sobota, 31 grudnia 2005

Do siego Roku

A teraz czas na tradycyjny wpisik….Hm.Od czego by tu zacząć.
Końcówka roku przyniosła dość nieoczekiwany obrót spraw. A zaczęło się tak niewinnie…
Siedziałem sobie spokojnie parę dni temu na gg, aż tu nagle pojawia mi się na ekranie chmurka z napisem NIEZNAJOMY PRZESYŁA WIADOMOŚĆ.
Cóż…nigdy niestroniłem od pogadanek na tym komunikatorze, więc czemu miałbym i tym razem zrezygnować??
I tak od słowa do słowa, zaczęliśmy się lepiej poznawać. Okazało się, że nadajemy na tych samych falach.
Każda rozmowa przynosi szereg nowych doświadczeń, informacji na temat tej osoby, ale też co ciekawe, poznaje lepiej siebie. Rozmawia się nam na tyle dobrze, że ostatnio spędziliśmy ponad 7 godzin klikając w klawiaturki.
Ale co z tego, że nam się fajnie rozmawia, jak On pochodzi z drugiego końca Polski?? I znów sprawdza się moja prawda, że ludzie fajni mieszkają daleko ode mnie:)
Nie mniej jednak, chcę utrzymać tą znajomość, ponieważ uważam, że ta osoba jest warta tego. A dobrych osób, nigdy za wiele:)

czwartek, 29 grudnia 2005

Przespałem 2 godziny

Ciężka to była noc.
Położyłem się około 3 nad ranem. Nie mogłem wcześniej…Dopadł mnie wielki smutek:(
Na domiat zlego, gdy już zdecydowałem się przyłożyć głowę do poduszki, dostałem ataku kaszlu, który trwał chyba z dwie godziny. Mi to zawsze wiatr w oczy, eh…

Za dwa dni sylwester, koniec roku. Tak się zastanawiam, co przyniesie ten 2006 rok. Na razie początek, zapowiada się nadzwyczaj „udanie”. A jak się już w styczniu wszystko popsuje, to nie wiem co wtedy…
Mam nadzieję, że wszystko się ułoży, ale czy tak będzie…

wtorek, 27 grudnia 2005

I stało się...

I tak nadszedł ten jeden dzień, szczególny dzień w roku…
Właśnie dziś, już od 17 godzin dźwigam na karku 22 lat. Nie wiem czy się cieszyć, czy smucić. Jakoś nigdy urodziny nienapawały mnie szczególnym optymizmem. Ale coż…w końcu to tylko jeden taki dzień w roku, hehe.
Tym co pamietali o mnie, dziękuję bardzo gorąco:)

piątek, 23 grudnia 2005

Święta

Tradycyjnie, jak co roku
sypią się życzenia wokół.
Większość życzy świąt obfitych
i prezentów znakomitych.
A ja życzę, moi mili,
byście święta te spędzili
tak jak każdy sobie marzy.
Może cicho, bez hałasu
idąc na spacer gdzieś do lasu,
może w gronie swoich bliskich
jędząc karpia z jednej miski.
Może gdzieś tam w ciepłym kraju
czując się jak Adam w raju,
może lepiąc gdzieś bałwana, 
jeśli śniegu dość napada…

środa, 21 grudnia 2005

Świąteczny czas

I to kolejne Święta Bożego Narodzenia. Czas spokoju, ciszy i radości. Może dla niektórych tak, ale nie dla mnie.
W tegoroczne święta będę SAM. Bez rodziny, bez bliskich.
Dostałem propozycje spędzenia Wigilii u znajomych, ale podziękowałem im. Nie chcę nikomu tego czasu psuć moją skwaszoną miną. Zostanę więc w domu…

Ostatnio się rozchorowałem. Jednak dziś musiałem się udać do supermarketu, bo brakło mi jedzenia.
Widok rodzin spokojnie przechadzających się pomiędzy półkami, dźwięk roześmianych dzieci, ekscytujących się kolorowymi bombkami choinkowymi i innymi ozdobami oraz słowa: „Kochanie, uważasz, że 3 kg karpia wystarczy dla nas wszystkich?” spowodowały, że musiałem uciekać stamtąd jak najszybciej. Kupiłem więc kilka mrożonek w pobliskim sklepie i wróciłem do siebie…

Cholera!!! Mi się nawet DURNEJ CHOINKI NIE CHCE UBRAĆ!!! Bo dla kogo mam ją stroić?? Dla siebie?? Zapomnijcie…
Zakopię się pod stertami kołder i może jakoś uda mi się przespać cały ten „WSPANIAŁY CZAS”.

Pomimo wszystkiego, dla wszystkich znajomych i nieznajomych mam życzenia SPOKOJNYCH I POGODNYCH ŚWIĄT.
Pamiętajcie i doceńcie tych wszystkich, z którymi przyjdzie WAM spędzić ten piękny okres….

niedziela, 18 grudnia 2005

Powrót

Długo nie zabawiłem za granicami Polski.
Cóż, obowiązki niepozwoliły mi spędzić więcej czasu nad Morzem Śródziemnym.
Ale nawet te 3 dni pomogły mi bardzo. Znalazłem czas, by przemyśleć kilka spraw i podjąć pewne kroki.
Chyba będzie trzeba zweryfikować parę znajomości. Część z nich należy zerwać, a w przypadku pozostałych, zmienić ich charakter. Nie ma miejsca na sentymenty. Jeśli ktoś jest nieszczery w tym co mówi i w dodatku próbuje mi mydlić oczy pięknymi słówkami, to czy jest sens skupiać się nad takim kimś?? Bo mi się wydaje, że szkoda czasu…
Drugą sprawą jest to, że pomimo doskwierającej mi samotności, trzeba zrezygnować z poszukiwań. Zbliża mi się sesja, a mam trochę problemów na uczelni, więc całą uwagę muszę skupić na nauce.
Teraz to jest najważniejsze…

Nadal nie mogę zrozumieć jak to jest, że innym udaje się więcej osiagnąć, mniejszym nakładem sił…Może po prostu jestem mniej zdolny?? Ludzie potrafią studiować, pracować, znaleźć czas na sport i dają sobie radę z tym wszystkim.
A ja?? Mam tylko naukę, nie pracuję, o aktywności fizycznej nawet nie wspominam. I co? I nie mogę zdąrzyć z niczym.
Gdzie jest tego przyczyna?? Czy ktoś mi pomoże?? Proszę…

wtorek, 13 grudnia 2005

Ucieczka

Jutro wyjeżdżam na kilka dni do Włoch.
Znów nadszedł czas zastanowienia nad własnym życiem….

środa, 7 grudnia 2005

Ciężko bardzo ciężko...część 2

Ten dzień chyba nie ma końca…
Na każdym kroku porażki. Nie dość, że na uczelni idzie mi jak po grudzie to w dodatku mam masę pechowych zdarzeń.
Najpierw gdzieś zaginął mi klucz od pokoju i nie mogłem go znaleźć. Potem spaliła się żarówka w lampie, która wisi nad moim łóżkiem (przypadek??). Jakby tego było mało, ściagając z kolegą klosz, rozsypał się on nam w drobny mak…
Gdy już kładłem się spać, dostałem telefon…Jak pocieszać innych, gdy samemu chce się wyć z rozpaczy??
Jakoś jednak udało mi się wytrzymać i to…teraz juz idę spać. Mam dość…

Ciężko, bardzo ciężko.

Dziś był jeden z najcięższych dni na tych studiach.
Kolejne kolokwium niezdane, a to już był drugi termin. Tracę nadzieję, że uda mi się jakoś to wszystko pozaliczać i w końcu wyjść na prostą.
Akurat dziś jeden ze współlokatorów wyszedł do znajomych i nie wraca na noc, drugi-podobnie, nocuje u kogoś innego. Zostałem sam w pokoju…
Po raz pierwszy, od czasu gdy się tu wprowadziłem, usiadłem na podłodze i nazwyczajniej jak to możliwe zacząłem płakać…
Brakuje mi wiary we wlasne możliwości, a wszystko wokoło dodatkowo mnie dobija.
Co robić??
Jak przerwać ten zamknięty krąg??
Jak wygrać tę walkę??

sobota, 3 grudnia 2005

Nocne przemyślenia

Gdy wczoraj w nocy położyłem się, naszły mnie jakieś takie dziwne myśli.
Zacząłem zastanawiać się nad tym, kim jestem teraz i kim będę za kilka, kilkanaście lat.
Przyszłość jest niepewna. Jedynym stałym elementem, który wiem, że nigdy się nie zmieni, jest to, że jestem GEJEM.
Nie wierzę w Boga, więc co, lub kto u licha, zrobił mi taki brzydki kawał i mnie uformował takim, jakim jestem?? Są momenty, kiedy jestem w pogodzony z myślą, że mam odmienną orientację, a czasami mam ochotę wykrzyczeć, że NIE CHCĘ BYĆ TAKI!!
Ale co mam zrobić?? Nic, ani nikt mi niepomoże się zmienić. Tak już zostanie na bardzo długo…
Pytanie jakie sobie postawiłem wczoraj brzmiało: „Jak się nauczyć z tym żyć??”
Czy potraktować moją orientację jako nieuleczalną chorobę, czy może uznać ją za towarzysza życia… W tym momencie nie znam na to odpowiedzi…Widzę za dużo minusów w tej sytuacji.
Oczywiście, gdybym był typem pustelnika, najzwyczajniej w świecie, odgrodziłbym się od tego. Ale ja taki nie jestem!! Potrzebuje obecności TEJ osoby, ale jak tą odpowiednią znaleźć?
Ktoś może powiedzieć, że sprawa jest prosta. Wchodzisz na czat i znajdujesz setki osób takich jak Ty…Ale czy są one rzeczywiście podobne mi…
Pod względem orientacji to może i tak, ale na tym podobieństwa się kończą. Większość ludzi przebywających w tego typu miejscach traktuje człowieka jak towar. Liczy się dobre i ładne opakowanie. A jak zabawka się znudzi, wracamy do „sklepu” po nową, inną, piekniejszą…
Dla większości, słowa takie jak: MIŁOŚĆ, PRZYJAŹŃ, SZCZEROŚĆ I ODDANIE, na zawsze zostały wykreślone ze słownika zwrotów potocznych…jednak mój słownik wyróżnia je już na pierwszej stronie…
A nawet, jeśli już się spotka właściwą osobę, to przecież nie wyjdziesz z nią na ulicę trzymając się za ręce, bo od razu zostaniesz wyzwany od „pedałów”, „ciot” i innych przyjemniejszych epitetów…
Bycie gejem to jedna wielka maskarada. Ukrywamy to kim jesteśmy przed rodziną, czasami przed znajomymi, przed otoczeniem…Ci odważniejsi potrafią otwarcie o tym mówić, wychodząc lepiej, czasem gorzej na tym…
Ja wiem, że mojej rodzinie się nieujawnie, bo zdaję sobie sprawę z tego, że byłby to dla nich cios. Moi rodzice juz dość w życiu prześli, więc nie mam zamiaru dokładać im kolejnych zmartwień…
Problemem jest jednak to, czy w takiej wielkiej konspiracji, będę mógł kiedyś powiedzieć, że jestem naprawdę szczęśliwy??…