się iskierka uczucia, mogąca stać się olbrzymim płomieniem, a w zamian dostaje się przyjaźń. Teraz, cieszę się, że mam przyjaciela w nim, że pomimo tego wszystkiego, odnaleźliśmy się w tym świecie zakłamania i obłudy. I mam nadzieję, że nasza znajomość będzie się dalej tak wspaniale rozwijać.
Po przyjeździe, czekały mnie jeszcze 2 egzaminy. Jednak moje myśli były nadal w stolicy. Coś tam przeczytałem, ale zwątpiłem w to, że mogę to wszystko pozaliczać. Stało mi się to obojętne… Jednak prawda okazała się inna. Miałem szczęście, zdałem wszystko za jednym zamachem. Nadal nie mogę uwierzyć w to, że się udało!! Mam w końcu ten komfort psychiczny, że już wszystko za mną. Od października zacznie się znowu walka o zaliczenia, ale nie będę narzekać, każdy student przechodzi to samo… Obecne wakacje, przyniosły jak widać kilka wydarzeń. Niektóre smutne, ale inne piekne. Zacieśniłem znajomość z Bartkiem i poznałem Grzesia. Są to jedne z najbliższych mi obecnie osób, którym chcę teraz podziękować, że znalazły się w moim życiu.
W podsumowaniu nie występują wszystkie ważne dla mnie osoby. Mowa tu o Gosi i Piotrku. Te dwie osoby również zajmują bardzo ważne miejsce w mym sercu. Możliwość porozmawiania z nimi, spędzenia najdrobniejszej chwili razem sprawia mi ogromną radość. Tak więc i Wam należą się słowa podziękowania…
wtorek, 20 września 2005
ZAPOWIEDZI
Juz niedługo powstanie tutaj jeden z moich najdłuższych postów. Będzie to takie małe podsumowanie minionych wakacji i garść refleksji. A więc zapraszam do odwiedzania mego bloga i oczekiwania na specjalny wpis…
piątek, 16 września 2005
Zdjęcie i tabliczka czekolady…
Ostatnie 4 dni, spędziłem w Warszawie. Pewnie zastanawiacie się dlaczego…Pojechałem do pewnej osoby, którą poznałem dokładnie miesiąc temu.
Nie wiem jak to możliwe, ale od momentu pierwszej wymiany zdań na internecie, relacje miedzy nami układały się nadzwyczaj dobrze. Z każdym dniem G. stawała mi się bliższy. Czas spędzany na gg nie był czasem straconym. Po każdej rozmowie, nawet najkrótszej nabierałem większego optymizmu, że jest tam gdzieś ktoś, kto myśli podobnie jak ja, ma taki sam system wartości i podejście do zycia.
Po dość krótkim czasie nastąpiła wymiana numerów telefonów…Od pierwszej naszej rozmowy, gdy usłyszałem Jego głos, chciałem słyszeć Go ciągle….Postanowiliśmy się więc spotkać!
Oczywiście, miałem dylematy, czy dobrze robie, jadąc do osoby, której tak na prawdę nie znam. Zdecydowałem się zaryzykować i wyruszyłem w kierunku stolicy Polski.
To co wydarzyło się tam, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Dni spędzone z nim, były jednymi z najpiekniejszych, jakie do tej pory udało mi się przeżyć.
Teraz parę słów do Ciebie…
Chciałbym w tym miejscu podziękować Ci, za wspaniały pobyt. Przyjąłeś mnie lepiej, niż ludzie, których znam o wiele dłużej od Ciebie. Czułem sie komfortowo, było mi dobrze z Tobą, do tego stopnia, że doskonale wiesz jak trudno było mi się rozstać z Tobą…jak to bolało…
Wszystkie miejsca, jakie odwiedziliśmy, nabierały dodatkowego uroku, ponieważ byłem w nich z Tobą.
Przez te kilka dni, stałeś się częścią mojego życia….piękną częścią…Nie ma słów, które wyraziłyby radość, jaką czułem spacerując wraz z Toba uliczkami Warszawy, jedząc wspólnie posiłki i budząc się rano u Twego boku…
Tak chciałbym, aby takich chwil było więcej i żeby trwały dłużej, ale zdaje sobie sprawę z przeciwności, jakie postawiło przed nami życie. Chcę jednak spróbować pokonać je, gdyż uważam, że warto to zrobić.
Teraz siedzę w pustym pokoju…przed moimi oczami Twoje zdjęcie, obok tabliczka czekolady, podarowana chyba po to by umilić mi podróż powrotną. Ale to co najgorsze, to uczucie totalnej pustki… kogoś mi brak.
Brak mi Twego głosu, brak mi Tego śmiechu, brak mi Twego spojrzenia, z którego emanowała dobroć i brak mi Twego zapachu i dotyku…Będąc obok Ciebie, nic więcej do szczęścia mi nie było wtedy potrzeba, bo sprawiłeś, że czułem się wyjątkowo, czułem się bardzo dobrze.
Dlatego też dziękuje Ci bardzo mocno i jedno co wiem na pewno, że jakaś cząstka mojego serca, została zajęta przez Ciebie….
Nie wiem jak to możliwe, ale od momentu pierwszej wymiany zdań na internecie, relacje miedzy nami układały się nadzwyczaj dobrze. Z każdym dniem G. stawała mi się bliższy. Czas spędzany na gg nie był czasem straconym. Po każdej rozmowie, nawet najkrótszej nabierałem większego optymizmu, że jest tam gdzieś ktoś, kto myśli podobnie jak ja, ma taki sam system wartości i podejście do zycia.
Po dość krótkim czasie nastąpiła wymiana numerów telefonów…Od pierwszej naszej rozmowy, gdy usłyszałem Jego głos, chciałem słyszeć Go ciągle….Postanowiliśmy się więc spotkać!
Oczywiście, miałem dylematy, czy dobrze robie, jadąc do osoby, której tak na prawdę nie znam. Zdecydowałem się zaryzykować i wyruszyłem w kierunku stolicy Polski.
To co wydarzyło się tam, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Dni spędzone z nim, były jednymi z najpiekniejszych, jakie do tej pory udało mi się przeżyć.
Teraz parę słów do Ciebie…
Chciałbym w tym miejscu podziękować Ci, za wspaniały pobyt. Przyjąłeś mnie lepiej, niż ludzie, których znam o wiele dłużej od Ciebie. Czułem sie komfortowo, było mi dobrze z Tobą, do tego stopnia, że doskonale wiesz jak trudno było mi się rozstać z Tobą…jak to bolało…
Wszystkie miejsca, jakie odwiedziliśmy, nabierały dodatkowego uroku, ponieważ byłem w nich z Tobą.
Przez te kilka dni, stałeś się częścią mojego życia….piękną częścią…Nie ma słów, które wyraziłyby radość, jaką czułem spacerując wraz z Toba uliczkami Warszawy, jedząc wspólnie posiłki i budząc się rano u Twego boku…
Tak chciałbym, aby takich chwil było więcej i żeby trwały dłużej, ale zdaje sobie sprawę z przeciwności, jakie postawiło przed nami życie. Chcę jednak spróbować pokonać je, gdyż uważam, że warto to zrobić.
Teraz siedzę w pustym pokoju…przed moimi oczami Twoje zdjęcie, obok tabliczka czekolady, podarowana chyba po to by umilić mi podróż powrotną. Ale to co najgorsze, to uczucie totalnej pustki… kogoś mi brak.
Brak mi Twego głosu, brak mi Tego śmiechu, brak mi Twego spojrzenia, z którego emanowała dobroć i brak mi Twego zapachu i dotyku…Będąc obok Ciebie, nic więcej do szczęścia mi nie było wtedy potrzeba, bo sprawiłeś, że czułem się wyjątkowo, czułem się bardzo dobrze.
Dlatego też dziękuje Ci bardzo mocno i jedno co wiem na pewno, że jakaś cząstka mojego serca, została zajęta przez Ciebie….