Ok, otarłem się o "śmierć"...ale jakoś się udało.
Chociaż jakoś nie dociera to do mnie - cieszę się, że pewien etap mam już za sobą...
I kolejny raz sprawdziło się stare powiedzenie: "prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie" - im dziękuję, bo wiem, że sam nie dałbym temu rady.
I znowu wraca jeden temat...co zrobić z NIM....czas upływa, a ja...dalej chciałbym...tylko co?