piątek, 29 grudnia 2006

Prezent na Nowy Rok?


Nie, to nie jest możliwe...
We czwartek, dzięki uprzejmości pani z działu bytowego mojej "ukochanej" uczelni, dowiedziałem się, że mam do odebrania stypendium socjalne za okres 3 miesięcy. Wow...Najlepsze w tym wszystkim jest to, że żadnego podania o przyznanie świadczenia nie składałem, ale okazuje się, że są jeszcze w tym kraju ludzie myślący:)
Tak więc pieniążków dostanę tyle, że już spokojnie mogę zakończyć szaleńczą gonitwę za gotówką, bo środków finansowych mam już tyle, że spokojnie spłacę tą powtórkę semestru...
W końcu poczułem ulgę...takiego prezentu na Nowy Rok się nie spodziewałem...

środa, 27 grudnia 2006

"Dziękuję wszystkim za pamięć"


Od tych słów, dokładnie rok temu tak wiele się zaczęło. Tak wiele, że aż trudno czasem uwierzyć, że dzieje się na prawdę.
"Dziękuję wszystkim za pamięć-urodzinki świętujemy??"-od tych kilku zlepków wyrazów otwarł się nowy rozdział mojego życia, już nie samotnego, ale z kimś.
Po niedługim okresie czasu, serce zaczęło bić mocniej dla Niego. I bije tak samo aż do teraz...

Tak, to właśnie dziś mija dokładnie rok od kiedy poznałem Roberta, a tak przy okazji dziś też mijają moje 2(?) urodziny:D

Wszystkim tym, co pamiętali, dziękuję za życzenia.

poniedziałek, 25 grudnia 2006

Kłamstwa


Dlaczego ja nie umiem mówić prawdy??
Tyle kłamstw w moim życiu i to niby dla dobra innych...
Czasem jest mi ciężko, bo nie mogę powiedzieć moim rodzicom kim tak na prawdę jestem:/
Dodatkowo, wczoraj dzwoniła mamuśka z zagranicy, jej też skłamałem...Na pytanie, co jej życzę, odpowiedziałem, że szybkiego powrotu do domu. A przecież nawet nie wiem czy tego chcę...
Jak wróci do Polski, znów zacznie się standardowe grzebanie w moich rzeczach prywatnych, patrzenie mi na ręce, kontrolowanie każdego mojego kroku.
Znów nie będę mógł swobodnie odetchnąć, coś będzie mnie przytłaczać do tego stopnia, że poczuje się znowu jak dziecko, które nie ma włąsnego rozumu, zdania...A ja po prostu chcę żyć tak, jak mi jest dobrze, a nie tak ja wy byście chcieli, drodzy rodzice.
Niestety stworzyliście taką atmosferę, że czuję się winny tego, że taki jestem, że odstaje od waszego ideału człowieka. Trudno, ja nic bym w sobie nie zmienił (no przesadzam, jest takich parę rzeczy), ale dzięki wam mam to cholerne poczucie winy, że robię coś złego, próbując żyć zgodnie ze sobą....

niedziela, 24 grudnia 2006

Jeden taki dzień w roku


Od pewnego czasu nie lubię świąt.
Dlaczego?? Sam nie wiem. Może nie lubię tej przesady, tego szaleństwa przygotowań przez kilka dni, by potem niecałą godzinę spędzić przy wigilijnym stole...
Jednak święta mają w sobie coś niepowtarzalnego...spokój.
Świat się wydaje zwalniać, ludzie po świątecznej kolacji zwalniają tempo swojego życia. Niektórzy gapią się bezmyślnie w telewizor, po raz setny oglądając ten sam zestaw filmów serwowanych przez największe stacje komercyjne. Inni, rozmyślają, nad tym co było, jest i nad tym, co się wydarzy w nadchodzącym nowym roku.
Dla mnie dzisiejszy wieczór był szczególny, pierwszy taki w moim życiu.
Jeszcze nigdy nie łamałem się opłatkiem z rodziną, wiedząc, że gdzieś tam, bije tylko dla mnie czyjeś serce:)

Myślami jestem daleko stąd, przy nim...nie możemy być w ten szczególny czas razem, ale wiem, że myśli i w pewien sposób jest przy mnie.
To właśnie jego kocham i liczę na to, że kiedyś razem zasiądziemy przy wigilijnym stole....

sobota, 23 grudnia 2006

"To wszystko czego chcę..."


"Nie poproszę  o wiele w te święta, 
Nie poproszę nawet o śnieg. 
Zamierzam tylko czekać pod jemiołą.
Nie zrobię listy i jej nie wyślę 
Do świetego Mikołaja. 
Nie zamierzam nawet czuwać, 
Aby usłyszeć ten magiczny dźwięk reniferów. 
Ponieważ ja tylko Ciebie tutaj dziś chcę
Trzymającego mnie tak mocno. 
Co więcej mogę zrobić?? 
Skarbie, wszystko czego chcę w te święta 
to Ty...."    

niedziela, 10 grudnia 2006

Męczy mnie


Męczę się się co raz bardziej. Z każdym dniem czuję, że zaraz zwariuję od tego wszystkiego.
Każdego dnia, w mojej głowie kalkuluje, liczę, zastanawiam się jak kupić, by za dużo nie wydać.
A wszystko przez tą cholerną powtórkę semestru!!!
Nie mogę się wyluzować do końca. Gdy idę na zakupy, to jest już konieczność. Znaczy-w lodówce został sam lód...
Ciężko mi jest dźwigać taki ciężar. Czasem chciałbym sobie coś kupić, jakąś taką najmniejszą pierdołę i co...uruchamia się mój komputer w głowie i oblicza, jak dużo będę na minusie, jeśli coś sobie kupię....
Jest prawie połowa grudnia, a ja ledwo ledwo co mam 1/3 kwoty, którą przyjdzie mi wyłożyć na spłatę semestru, już w lutym. Najgorsze jest to, że nie mam skąd wziąć tych pieniędzy. Pożyczać nie lubię, ale nawet jeśli sytuacja by mnie zmusiła do takiego kroku, to nie znam nikogo, kto posiadałby taką sumę pieniędzy. I tak koło się zamyka...

Dziś wyjeżdżam do Wrocławia, do Roberta. Zamiast się cieszyć jak dziecko, że znowu zobaczę jego kochaną mordkę, ja już myślę, jak tu zrobić, by nie wydać za dużo.
Ludzie-RATUNKU!!!!!!!

piątek, 8 grudnia 2006

Odwaga


Zbierałem się, zbierałem i w końcu się przyznałem.
Powiedziałem mojemu współlokatorowi o tym, że jestem gejem. Tylko cholera czemu wybrałem sobie do tego środek nocy??
Jak zaczęliśmy o tym gadać, tak skończyliśmy prawie o 5 rano:/ A ja w ten dzień musiałem do pracy iść...
No, ale przestaje narzekać. Kolega przyjął to spokojnie, po czym po chwili powiedział, że nie jestem jedyny w tym pokoju o tej orientacji, hehe.
Czyli mój zmysł znowu mnie nie zawiódł...
Jednak na początku się jakoś tak dziwnie czułem, jakbym obnażył jakąś największą tajemnicę ludzkości.
Powoli do tego przywykam, że on wie i co raz więcej plusów zaczynam dostrzegać z rozwoju tej sytuacji. Teraz mogę się swobodnie czuć, czasem mogę pogadać na tematy "branżowe".
Ale w najbliższym czasie raczej nie przewiduje kolejnych comming out'ów...

piątek, 1 grudnia 2006

Dziwny jest ten świat


Wczoraj wieczorem dziwnie się poczułem. A wszystko przez jeden film.
Oglądaliście może ” Siedmiu krasnoludków-historia prawdziwa„ ??
Właśnie to on spowodował mój stan…chyba…

Gdy zobaczyłem jednego aktora, sposób w jaki się porusza, uśmiecha, reaguje…przypomniał mi się On. Jest bardzo podobny do jednego z „krasnali”.
Filmu nie oglądnąłem oczywiście do końca…wyłączyłem, nie mogłem już patrzeć na monitor.
Wzięło mnie na wspomnienia…dalekie, nierealne obrazy, które kiedyś były, a teraz już nie istnieją. Czy poczułem tęsknotę, nie wiem…może.
Ale najgorsze było to, co przyszło potem….Położyłem się do łóżka i zadzwoniłem do Roberta. Myślałem, że rozmowa pozwoli mi oderwać się od tego dziwnego nastroju. A tu jednak było jeszcze gorzej.
Cały mój pokój, moje łóżko, głos Miśka w słuchawce…to wszystko wydawało mi się nierealne.
Wydawało mi się, że w jakiś magiczny sposób przeniosłem się do grudnia 2006 roku, kiedy to na prawdę mi było źle, smutno i tak bardzo….samotnie.
Nie umiem to opisać, ale spróbujcie sobie wyobrazić, że zaczynacie się czuć tak, jak by cały ostatni rok nie nastąpił, a wy tkwicie w przeszłości sprzed 12 miesięcy:/

Na szczęście udało się Robertowi mnie sprowadzić do rzeczywistości, choć zajęło mu to ponad dwie godziny.

piątek, 24 listopada 2006

Jaki ten świat mały


Ten tydzień był wyjątkowy…zdecydowanie!
Jednak początek nie zapowiadał się zbyt ciekawie. Nie dzwonili do mnie z pracy przez kilka dni. Naturalnie pojawiły się myśli, że teraz przed świętami, będą mieć dużo rąk do pracy. A u mnie, brak pracy równa się oczywiście brak pieniążków…
Wszystko zmieniło się we wtorek. Nie dość, że zadzwonili, to w dodatku poproszono mnie o deklaracje na cały grudzień, w które dni mogę przyjść do pracy. A najlepsze jest to, że moja stawka godzinowa wzrosła prawie dwukrotnie!!
No, teraz za takie pieniądze można pracować, haha.

Mało tego…okazało się, że nasz świat nie jest taki wielki.
Gej na geja zawsze trafi, a ja mam go tak blisko….śpi na łóżku obok mojego:D
Mam współlokatora geja!!
On jeszcze nie wie, że znam jego orientację.
Pomijam fakt, w jaki sposób się dowiedziałem, ale pewność mam 100%. Teraz czekam na dobry moment, by mu powiedzieć o sobie. Jeśli się sam nie przyzna, to już trudno, ale chyba ciężko by gej był homofobem, prawda??

niedziela, 19 listopada 2006

Poranek-dzień-popołudnie-wieczór-noc


Cudownie jest budzić się rano i pierwsze co ujrzeć, to zaspane oczka i pojawiający się uśmiech na Twej twarzy…
Chcę tak się budzić już co rano…

sobota, 11 listopada 2006

Święta, święta


Hmmm…no i w końcu 11 listopad,
Tegoroczne moje imieninki, bo dla wszystkich niewtajemniczonych, dziś święto wszystkich Marcinów, były troszkę inne niż wszystkie pozostałe.
Po pierwsze mogłem je obchodzić ze świadomością, że nie jestem już samotną istotką.
Po drugie, u mnie w akademiku, szykowała się imprezka….hehe.

A więc od początku…Najpierw wyjazd do TESCO po prowiant. Dobra, przyznaję się…żywność była tylko dodatkiem. Kupiliśmy 6 butelek…:)
Potem powrót do akademika, szybkie sprzątanie i oczekiwania na gości.
Bawiliśmy się przednie. Alkoholu oczywiście brakło, ale uznaliśmy, że i tak jest fajnie.
Dostałem pieska…różowego. Czyżby koleżanka coś podejrzewała?? Nie wiem, haha.
Ale maskotka jest świetna.
Na drugi prezent jeszcze muszę poczekać, ale już zdążyłem się dowiedzieć, że to będzie coś z kosmetyków:)
Ale prezenty nie były najważniejsze. Najistotniejsze dla mnie były życzonka oraz pamięć tych, którzy nie zapomnieli o moim święcie…Dlatego też, pozwolę sobie tu wymienić ( w kolejności przypadkowej) wszystkich tych, którzy mi je złożyli:
Misiak, Gosia, Bartek, Grześ, Robert, Mateusz, Michał, Dominik, Łukasz, Monika, Krzysiek, Martin, Aga, A.,Z., Mateusz i…chyba to wszyscy. Mam nadzieję, że o nikim nie zapomniałem i wszystkim tym, co pamiętali, z całego serca gorąco dziękuję:)

czwartek, 2 listopada 2006

Pierwszy raz


I znów Wrocław…Tym razem jednak inaczej, tak nowo, jak nigdy dotychczas….
Po raz pierwszy Robert nie odebrał mnie na dworcu centralnym.
Po raz pierwszy musiałem sam dotrzeć do naszego pokoiku i się zakwaterować.

Dlaczego tak?? Ponieważ Misiak był w pracy, a ja miałem do wyboru, albo przyjechać wcześniej i wszystko sam pozałatwiać, albo czekać do nocy aż wyjdzie z pracy i dopiero wtedy przybyć.
Wybrałem więc tą pierwszą opcję.
Zakwaterowałem się, rozpakowałem i zająłem przygotowaniami do moich piątkowych zajęć.
Tuż po 22. Robert zadzwonił do mnie tradycyjnie. Szybciutko opowiedział, co się wydarzyło w pracy. Zanim się obejrzałem, powiedział, że z tramwaju wysiada i już idzie do mnie.
Wystawiłem nosa przez okno z nadzieją, że zobaczę go z okna, które akurat wychodziło na przystanek. Niestety nie zdążyłem.
Po paru minutkach, drzwi od pokoju otworzyły się i stanął w nich On:)
Fajne było to oczekiwanie, takie nowe, niespotykane dotąd. Dało to nam też taką namiastkę tego, jakby to było, gdybyśmy mieszkali razem, dzieląc ze sobą codzienność…
We wtorek, znów zostałem sam.
Tym razem Robert wyruszył na uczelnię. Ja się w między czasie doprowadziłem do stanu używalności, zjadłem dość późne śniadanie i…po raz pierwszy sam pojechałem na polibudę. Tam sobie posiedziałem trochę, ale na szczęście czas wypełniło mi buszowanie po stronach internetowych.
Środa, to dzień spotkań na mieście i oglądania filmów.
Czwartek…po raz pierwszy w tym roku, obserwowaliśmy pierwsze płatki śniegu…

Tyle rzeczy nowych się działo. Aż nie do pomyślenia jest to, że po tylu miesiąc razem, jeszcze jest w stanie coś świeżego się wydarzyć. To daje takie dziwne poczucie, że nie stoimy w miejscu, że jest jeszcze wiele do przeżycia…

PS.
Mam nadzieję, że zima sie jeszcze nie zaczęła…ale spoglądam teraz na warstwę śniegu leżącą na moim ogródku i zastanawiam się, czy nie czas odkurzyć już kurtkę zimową, blee….

sobota, 28 października 2006

Tłum - ja - Tłum


Tak, ponad 50 kontaktów na gg, a nie ma nawet z kim wyjść na piwo, o rozmowie nie wspominając.

Dziś, bardziej niż zwykle, doskwiera mi samotność. Ok., jest Robert, jest trójka moich dobrych znajomych w akademiku…ale tych wszystkich osób nie ma tu, w pobliżu.



Dzień upłynął mi leniwie. Troszkę posprzątałem i to wszystko. Specjalnie siedziałem dodatkowo cały czas dostępny na gadu. I jak myślicie, odezwał się ktoś? Niby po co….Eh…

<dopisane 4 minuty i 24 sekundy później>

…a tak wogóle chciałbym poczuć, jak to jest mieć kogoś tak na co dzień, a nie od święta…:(

piątek, 20 października 2006

Long break


Oj….długo mnie nie było tutaj. A dużo się wydarzyło. Więc po kolei.

Akademik

Tak, już od jakiegoś czasu zmieniłem pokój. Trafiłem naprawdę na sympatycznego współlokatora.

Krzysiek-bo tak ma na imię, jest bardzo komunikatywną osobą i przyjaźnie nastawioną do świata. Już w pierwszy dzień, gdy się do niego wprowadziłem, okazało się, że mamy wiele ze sobą wspólnego. Po za tym, chłopak ma naprawdę dobre serce.

Bo chociażby, gdy wracam z pracy ( o tym za chwilę) bardzo późno, zawsze mogę liczyć na ciepła herbatkę. Okazało się też, że inny mój kolega, dzielący ze mną ten sam los, czyli powtarzający rok, też mi usługuje do tego stopnia, że mi głupio. Ostatnio, gdy znowu późno wróciłem, zrobił mi kolację w postaci tostów francuskich, mniam…Czym sobie na takie traktowanie zasłużyłem, nie wiem…Dobrze mi z nimi, chyba to najważniejsze…



Praca

Średnio 3 razy w tygodniu pracuję na kasie w Silesii. Czasem jest bardzo ciężko, ale najważniejsze jest to, że widzę progres. Co raz mniej rzeczy sprawia mi trudności. Oby tak dalej.

Po za tym prowadzę korepetycje już nie z jedną osobą, a dwoma…więc dochody rosną… A najlepsze zostawiam na koniec, hehe.

Dziś rozpocząłem pracę dla jednej z firm edukacyjnych, prowadzących kursy przygotowawcze do matury. Spodobałem się właścicielowi, zatrudnił mnie i dziś odbyłem swój pierwszy, można rzec, inauguracyjny wykład z zakresu budowy komórki.

Może się wydawać, że wszystko rozwija się cudownie. Oczywiście nie narzekam, ale jednak moje wynagrodzenia w tej chwili nie wystarczą, by do końca stycznia uskładać 3000 zł, bo tyle potrzeba mi na zapłacenie powtórki. Więc ciągle rozmyślam, skąd wziąć dodatkową gotówkę, eh…



Życie prywatne

W wielkim skrócie…kochamy się nadal…kolejny miesiąc, już ósmy za nami. Aby taki stan trwał jak najdłużej.

piątek, 13 października 2006

Bo w życiu ważne są chwile


Dziwne to życie…zmienia się ciągle jak w kalejdoskopie…jedna chwila zastępuje inną.

Jeszcze kilka godzin temu, w swoich dłoniach trzymałem Jego dłoń.

Jeszcze kilka godzin temu mogłem poczuć Jego zapach.

A teraz, znów u siebie w domu, co najgorsza sam.

Przecież jeszcze tak niedawno byłem we Wrocławiu, a już wydaje mi się, że minęły wieki.

Siedzę przy komputerze, jak to mam w zwyczaju i zabijam nudę, a jeszcze kilka chwil temu przechadzałem się po płycie wrocławskiego rynku i było mi tak spokojnie i dobrze…:(

poniedziałek, 2 października 2006

Inauguracja roku


I tak…w ostatni piątek wylądowałem w akademiku na stałe.

Oczywiście już od pierwszej chwili nie mogło być za dobrze. Na dzień dobry dowiedziałem się, że nie dość, że rozdzielili mnie z moim współlokatorem, to jeszcze odebrali nam nasz pokoik!!!

Eh…zamieszkałem więc z dwoma chłopakami, których kompletnie nie znam…

Dwa dni miałem spokoju, bowiem przyjechali dopiero w niedzielę. Niestety, okazali się niezbyt towarzyscy. Na moje: ” Hej, jestem Marcin i będziemy razem mieszkać” usłyszałem tylko chłodne „cześć”. Nawet się nie przedstawili, o jakiejkolwiek chęci zawarcia kontaktu nie wspominając.

Tak więc, sytuacja na chwilę obecną wygląda w ten sposób, że prawie wogóle ze sobą nie rozmawiamy.

Będę chyba zmuszony wyprowadzić się. Wstępnie rozmawiałem już z moim :starym” współlokatorem i czekamy aż się zwolnią jakieś pokoje. Nie wiem jak to wszystko wytrzymam, bo obecnie robię wszystko, by jak najmniej czasu spędzać razem z nimi w pokoju…Yhhh…



Teraz siedzę na swoim niewygodnym łóżku i zastanawiam się, o której się położą. Co prawda uczę się, ale tak bardzo chce mi się spać…

piątek, 31 marca 2006

kalejdoskop

I znów Robert był u mnie….”i to literlanie u mnie”-jak to ma w zwyczaju mówić.

Tym razem postanowiliśmy troszkę ruszyć tyłki i zobaczyć co nieco.Kraków, rynek…mmm…cudownie było podczas spacerku uliczkami tego miasta. Szkoda tylko, że troszkę mało pieniążków mieliśmy i niemogliśmy pozwolić sobie na jakieś niewielkie szaleństwo. Po tej wycieczce zatrzymaliśmy się u mnie w domu. Ciepły obiad, chwila odpoczynku przy kompie… Widząc go w moim pokoju, dobitnie dotarło do mnie, że Robert jest już bardzo mocno osadzony w mojej rzeczywistości i tak łatwo mu się nie dam z niej wyrwać:)Nie będe rozwodził się nad naszym spotkaniem. Było cudownie, każda najmniejsza chwila niezostała zmarnowana. Z niecierpliwością oczekuję następnych naszych „widzeń”. 



Właśnie teraz, poczułem się dziwnie. Przypomniała mi się Warszawa i mój pobyt tam.Coś, co było jeszcze kilka miesięcy dla mnie bardzo ważne, teraz wydaje się snem.Czy mi się to przyśniło?? Dopóki nie znajdę się w niej jeszcze raz, nie spotkam z Grześkiem, to nie uwierzę, że kiedykolwiek się widzieliśmy…tak mały kontakt nawet teraz mamy ze sobą:(Wszystko zmienia się bardzo szybko…jak w cholernym kalejdoskopie.

piątek, 17 marca 2006

Radość przez łzy

Nie wiem dlaczego, co jakiś czas wracam tam…
„TAM”-czyli na jego bloga. Dziś znów przejrzałem całego od początku do końca.
Za każdym razem, odkrywam coś nowego, coś niepojętego…

Po policzku płyną mi łzy…
Wewnętrzy krzyk, wołanie o pomoc…nikt tego nie słyszy. Jak dobrze ja to znam.
Brak sił, żeby poprosić o cokolwiek…Też tego doświadczyłem.
Brak…nie wiadomo czego. Eh…

„Chodź na obiad!!”-te słowa wyrwały mnie brutalnie z tych kontemplacji. Jednak, patrząc w talerz, pomyslałem, jak musiało mu być źle i jak dobrze go rozumiem i w pewnym stopniu potrafię się w czuć w sytuację. Myśl była na tyle intensywna, że zacząłem płakać…po raz pierwszy przy własnym ojcu…Nigdy mnie takiego nie widział.
Zapytał, co się stało. A ja, ukrywając swoje prawdziwe JA odpowiedziałem, że się oparzyłem zupą i płaczę z bólu.
W sumie go nieokłamałem. Łzy popłynęły mi z bólu… było z Tobą tak źle…to Ciebie to wszystko dotknęło…pytam siebie: DLACZEGO?

Teraz wiem, że jest lepiej. Mi też jest…
Dołożę wszelkich sił, aby ten stan sie utrzymywał a może…był lepszy.
Kocham Cię…

czwartek, 16 marca 2006

W powietrzu

Dziś miałem jeden z lepszych momentów.
W końcu udało mi się zamknąć sesję i zdobyć wpis na kolejny semestr. Uff….co za ulga.
Ponieważ za te wszystkie trudy, należała mi się jakaś nagroda, postanowiłem z koleżanką, że idzimy coś zjeść a potem na browarka, hehe.
Pośmialiśmy się, pogadaliśmy….było tak lekko i przyjemnie.
Potem spakowałem się i wróciłem do domku.
Myśli, że znów zobacze stare ściany, swój pokoik, że na razie sie na studiach uspokoiło i to, co najważniejsze…że mam osobę którą bardzo mocno kocham, sprawiły, że chyba na pół sekundy oderwałem się od ziemi i zacząłem się unosić w powietrzu…

Za tydzień znów się spotkamy…bardzo tęsknię za Robercikiem, ale wiem, że już tylko kilka dni i znów będziemy blisko siebie.
Codzienne, kilkugodzinowe rozmowy, rekompensują mi w pewien sposób to, że nie ma go przy mnie…a tak bardzo bym chciał…chciałbym by był cały czas obok mnie. Może kiedyś się to uda…

piątek, 10 marca 2006

„Encyklopedia niezwykłości” Faubourg Saint-Peres

Zahir-widoczny, obecny. Może to być istota lub przedmiot. Gdy napotykamy go na swojej drodze, zajmuje stopniowo cały nasz umysł, aż do momentu kiedy nie jesteśmy już w stanie myśleć o niczym innym. Może to być postzregane jako oznaka świętości albo szaleństwa”

środa, 8 marca 2006

Półka zdrowia :D

No i tak to sie potoczyło, że kolejny raz się spotkałem z Robertem.
Nie wiem dlaczego, ale jak czekałem na niego na peronie, nie mogłem uwierzyć, że za moment wysiądzie z pociągu i znowu będę mógł mu spojżeć prosto w oczy…
Ale doczekałem się tego momentu. Troszkę mi zajęło przyzwyczajenie sie do tego, że znów jest blisko mnie, ale w chwili pierwszego całusa i przytulenia, zdałem sobie sprawę, że znów jestem z ukochaną osobą. Wtedy poczułem się tak spokojnie…
Będąc z nim, nie musiałem jeść ani spać, co potem odbiło się na mnie, gdyż oczka same mi się na zajęciach zamykały. Ale nie narzekam. Chciałem każdą sekundę spędzić z nim, nie chciałem marnować czasu na sen:)

Czas spędzaliśmy głównie w pokoju, ale również wybraliśmy się na mały spacer po mieście no i obowiązkowo pojechaliśmy do SCC. Tam, w supermarkecie odnaleźliśmy „półkę zdrowia”, ale co na niej było i w co się zaopatrzyliśmy, pozostawię tylko dla siebie i dla Roberta…

Jego pobyt u mnie dał mi kolejny dowód, jakim szczęściarzem jestem i jak mi jest dobrze z nim.
Wizyta była idealna…No, może prawie idealna, gdyby nie jedna porażka w pewnej kwestii. Eh…mam nadzieję, że uda mi się to jakoś rozwiązać. Pocieszam się tym, że nigdy nie może być ZA DOBRZE, bo jeśli tak jest, to znaczy, że coś tu nie jest prawdziwe, hehe…


Dostałem od niego prezent-płytę kompaktową.

niedziela, 26 lutego 2006

Przychodzisz…( i odchodzisz??)

Cały czas sobie próbuje tłumaczyć. Mamy mało czasu…studia…pare innych rzeczy. Trudno czasem w tym wszystkim znaleźć chwilę dla siebie, a co dopiero dla kogoś innego.
Przykro mi się niestety robi widząc, jak z każdym dniem oddalamy się od siebie…
Kiedyś było inaczej…kiedyś…
Wszystko się zmienia, ale nie chcę by nasza przyjaźń się rozpadła…a czuję, że właśnie ku temu to wszystko zmierza…:(
Kupiliście pieska, mhmmmm…super. Te zwierzątka są takie kochane i szczere w okazywaniu swoich uczuć do właściciela. A ile też radości dają!
Gdy mi o tym powiedziałeś, przez głowę przemknęła mi myśl: ” No tak, kolejna rzecz, która Ci pochłonie czas. A gdzie w tym wszystkim minuta dla mnie??”

Może ja za dużo wymagam? Nie wiem tego…na prawdę. Chciałbym, aby było tak jak kiedyś, ale tracę nadzieję, że kiedyś to wróci. Oczywiście nie godzę się z takim stanem rzeczy. Co mam robić, by temu przeciwdziałać?

PS.
Nie miej mi za złe, że w tym miejscu to wszystko wyrzucam z siebie. Mogłem Ci to powiedzieć w „cztery oczy”. Ale jakoś uznałem, że łątwiej mi będzie, gdy tutaj umieszcze te swoje wszystkie myśli. Jeszcze raz proszę, wybacz…

sobota, 25 lutego 2006

Zmiana wpisu

Dziś postanowiłem zmienić wpis w telefonie z „Robercinek” na ….”Moje kochanie”.
Wiem, może to głupie, ale czułem, że tak trzeba. Jakoś tak miło mi się robi widząc ten napis na ekraniku komóreczki:)
I cóż rzecz…Jestem szczęśliwy, a imię mojego szczęścia brzmi  właśnie ROBERT.
Słowa niewyrażą ogromu mojej radości…więc nawet nie będe próbował.
Dobrze mi z nim. Nie wiem, ale z dnia na dzień chcę spędzać z nim tyle czasu ile się da…niestety ciągle mi mało.
Teraz z niecierpliwością czekam jego odwiedzin. Piątek wydaje się taki odległy, ale zarazem taki bliski…
Chciałbym mu zrobić małą niespodziankę…może się spodoba, zobaczymy:)

Wczoraj, czytałem jego bloga…Emocje wzięły panowanie nademną. Wiedząc jak ważny jestem dla niego, mając świadomość, że jest mu dobrze i to, że darzy mnie jednym z najpiękniejszych uczuć, to wszystko sprawiło, że łza pociekła mi po policzku. Mała, srebrna kropelka radości…Tak tak, radości, ale też lekkiego niedowierzania.
Boże, to się dzieje na prawdę i dzieje się mojej osobie, nie komuś obok, tylko mi!!!

Do Robercika:


„Największym podziękowaniem za wszystko jest to, że mogę być z Tobą, przy Tobie…nie obok…”

czwartek, 23 lutego 2006

Rozmówki Cinkowo-Robercinkowe

No i tak…tydzień chyli się ku końcowi…Zleciał bardzo szybko:)
A to dzięki temu, że codziennie, 2-3 godzinki poświęcam na rozmowy z R.
W trakcie nich, świat przestaje istnieć…jest tylko On i Ja. To cudowne tak się czuć. Chciałoby się więcej i więcej…Ale zachowajmy przynajmniej pozory, hehe.
Oki, kończę tą króciutką notkę, bo zaraz będzie dzwonić, a ja nie zdązyłem nawet telefonu podłaczyć jeszcze do ładowarki…

wtorek, 21 lutego 2006

Telefonik...

Dziś doszła do mnie obiecana przez R. karta SIM z nowym numerem.
Dzięki niej, będziemy mieli teraz możliwość przeprowadzania nielimitowanych, a co najważniejsze, darmowych(!!!) rozmów<jupi>…Nie wiem, jakoś mi tak się bardziej szczęśliwie zrobiło od tego momentu. Chcę by R. był ciągle obecny w moim życiu, wiedział co robię, gdzie jestem…chcę, żeby po prostu był częścią mnie.

niedziela, 19 lutego 2006

To miała być spokojna niedziela

Budzę się rano…słoneczko…błękitne niebo…cudownie.
Patrzę na termometr za oknem-około 6 stopni na plusie. Wiosna się zbliża, mmmm…
Razem z kumpelą postanowiliśmy, że musimy jakoś wykorzystać ten piękny dzień. Mały spcerek,  może jakieś zakupy, to jest to.
W jednym momencie, wszystko się posypało.
Jeden telefon, jedno zdanie…” Ona się domyśliła…”
Czar prysł.

Nie wiedziałem jak się zachować, co powiedzieć. Przez głowę przelewały się tysiące myśli. Próbowałem jakoś R. w tym wszytskim podtrzymać na duchu. Mi też było ciężko, bo wiedziałem, że on tak na prawdę pozostaje tam w tym Wrocławiu sam z tym wszystkim. Dostawałem szału, że tak jest…
Jakoś udało nam się uspokoić…Rozmowa, długa rozmowa, bardzo pomogła…ufff.
Wtedy zacżęły się pojawiać w mojej głowie niepokojące myśli.
Może gdybym się niepojawił w jego życiu, pewne problemy niezaistniałyby.
Ale są to tylko krótkie chwile. Wiem, że znajomość ze mną, daje mu dużo. Dla mnie, R. jest równie ważny. Biorę jednak pod uwagę fakt, że kiedyś może dojść do wniosku, że znajomość ze mną przysparza mu więcej kłopotów niż radości, a wtedy…brr..nie chcę nawet o tym myśleć.

Jednego jestem pewien…chcę z nim być i zrobię wszystko, by utrzymać taki stan rzeczy.

sobota, 18 lutego 2006

Debilizm

Wracam z imprezy…właczam telefon i widzę jedną wiadomość:

„Jesteś? Jest źle ze mną”
Sprawdzam godzinę wysłania…minęły 3 godziny.
Jak wiele może się zdarzyć w ciągu takiego czasu…Nie wytrzymałem, musiałem zadzwonić.
Z R. było bardzo źle. Problemy z sercem to nie żarty. Dodatkowo powiedział, że nie miał nawet siły wołać o pomoc! Napisał więc smsa. A ja co? Przez głupią oszczędność baterii, postanowiłem na noc wyłączyć telefon. Co by było, gdyby…:/
Przez taki idiotyzm mógłbym stracić najważniejszą osobę.

Postanowienie: Od dziś, nie wyłączam komórki, nawet poczas ładowania.

Dzięki Tobie....

 – chce mi sie rano oczka otworzyć
        – chce chłonąć każdy dzień
        – więcej się uśmiecham
        – mam więcej energii
        – czuję, że pokonam wszystkie przeciwności
        – czuję ciepło w sercu
        – zasypiam spokojnie
        – chcę ŻYĆ!!!!!

piątek, 17 lutego 2006

Nowy rozdział....

Ciężko ująć słowami to, co działo się we Wrocławiu. Nie oddadzą one wszystkiego tak, jakbym tego chciał…



Oki, jestem szczęśliwy. Co tu dużo kryć. Jest mi dobrze i tak spokojnie:) Cieszę się, że mam R. i że tak to wszystko się ułożyło…a jakby ktoś jeszcze nie zrozumiał, to powiem wyraźnie, że JESTEŚMY RAZEM!!!



Będąc u niego, zauważyłem, że chcę sprawiać, by był zadowolony, uśmiechnięty, żeby było mu dobrze…dać mu radość! Widząc uśmiech na jego twarzy czułem, że i mi jest coraz lepiej.

W trakcie mojego pobytu, zbliżaliśmy się do siebie sukcesywnie. Bez pośpiechu…wszystko toczyło się samo…Czułem ciepło i dobroć bijącą z niego. Przebywając blisko niego, czułem, że mogę osiągnąć wszystko, czułem pozytywne wibracje (hehe)…

Aż w końcu zbliżyliśmy się do siebie na tyle , na ile mogą dwie osoby… nieumiem opisać tego, co myślałem, gdy widziałem i czułem go tak blisko siebie…czy to było niebo??

Każdy gest, każde słowo, każdy dotyk…tak przepełniony uczuciem, ciepłem. Gdy to dostałem, wtedy zrozumiałem, jak bardzo mi czegoś takiego brakowało. Łzy same cisnęły się do oczu…



Cóż, kończę…nie umiem pisać chyba o tym co piękne…czuję ochotę do życia. A świadomość, że mam R. daje mi stabilizacje i spokój. Wiem, że jest i że czeka na mnie…a ja na niego.



Teraz czekam aż wróci do domku…pojechał na uczelnie, załatwiać swoje sprawy. Ma też zmienić sobie numer, byśmy mogli rozmawiać za darmo…nie mogę się już doczekać chwili, kiedy będę go mógł usłyszeć i nie martwić sie o koszty:)



DPKOL FOR YOU MY DARLING:*:*:*

sobota, 11 lutego 2006

Wroclove: Mieszkano

Siedzimy…oglądamy film…

Sms: „zdałeś?? mi sie wszystko udało!!„

Zaczynam myśleć…sprawdzić wyniki, czy nie. Jeśli nie zdałem, to raczej już nic z tym nie zrobię i będzie trzeba pakować  rzeczy.
A może się udało?? Skoro on zdał, to tym bardziej ja powinnienem, uczyłem się więcej…ale co jeśli nie?

Telefon: „Czy mógłbyś mi sprawdzić wyniki, czy zdałam? Nie mam dostępu do komputera?„


JA: – Czy mógłbym u Ciebie sprawdzić wyniki koleżance??
R.: – Oczywiście. Komputer jest do Twojej dyspozycji. Sprawdzisz też sobie??
JA: – Nie. Sprawdzę tylko jej.
(…)
JA: – Korci mnie, żeby sprawdzić.
R.: – Może jednak nie sprawdzaj. Nie chcę, żebyś u mnie załapał dołka!
JA: – Daj mi się zastanowić. Nie wiem co mam robić.
R.: – Nie. Odłaczam kabel od internetu. Nie chcę żebyś to widział.
JA: – Włącz to! Bardzo Cię proszę!!
(…)
JA: – Możesz mi pogratulować. Udało się!! Nie mogę w to uwierzyć!!

Zacząłem chodzić po mieszkanku. Nie docierało tak na prawdę do mnie to, co się stało parę sekund wcześniej. Myśli siś kotłowały w głowie, serce waliło jak młot.
Nie wierzę, przetrwałem to, ZWYCIĘŻYŁEM!!!
Reszta wieczoru upłynęła już bez większych emocji. Po jakimś czasie się uspokoiłem i mogłem skupić się na R.
Tak dobrze nam się rozmawiało, że przegadaliśmy do 6 rano. Potem już poddaliśmy się, choć ani jemu, ani mi, nie chciało się spać.
Oczywiście kulturalnie położyliśmy się w osobnych łóżeczkach:)
Jednak, po pewnym czasie zaproponowałem mu, by się położył obok mnie. Nie mogłem patrzeć, jak marznie…
Wstaliśmy po południu. Pewnie nie zwleklibyśmy się, gdyby nie to, że umówiłem się z Bartkiem na mieście. Skoro jestem już we Wrocławiu, dlaczego mam się z nim nie spotkać.
Szybki prysznic, spóźnione śniadanko i wyruszyliśmy na miasto.
Wspólnie wypite piwko, miła atmosfera, klub zajebisty…a najważniejsze jest to, że R. miał dobry humorek, bo grali jego ulubiony gatunek muzyczki:) A jak on jest zadowolony, to ja też…
Potem wybraliśmy się na mały spacer po mieście. Troszkę zmarzliśmy, ale co tam…fajnie było. Z każdą chwilą poznawaliśmy się lepiej.
A w domku….nie wiem co nam uderzyło do głowy. Zaczęliśmy się bić poduchami, a potem urządziliśmy regularne zapasy…ściany aż drżały, hehe…
Potrzebne mi to było, nie wiem czemu, ale taki wysiłek podziałał na mnie bardzo pozytywnie!!

I znów, kolejny dzień pobytu mogę zaliczyć do bardzo udanych…

piątek, 10 lutego 2006

Wroclove: Dworzec Główny

No i wyladowałem na Dolnym Śląsku…


15:54-Pociąg pośpieszny relacji Katowice-Wrocław Główny.
Jadąc do R. miałem obawy, czy aby na pewno będzie na mnie czekał na peronie. W końcu to było jego pierwsze spotkanie z osobą poznaną przez internet…

Smsek:
           „Czekam na Ciebie przy zejściu z peronu„
           -już wiedziałem, że za moment nasze spojżenia się spotkają.
W końcu stanęliśmy twarzą w twarz. Kilka słów na dobry początek i już byliśmy w trakcie poszukiwań jakiegoś lokalu, gdzie można wypić piwko i spokojnie pogadać. Troszkę nam to zajęło czasu, bo mam dość wysublimowany gust jeśli chodzi o knajpki, puby czy restauracje, hehe.
No ale miejsce w sumie nie było tak ważne. Najważniejszy był mój gospodarz. Okazało się, że nie ma dysonansu pomiędzy tym, co R. pokazał na gadu, a tym jak się zachowywał w normalnej rzeczywistości. To pozwoliło mi się uspokoić.
Rozmowa, po prostu płynęła…nie trzeba było jej przeciagąć, zadawać pustych pytań wypełniających pustkę. Po prostu świetnie…

wtorek, 31 stycznia 2006

Spokój

Dawno tak nie było. Cisza…spokój.
W końcu mogłem bez żadnych niepokojących myśli spędzić wolny czas w domu. Wiem, że ta idylla jest chwilowa. Kiedyś trzeba będzie pozaliczać te wszystkie zaległości. Teraz jednak nie wydaje się to takie straszne jak parę dni temu:) Wierzę, że się uda( a przynajmniej staram się uwierzyć).

Leżę sobie wygodnie, piszę tego posta, a z radia leci „I WILL ALWAYS LOVE YOU”. Jeszcze jakiś czas temu, ta piosenka ( z resztą jak wiele innych ballad o miłości) wywolywała u mnie przykre uczucia. Łapałem melancholijne klimaty…a teraz?
Wspominam to, co było, ale nie sprawia mi to już tyle bólu, co kiedyś. Czy to oznacza, że zacząłem sobie dawać radę ze sobą i że w końcu dotarło do mnie, że już nigdy nie….

Ok…kończę na dziś. Idę coś przeczytać. W piątek mam egzamin i wolałbym go zdać przy pierwszym podejściu.
Trzymajcie kciuki!!

niedziela, 29 stycznia 2006

Warunki

Heh…na szczęścię się udało. Zostałem dopuszczny do sesji, co prawda warunkowo, ale to lepsze niż nic.
Pojawiło się światełko w tunelu:):):)

W tym miejscu chciałem podziękować wszystkim, którzy pomogli mi przetrwać te ciężkie chwile. Te osoby wiedzą, że o nie chodzi…A największe podziękowania należą się jednej osóbce, która wydała tyle kasy na rozmowy telefoniczne ze mną, że aż mi glupio, że do tego dopuściłem.
Dziękuję Ci najmocniej jak potrafię. Bardzo mi pomogłeś…

niedziela, 22 stycznia 2006

Szczęście...

Gdy jesteśmy szczęśliwi, zapominamy bardzo często o ludziach znajdujących się wokół nas. Skupiamy się na tym, co daje nam tą radość, nie patrząc na to, co jest wokoło nas.
Ale czy ci zapomniani, muszą się tak do końca z tym zgadzać??
Czasami chciałbym, by otaczali mnie tylko ludzie nieszczęśliwi, ponieważ mam wrażenie, że tylko oni potrafią szerzej spojżeć na otaczającą nas rzeczywistość.
Nie chcę się czuć jak piąte koło u wozu. Nie chcę by ktokolwiek oddzywał się do mnie tylko dlatego, że TAK WYPADA. To jest chyba gorsze niż powiedzenie jednego prostego słowa: „ŻEGNAJ”.
To jest bezsensnowne być otoczonym przez tłum ludzi, ale tak na prawdę być samotnym wśród nich..
Na przydkład teraz. W moim pokoju znajdują się prócz mnie trzy osoby, a tak na prawdę są one trzy i gdzieś tam ja, zupełnie z boku, w innej rzeczywistości.
Mówią coś…do mojej głowy dochodzą pojedyncze słowa, nieukładające się w logiczne zdania.
Mam ochotę stąd wyjść…ale dokąd? I tak wiem, że gdziekolwiek bym nieposzedł, trzeba będzie wrócić.
Próbuję uchwycić sens tego wszystkiego, bo czy dążenie do czegoś, bez określonego celu, jest logiczne??

sobota, 21 stycznia 2006

Czy to ma sens?

Tak sobie myślę, po co mi ten blog.
Z początku tutaj wyrzucałem z siebie wszelkie rozterki, bo z nikim się niemoglem nimi podzielić.
W momencie gdy wyjechałem na studia, kontakt z tymi lepszymi(??) znajomymi stał sie mocno ograniczony. Więc chciałem, by to miejsce stało się takim wirtualnym pamiętnikiem, by mogli tu wejść i przeczytać, co mi się przydarzyło przez okres mojej nieobecności…
Od 2 miesięcy żadna z tych osób nie zaglądnęła tutaj. Ja rozumiem, że są zajęci, mają własne życie, ale czy tak dużo wymagam?? 5 minut wystarczyłoby, by tu wejść i przeczytać.
Jednak nawet tego nie ma…ciekawe czy ktoś tak na prawdę pomyśli o mnie, co się ze mną dzieje itp…
Wiecie, z wieloma znajomymi teraz mam kontakt tylko za pomocą gg, tlena, czy maila. I teraz chyba dochodzę do wniosku, że dla wielu z moich znajomych istnieje tylko w momencie gdy moje słoneczko zmienia się z czerwonego na żółte…eh.

czwartek, 19 stycznia 2006

Jajecznica z 16 jaj i nocna wyprawa

Osiągnałem połowiczny sukces..przynajmniej tyle:) Kolokwium zdane….ale jeszcze zostało mi ich 6 w ciągu 4 dni:/

Mówią, że od nadmiaru głowa nieboli. Ja twierdzę, że z przeuczenia człowiek zaczyna wariować. czasami z moimi znajomymi mamy naprawdę dziwne pomysły…
Zaczęło się niewinnie. Kolacja: jajecznica z wędzoną kiełbasą, mniam mniam.
Po odbytej sjeście, koleżanka poprosiła mnie bym towarzyszył jej w zakupach. Nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że jej prośba pojawiła się około pierwszej w nocy. No nic…uznałem, że spacer dobrze mi zrobi.
Do wyprawy jednak postanowiło dołaczyć 2 moich współlokatorów. Nie wiem skąd, nie wiem jak, ale pojawiła się sugestia by pójść do tego sklepu w…fartuchach chirurgicznych, haha.
Ubraliśmy je na kurtki i wyruszyliśmy. Ekspedientka była dość mocno zdziwiona, widząc czwórkę młodych ludzi ubranych na biało, w dodatku robiących sobie zdjęcia…
Kolejnym naszym przystankiem stał się pobliski cmentarz. Nie wiem dlaczego, ale spacer uliczkami cmentarnymi wpłynął na mnie uspokajająco.
Gdy wychodziliśmy z cmentarza, przejerzdzał akurat wóz z ochroniarzami. Żałujcie, że nie widzieliście ich min, hahahaha.
Do akademika wróciliśmy po 3. Herbatka z miodem, potem ciepły prysznic, mmmm….jak słodko się spało.
Oczywiście o 7 trzeba było wstać, ale najważniejsze jest to, że wycieczka się udała.

środa, 18 stycznia 2006

Został mi jeden dzień. Mam nadzieję, że we czwartek zrealizuje to, co sobie zaplanowałem. Oby się udało..
Dziwi mnie jeden fakt. Gdy wracam do domu, od razu łapie doły z powodu braku kogoś i z powodu niepowodzeń na studiach. Sytuacja na uczelni może nie jest tragiczna, ale jest na prawdę źle…
Gdy wracam do akademika, te złe nastroje mnie na jakiś czas opuszczają. Są momenty kryzysowe, ale nie mają one tak ciężkiego przebiegu jak te przeżywane w domu. Może tu po prostu nie ma czasu na myślenie o tym. Tutaj trzeba się uczyć, uczyć i uczyć…

niedziela, 15 stycznia 2006

Nieskładne myśli

Bez sensu…bez ładu…bez składu…


1. Jak wiele krzyku może kryć milczenie??
2. Kładę się do łóżka z nadzieją, że JUTRO nie nastąpi…
3. Czas leczy rany, ale blizny zostają…

sobota, 14 stycznia 2006

Znów mnie dopadło

Uczucie totalnej pustki. Mam powoli dość mówienia o swoich problemach i rozterkach znajomym. Oni mają swoje problemy, a i tak niepomogą mi. Nie mogą…
Dobre słowo już mi niewystarczy…
Wracam do domu i co? Brak wpsarcia, ciepłego słowa. Nie mogę się przyznać jak mi ciężko, dlatego zmuszam się do udawania uśmiechu i mówienia, że wszystko ok…Niektórym moim kolegom i koleżankom też oszczędzam tych czarniejszych opowieści. Bo i po co mają wiedzieć…

Brak mi namacalnego wsparcia. Chciałbym na własnej skórze poczuć oddech życzliwej osoby, która nie wiem co zrobi, ale jakoś mi pomoże z tym wszystkim.
Z drugiej strony, chciałbym się gdzieś schować, odizolować od wszystkiego i wszystkich…
Są momenty kiedy mam ochotę wykrzyczeć do wszystkich: DAJCIE WY MI WSZYSCY ŚWIĘTY SPOKÓJ!!
Jednak się hamuję, czemu oni winni??…niczemu.
Czy winnym ja??…może trochę
Odpowiedź:…..nie wiem
Czy ją kiedyś znajdę??….nie wiem
Co wiem??….nic nie wiem.

Dziękuję za uwagę wszystkim…

piątek, 13 stycznia 2006

Małe promyczki

I proszę. O to kolejny wiersz dedykowany DLA MNIE!!!

Chyba są jednak ludzie, którzy mnie lubią:)





„Moje Landrynki”




bardzo chciałbym
za to wiele dałbym
by być tak pewnym
nie przesadnie wylewnym
rzecząc:
rozumiem…
chociaż rymować nie umiem
zapewne nigdy nie będę,
choć może byłoby błędem
stwierdzić tak?
wszak…
lubię Cię bardzo
może inni wzgardzą…
ale głupim ten kto
gardzi – sam wiesz jak to
trzeba tym kimś być
trzeba jakos żyć
wciąż tylko się kryć?

to wyjściem nie jest
choć słyszysz każdy szelest
a raniące słowo boli.
myślisz dość już tej niedoli
może chciałbyś się uwolnić?
przy tym jeszcze nie pobłądzić?
ale przecież szczęścia pragniesz
miłości łakniesz…

i gdy tych zabraknie…
jak zjawa przeminie, zniknie
to co najcenniejsze
to co najcieplejsze
to co najpiękniejsze
najsilniejsze, najpotężniejsze
najdelikatniejsze
najczulsze
najlżejsze…

i nie ma substytutu!
choćby z instytutu
gdzie zwą to tak niewinnie
zwinnie, dziecinnie
- chorobą!
bo myślą głową!
pojmują rozumem,
a nie sercem…

pamiętaj misiu yogi:)
żeś memu sercu drogi
wprawiasz mnie w stan błogi
tak bardzo niepojęty
ezoteryczny, nieogarnięty…
na bok szwindle i przekręty
mówię poważnie
całkiem rozważnie
razem – jakos raźniej…
                                     R.

środa, 11 stycznia 2006

Ukryć się!!!

Najchętniej skuliłbym się, schował pod kołdrą i nigdzie się niepokazywał. Mam dość tego wszystkiego, nic mi się nie chce udać, a jeśli już się dobrze zapowiada, to oczywiście skutki są tragiczne.
Czy normalne jest to, że wstając rano, mówię: „NIENAWIDZĘ SWOJEGO ŻYCIA??”