A wydawało mi się, że skończenie studiów medycznych to takie fajne wydarzenie będzie.
Rzeczywistość okazała się trochę inna.
Obok mnie herbata cynamonowa (mniam), a w głowie szereg dylematów.
Gdzie robić staż, gdzie można się czegoś nauczyć, gdzie nie będę traktowany jak popychadło albo piąte koło u wozu? Szkoda, że na żadne z tych pytań tak na prawdę nie ma jednoznacznych odpowiedzi.
Są plotki ploteczki, a ile w nich prawdy?
Co ciekawe, szpitale które rozważam jako swoje miejsce pracy na najbliższe 13 miesięcy, wcale nie są w Katowicach. A jeszcze rok liczyło się dla mnie tylko to miasto...
Teraz wole pójść gdzieś, gdzie będzie mniej ludzi, gdzie może będzie spokojniej i nie będzie aż takiego wyścigu szczurów. Ja do rozpychania łokciami się nie nadaję. Wolę stanąć z boku i obserwować. Może przez taką postawę wiele tracę, ale czuję się wtedy bezpieczniej.
A najgorsze jest w tym wszystkim to, że w podjęciu decyzji jestem kompletnie sam. Mąż, który zawsze jest dla mnie punktem odniesienia, niestety głosu zabrać nie może, bo to wogóle nie jego działka.
I o zgrozo sobie zdałem ostatnio sprawę, że już od bardzo dawna nie podejmowałem tak ważnej decyzji.
Dla niektórych może to być śmieszne...przecież nie podpisuje cyrografu na całe życie z danym szpitalem, ale dla mnie ten najbliższy czas będzie bardzo ważny, bo może zdecyduje co będzie się ze mną działo później....
Kolejny łyk herbaty i kolejny dylemat.
Czasem zastanawiam się, czy ludzie mają mnie za głupka.
To że w środowisku gejowskim coraz ciężej o zwykłą znajomość, to wiem już od dawna i można powiedzieć, że się z tym pogodziłem. Ale niestety, z przykrością muszę stwierdzić, że osoby, które są obok mnie zaczynają się odsuwać.
Ja to widzę, one zupełnie nie.
Kiedyś rozmowy codzienne, tematy same się znajdowały...a teraz? Jeśli się sam nie odezwę, to cisza przez długi czas. Jeśli dochodzi do rozmowy, kilka wymienionych pustych zdań i cisza...A na stwierdzenie, że się odsuwamy od siebie odpowiedź, że nie chcą mi przeszkadzać...a ja się w myślach pytam sam siebie w czym? W nudzeniu podczas wakacji?
wtorek, 17 lipca 2012
piątek, 6 lipca 2012
Coś się kończy...
7-letnia przyjaźń zawiązana w Katowicach w jednym z akademików, "zakończona" w tym samym mieście dziś.
Teraz będzie jedynie facebook, od czasu do czasu skype.
Pytanie tylko, czy to przetrwa na tak dużą odległość.
Ciężko się rozstać, tym bardziej, że opuszcza mnie jedyna osoba, do której miałem zaufanie podczas tych studiów, a która tego zaufania nigdy nie nadurzyła.
Cóż, w nowy rozdział naszego życia przyjdzie nam wkraczać osobno....
Ale za ten miniony czas dziękuję i...
nie żegnam się, tylko mówię "do zobaczenia wkrótce".
Teraz będzie jedynie facebook, od czasu do czasu skype.
Pytanie tylko, czy to przetrwa na tak dużą odległość.
Ciężko się rozstać, tym bardziej, że opuszcza mnie jedyna osoba, do której miałem zaufanie podczas tych studiów, a która tego zaufania nigdy nie nadurzyła.
Cóż, w nowy rozdział naszego życia przyjdzie nam wkraczać osobno....
Ale za ten miniony czas dziękuję i...
nie żegnam się, tylko mówię "do zobaczenia wkrótce".
poniedziałek, 2 lipca 2012
Trust me, I'm a doctor
I tak minęło kilka lat na tej uczelni.
Minęła też jedna z najcięższych sesji - 8 egzaminów, 2 tygodnie, 1 mózg.
Na szczęście wszystko udało się zamknąć za pierwszym razem. Trochę szczęścia, trochę logiki i bardzo bardzo dużo nauki.
Uzyskałem dyplom lekarza! - jeszcze dwa lata temu, rok temu, te słowa były dla mnie abstrakcją.
Teraz powoli stają się rzeczywistością.
Czy coś się zmieniło?
Chyba tylko tyle, że koniec z zajęciami na uczelni, głupawymi zaliczeniami, które rzekomo mają pokazać ile się zdążyłem nauczyć, a tak na prawdę pokazującymi tylko tyle, że układający pytania wykazał się niezwykłą fantazją i chęcią oblania nas.
A co ze ze mną?
Dalej ten sam, dalej patrzący w przyszłość z niepewnością, dalej wątpiący w swoje kompetencje.
Aktualnie trwa załatwienia wszelkich zgód, wpisów do rejestru lekarzy itd. A najgorsze przede mną dopiero - wybranie miejsca, gdzie będę się uczył prawdziwej medycyny przez ponad rok....
Minęła też jedna z najcięższych sesji - 8 egzaminów, 2 tygodnie, 1 mózg.
Na szczęście wszystko udało się zamknąć za pierwszym razem. Trochę szczęścia, trochę logiki i bardzo bardzo dużo nauki.
Uzyskałem dyplom lekarza! - jeszcze dwa lata temu, rok temu, te słowa były dla mnie abstrakcją.
Teraz powoli stają się rzeczywistością.
Czy coś się zmieniło?
Chyba tylko tyle, że koniec z zajęciami na uczelni, głupawymi zaliczeniami, które rzekomo mają pokazać ile się zdążyłem nauczyć, a tak na prawdę pokazującymi tylko tyle, że układający pytania wykazał się niezwykłą fantazją i chęcią oblania nas.
A co ze ze mną?
Dalej ten sam, dalej patrzący w przyszłość z niepewnością, dalej wątpiący w swoje kompetencje.
Aktualnie trwa załatwienia wszelkich zgód, wpisów do rejestru lekarzy itd. A najgorsze przede mną dopiero - wybranie miejsca, gdzie będę się uczył prawdziwej medycyny przez ponad rok....