niedziela, 19 lutego 2006

To miała być spokojna niedziela

Budzę się rano…słoneczko…błękitne niebo…cudownie.
Patrzę na termometr za oknem-około 6 stopni na plusie. Wiosna się zbliża, mmmm…
Razem z kumpelą postanowiliśmy, że musimy jakoś wykorzystać ten piękny dzień. Mały spcerek,  może jakieś zakupy, to jest to.
W jednym momencie, wszystko się posypało.
Jeden telefon, jedno zdanie…” Ona się domyśliła…”
Czar prysł.

Nie wiedziałem jak się zachować, co powiedzieć. Przez głowę przelewały się tysiące myśli. Próbowałem jakoś R. w tym wszytskim podtrzymać na duchu. Mi też było ciężko, bo wiedziałem, że on tak na prawdę pozostaje tam w tym Wrocławiu sam z tym wszystkim. Dostawałem szału, że tak jest…
Jakoś udało nam się uspokoić…Rozmowa, długa rozmowa, bardzo pomogła…ufff.
Wtedy zacżęły się pojawiać w mojej głowie niepokojące myśli.
Może gdybym się niepojawił w jego życiu, pewne problemy niezaistniałyby.
Ale są to tylko krótkie chwile. Wiem, że znajomość ze mną, daje mu dużo. Dla mnie, R. jest równie ważny. Biorę jednak pod uwagę fakt, że kiedyś może dojść do wniosku, że znajomość ze mną przysparza mu więcej kłopotów niż radości, a wtedy…brr..nie chcę nawet o tym myśleć.

Jednego jestem pewien…chcę z nim być i zrobię wszystko, by utrzymać taki stan rzeczy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz