Na codzień staram się nie wczuwać w to, co mogą myśleć moi rodzice. Oni mają swój świat i pogląd na życie, z którym nie do końca się zgadzam.
Ale są chwile, gdy nie potrafię przejść obojętnie i chwilę się zastanowić. Takim momentem jest fakt ponownego wyjazdu mojej matki za granicę - wyjazdu znowu na prawie 10 miesięcy. I choć nie mam z nią najlepszego kontaktu, i nie możemy ustalić wspólnie granicy swojej prywatności, a nawet z jej strony coś takiego jak własnie prywatność nie istnieje...jednak w pewnym stopniu jest mi przykro, że jedzie. Ale nie jest mi smutno, że mnie opuszcza. Smutno mi, że musi wyjechać z własnego kraju, domu, musi zostawić swojego męża. To jednak jest ciężkie dla człowieka, pozostawić tak wszystko za sobą na dość długi czas...
A mój ojciec...siedzi. Nic nie mówi, ale widać, że przeżywa. Że został sam...
I tak sobie pomyślałem, że nie chciałbym zostać kiedyś zupełnie sam...bez ukochanej osoby, bez znajomych. Takie życie to nie życie, to wegetacja. Spróbowałem się poczuć, jak bm się czuł na jego miejscu...Straszne uczucie...
piątek, 29 sierpnia 2008
niedziela, 3 sierpnia 2008
Przepraszam
...że wybrałem ją, zamiast Ciebie.
Przepraszam, że w ciężkich dla Ciebie chwilach odszedłem...
Przepraszam, że zostawiłem samego i wybrałem prostsze rozwiązanie. Że nie chciałem wysluchiwać jej kolejnych pretensji.
Ciężko mi było wyjść z mieszkania, przekręcić klucz w zamku i tak po prostu...odejść.
Na domiar złego, jak nigdy, winda zatrzymywała się co drugie piętro, zabierając coraz to nowszych pasażerów dziwnie na mnie spoglądających...a mi tylko było strasznie smutno...łzy same leciały...
Pół drogi do domu przepłakałem, zastanawiąc się, co ja do cholery wyrabiam.
Wiem, że popełniłem błąd i bardzo źle mi z tym...
Powinienem teraz być obok, doglądać i pytać, czy czegoś Ci nie trzeba...
Przepraszam....:(
Przepraszam, że w ciężkich dla Ciebie chwilach odszedłem...
Przepraszam, że zostawiłem samego i wybrałem prostsze rozwiązanie. Że nie chciałem wysluchiwać jej kolejnych pretensji.
Ciężko mi było wyjść z mieszkania, przekręcić klucz w zamku i tak po prostu...odejść.
Na domiar złego, jak nigdy, winda zatrzymywała się co drugie piętro, zabierając coraz to nowszych pasażerów dziwnie na mnie spoglądających...a mi tylko było strasznie smutno...łzy same leciały...
Pół drogi do domu przepłakałem, zastanawiąc się, co ja do cholery wyrabiam.
Wiem, że popełniłem błąd i bardzo źle mi z tym...
Powinienem teraz być obok, doglądać i pytać, czy czegoś Ci nie trzeba...
Przepraszam....:(