Tak patrzę na tego swojego bloga i aż oczom nie mogę uwierzyć. Raptem kilka notek z ostatniego pół roku ;/ Albo tak bardzo mi się nie chce już tu pisać, albo nie umiem już tego robić, jak kiedyś. Bo o braku materiału na notkę nie narzekam.
Więc w tak wielkim skrócie, co u mnie.
Mieszkamy sobie już kolejny miesiąc w naszym pierwszym wspólnym mieszkanku. Nie jest one jakieś super piękne, ale jest tylko dla nas. Nikt nam w okna nie zagląda, nie podsłuchuje, co się za drzwiami dzieje i kto ile przesiaduje. Największym mankamentem i przyczyną moich okresowych wkurwów jest sąsiad z piętra niżej, który sobie urządza minimum 2 razy w tygodniu orgie z wiertarką!! Z początku myślałem, że tam jakiś wielki remont się dzieje, ale nie…pan sobie urządził jakiś warsztat i co jakiś czas dochodzą do nas nieprzyjemne dźwięki jego aktywności zawodowej;/
Na uczelni w miarę spokojnie. Są tygodnie, gdy nic się nie dzieje, by potem przyszedł okres takiego zapieprzu, że nie wiem w co ręce włożyć. Ale przyznać muszę, że niezły jestem – wszystko jak dotąd w pierwszych terminach hehe. Kujon ze mnie się zrobił, oh yeah, hahaha.
Poza tym przytyłem i…mi smutno z tego powodu. Czuje się jak słoń!! Nie mogę wejść w swoje spodnie do cholery!!
A tak z zupełnie innej beczki.
Ostatnio czuję się samotny. I to pomimo tego, że Miś jest obok…
Jakoś ostatnio mało czasu mi poświęca. Rozumiem, jest praca, jest uczelnia, są wyjazdy. Ale wtedy, gdy go nie ma również czuję się podobnie - samotnie. A jakoś ostatnio nie chce zrozumieć, że to nie moje potrzeby wzrosły, tylko jego czas dla mnie dość znacznie się skurczył :(. Już mi wyłazi bokiem ciągłe przyłażenie z laptopem do jego pokoju. Potrzeba mi pobyć razem, ale skoro nie poświęca mi uwagi, muszę się czymś zająć. Więc wybieram siedzenie w Internecie. I tu druga kwestia…
Niby tylu znajomych, pseudo-znajomych (którzy myślą, że nie widzę co się dzieje) a tak naprawdę nie ma z kim wyjść na kawę, po prostu się spotkać, porozmawiać. Na miejsce jednych, znajduje się dwóch innych. Pytanie tylko na jak długo. Kiedy coś pierdutnie, rozleci się w drobny mak?? Robię się za stary na takie dziecinady. Dość mam udawania, że wszystko jest ok., gdy tak w rzeczywistości nie jest!
A tak na koniec uznaje, że ten rok 2008 należał do całkiem udanych.
niedziela, 28 grudnia 2008
sobota, 18 października 2008
Negatyw
Nie wiem kto, nie wiem co na mnie w taki sposób działa...
Rzeczywistość ostatnio wywróciła się pozornie na drugą stronę. Nie wiem co myśleć o ludziach z mojego otoczenia.
Pod koniec tego tygodnia miałem na prawdę dość wszystkich-chciałem chwili dla siebie. Do tego doszło, że musiałem się hamować, by bez powodu nie "WARKNĄĆ" na znajomych...
Ostatnie dni na uczelni były inne niż dotychczasowe. Poczuć można było tą prawdziwą medycynę. Zakładanie stentów, bypassy udowo-podkolanowe, nawet udało się zobaczyć rozedmę podskórną, która ponoć rzadko się zdarza.
A teraz przez cały tydzień czeka mnie "niańczenie" bachorów. Taa....uwielbiam dzieci;/
Dobra, nie mam jakoś dzisiaj weny twórczej...Pa
Rzeczywistość ostatnio wywróciła się pozornie na drugą stronę. Nie wiem co myśleć o ludziach z mojego otoczenia.
Pod koniec tego tygodnia miałem na prawdę dość wszystkich-chciałem chwili dla siebie. Do tego doszło, że musiałem się hamować, by bez powodu nie "WARKNĄĆ" na znajomych...
Ostatnie dni na uczelni były inne niż dotychczasowe. Poczuć można było tą prawdziwą medycynę. Zakładanie stentów, bypassy udowo-podkolanowe, nawet udało się zobaczyć rozedmę podskórną, która ponoć rzadko się zdarza.
A teraz przez cały tydzień czeka mnie "niańczenie" bachorów. Taa....uwielbiam dzieci;/
Dobra, nie mam jakoś dzisiaj weny twórczej...Pa
niedziela, 12 października 2008
Tym razem...
…obyło się bez wszechogarniącego strachu, uczucia bezradności.
Udało się, z pewnymi trudnościami, ale kolejny rok udało mi się zaliczyć.
Czuję, że teraz będzie już tylko lepiej…a może chcę w to po prostu wierzyć?
Chciałbym odnaleźć sens tego, co robię. Poczuć, że to właściwa droga. Przekonać się, że te wszystkie podjęte trudy, nieprzespane noce, przepłakane wieczory…stresy i porażki, że to wszystko się odwróci. Chcę poczuć pozytyw :)
Udało się, z pewnymi trudnościami, ale kolejny rok udało mi się zaliczyć.
Czuję, że teraz będzie już tylko lepiej…a może chcę w to po prostu wierzyć?
Chciałbym odnaleźć sens tego, co robię. Poczuć, że to właściwa droga. Przekonać się, że te wszystkie podjęte trudy, nieprzespane noce, przepłakane wieczory…stresy i porażki, że to wszystko się odwróci. Chcę poczuć pozytyw :)
piątek, 29 sierpnia 2008
Samotność - straszna rzecz
Na codzień staram się nie wczuwać w to, co mogą myśleć moi rodzice. Oni mają swój świat i pogląd na życie, z którym nie do końca się zgadzam.
Ale są chwile, gdy nie potrafię przejść obojętnie i chwilę się zastanowić. Takim momentem jest fakt ponownego wyjazdu mojej matki za granicę - wyjazdu znowu na prawie 10 miesięcy. I choć nie mam z nią najlepszego kontaktu, i nie możemy ustalić wspólnie granicy swojej prywatności, a nawet z jej strony coś takiego jak własnie prywatność nie istnieje...jednak w pewnym stopniu jest mi przykro, że jedzie. Ale nie jest mi smutno, że mnie opuszcza. Smutno mi, że musi wyjechać z własnego kraju, domu, musi zostawić swojego męża. To jednak jest ciężkie dla człowieka, pozostawić tak wszystko za sobą na dość długi czas...
A mój ojciec...siedzi. Nic nie mówi, ale widać, że przeżywa. Że został sam...
I tak sobie pomyślałem, że nie chciałbym zostać kiedyś zupełnie sam...bez ukochanej osoby, bez znajomych. Takie życie to nie życie, to wegetacja. Spróbowałem się poczuć, jak bm się czuł na jego miejscu...Straszne uczucie...
Ale są chwile, gdy nie potrafię przejść obojętnie i chwilę się zastanowić. Takim momentem jest fakt ponownego wyjazdu mojej matki za granicę - wyjazdu znowu na prawie 10 miesięcy. I choć nie mam z nią najlepszego kontaktu, i nie możemy ustalić wspólnie granicy swojej prywatności, a nawet z jej strony coś takiego jak własnie prywatność nie istnieje...jednak w pewnym stopniu jest mi przykro, że jedzie. Ale nie jest mi smutno, że mnie opuszcza. Smutno mi, że musi wyjechać z własnego kraju, domu, musi zostawić swojego męża. To jednak jest ciężkie dla człowieka, pozostawić tak wszystko za sobą na dość długi czas...
A mój ojciec...siedzi. Nic nie mówi, ale widać, że przeżywa. Że został sam...
I tak sobie pomyślałem, że nie chciałbym zostać kiedyś zupełnie sam...bez ukochanej osoby, bez znajomych. Takie życie to nie życie, to wegetacja. Spróbowałem się poczuć, jak bm się czuł na jego miejscu...Straszne uczucie...
niedziela, 3 sierpnia 2008
Przepraszam
...że wybrałem ją, zamiast Ciebie.
Przepraszam, że w ciężkich dla Ciebie chwilach odszedłem...
Przepraszam, że zostawiłem samego i wybrałem prostsze rozwiązanie. Że nie chciałem wysluchiwać jej kolejnych pretensji.
Ciężko mi było wyjść z mieszkania, przekręcić klucz w zamku i tak po prostu...odejść.
Na domiar złego, jak nigdy, winda zatrzymywała się co drugie piętro, zabierając coraz to nowszych pasażerów dziwnie na mnie spoglądających...a mi tylko było strasznie smutno...łzy same leciały...
Pół drogi do domu przepłakałem, zastanawiąc się, co ja do cholery wyrabiam.
Wiem, że popełniłem błąd i bardzo źle mi z tym...
Powinienem teraz być obok, doglądać i pytać, czy czegoś Ci nie trzeba...
Przepraszam....:(
Przepraszam, że w ciężkich dla Ciebie chwilach odszedłem...
Przepraszam, że zostawiłem samego i wybrałem prostsze rozwiązanie. Że nie chciałem wysluchiwać jej kolejnych pretensji.
Ciężko mi było wyjść z mieszkania, przekręcić klucz w zamku i tak po prostu...odejść.
Na domiar złego, jak nigdy, winda zatrzymywała się co drugie piętro, zabierając coraz to nowszych pasażerów dziwnie na mnie spoglądających...a mi tylko było strasznie smutno...łzy same leciały...
Pół drogi do domu przepłakałem, zastanawiąc się, co ja do cholery wyrabiam.
Wiem, że popełniłem błąd i bardzo źle mi z tym...
Powinienem teraz być obok, doglądać i pytać, czy czegoś Ci nie trzeba...
Przepraszam....:(
czwartek, 31 lipca 2008
29 miesięcy
Dokładnie tyle musiałem...musieliśmy czekać...
W końcu mogę otworzyć drzwi i powiedzieć: "kochanie, wróciłem".
Dwa pokoje, wspólne sprawy, wspólne życie. Już nie na odległość, nie "od czasu do czasu" tylko teraz, tu, kiedy zechcę...
Minęły 2 tygodnie odkąd zamieszkaliśmy razem. Życie nabrało zupełnie innego smaku, lepszego...
Mam nadzieję, że będę mógł je smakować już na zawsze...
W końcu mogę otworzyć drzwi i powiedzieć: "kochanie, wróciłem".
Dwa pokoje, wspólne sprawy, wspólne życie. Już nie na odległość, nie "od czasu do czasu" tylko teraz, tu, kiedy zechcę...
Minęły 2 tygodnie odkąd zamieszkaliśmy razem. Życie nabrało zupełnie innego smaku, lepszego...
Mam nadzieję, że będę mógł je smakować już na zawsze...
niedziela, 6 lipca 2008
Wakacje?? Dziękuję, innym razem
Tak długo wyczekiwane, tak wymarzone I co?
Mam ich serdecznie dość.
Stwierdzam, że zbyt duża ilość wolnego czasu mi nie służy.
Teoretycznie mam te praktyki…ale cóż z tego, jak idę na 10 i wychodzę o 12.
Nawet jakbym chciał, nie jestem tam w stanie dłużej wytrzymać. Takie nudy…
Reszta dnia więc jest tylko dla mnie. I co ciekawego robię? WIELKIE NIC…
Ludzie się porozjeżdżali do domów, od czasu do czasu wpadnie Miś, czasem spotkam się ze „starym znajomym” a tak to nikogo…
Internet jest, ale mam go dość, bo ile można spędzać w nim czasu…? Potrzebuje wyjść, pobyć z kimś, z żywym człowiekiem, a nie wpatrywać się tępo w ciąg znaczków na ekranie komputera.
Naprawdę nie potrzeba mi więcej wirtualnych znajomych. Oczywiście Ci, co są daleko, a z którymi się zżyłem, istnieją dla mnie nadal. Ci, którym już się nie chce pisać-poszli w odstawkę. Są jeszcze Ci, którzy sami nie wiedzą, czego by chcieli…na tych jeszcze przyjdzie pora…
A z rzeczy poważniejszych…najbliższe dni, być może zmienią całą moją rzeczywistość.
Marzenia się spełnią, zacznę nowe życie. Próbuje się nie nastawiać, ale przychodzi mi to z trudem.
Zobaczymy…za dwa dni…
Mam ich serdecznie dość.
Stwierdzam, że zbyt duża ilość wolnego czasu mi nie służy.
Teoretycznie mam te praktyki…ale cóż z tego, jak idę na 10 i wychodzę o 12.
Nawet jakbym chciał, nie jestem tam w stanie dłużej wytrzymać. Takie nudy…
Reszta dnia więc jest tylko dla mnie. I co ciekawego robię? WIELKIE NIC…
Ludzie się porozjeżdżali do domów, od czasu do czasu wpadnie Miś, czasem spotkam się ze „starym znajomym” a tak to nikogo…
Internet jest, ale mam go dość, bo ile można spędzać w nim czasu…? Potrzebuje wyjść, pobyć z kimś, z żywym człowiekiem, a nie wpatrywać się tępo w ciąg znaczków na ekranie komputera.
Naprawdę nie potrzeba mi więcej wirtualnych znajomych. Oczywiście Ci, co są daleko, a z którymi się zżyłem, istnieją dla mnie nadal. Ci, którym już się nie chce pisać-poszli w odstawkę. Są jeszcze Ci, którzy sami nie wiedzą, czego by chcieli…na tych jeszcze przyjdzie pora…
A z rzeczy poważniejszych…najbliższe dni, być może zmienią całą moją rzeczywistość.
Marzenia się spełnią, zacznę nowe życie. Próbuje się nie nastawiać, ale przychodzi mi to z trudem.
Zobaczymy…za dwa dni…
czwartek, 12 czerwca 2008
Nauczyć się...
Chciałbym nauczyć się...przestać wybiegać w przyszłość o dwa dni, tydzień, miesiąc.
Choć raz usiąść wieczorem i zastanowić się...co będę jutro robił, jadł? Może z kimś się spotkam?...Nie, nie, nie...Teraz jest tylko pełno pracy, bieganiny...najgorsze, że końca nie widać...
Chcę znowu pisać, myśleć...a nie tylko odtwarzać, kopiować, przewijać i znów powtarzać, kopiować, odtwarzać...przewijać, powtarzać...kopiować.................
Choć raz usiąść wieczorem i zastanowić się...co będę jutro robił, jadł? Może z kimś się spotkam?...Nie, nie, nie...Teraz jest tylko pełno pracy, bieganiny...najgorsze, że końca nie widać...
Chcę znowu pisać, myśleć...a nie tylko odtwarzać, kopiować, przewijać i znów powtarzać, kopiować, odtwarzać...przewijać, powtarzać...kopiować.................
piątek, 30 maja 2008
Olać tytuł notki..
Tak na moment być głuchym na to co inni mówią...
Tak na moment być ślepym na to co się wokół dzieje...
Tak na moment nie myśleć...zapomnieć...
Brne do przodu, ale nie dostrzegam, że cokolwiek się zmienia...za każdą górką, znajdują się dwie inne. Już nie mam powoli sił by się wspinać...niedługo przestanę i stoczę się w dół...
Tak na moment być ślepym na to co się wokół dzieje...
Tak na moment nie myśleć...zapomnieć...
Brne do przodu, ale nie dostrzegam, że cokolwiek się zmienia...za każdą górką, znajdują się dwie inne. Już nie mam powoli sił by się wspinać...niedługo przestanę i stoczę się w dół...
wtorek, 22 kwietnia 2008
Coraz mniej czasu, coraz mniej sił...
Dawno mnie tu nie było...
A wszystko spowodowane codzienna gonitwą...tylko czasem zapominam za czym tak pędzę...i po co...
Ciągle się coś dzieje. Zaliczenie za zaliczeniem, załatwianie praktyk, masa problemów na głowie.
Żeby jeszcze tak zdrowie dopisywało. A tu nawet na tym polu porażki.
Ten rok mam wyjątkowo pechowy. Albo łapie mnie jakieś dziwne przeziębienie z prawie 40-stopniową gorączką, która znika na następny dzień, albo nagle mam zęba do kanałowego leczenia, albo jak parę dni...puchne mi twarz do tego stopnia, że muszę zakładać szalik (w kwietniu!!!).
Chciałbym mieć chwilę spokoju, chciałbym przez moment nie martwić się...i przestać tęsknić...
Co raz gorzej znoszę rozłąki, odległość przeszkadza bardziej niż zwykle. Na szczęście potrafię się jeszcze cieszyć tymi nielicznymi wspólnymi chwilami...
Przestaje się cieszyć sukcesami na uczelni, coraz bardziej nie chce mi się studiować, przestaje się cieszyć szczęściem innych.
Tyle jeszcze wyzwań przede mną, a sił jakoś mało...
Nie wiem jak przetrwam ten ciężki dla mnie okres. Staram się zanadto nad tym nie skupiać, żyjąc od wschodu do zachodu słońca...ale czy to jest wyjście z tej sytuacji?
A wszystko spowodowane codzienna gonitwą...tylko czasem zapominam za czym tak pędzę...i po co...
Ciągle się coś dzieje. Zaliczenie za zaliczeniem, załatwianie praktyk, masa problemów na głowie.
Żeby jeszcze tak zdrowie dopisywało. A tu nawet na tym polu porażki.
Ten rok mam wyjątkowo pechowy. Albo łapie mnie jakieś dziwne przeziębienie z prawie 40-stopniową gorączką, która znika na następny dzień, albo nagle mam zęba do kanałowego leczenia, albo jak parę dni...puchne mi twarz do tego stopnia, że muszę zakładać szalik (w kwietniu!!!).
Chciałbym mieć chwilę spokoju, chciałbym przez moment nie martwić się...i przestać tęsknić...
Co raz gorzej znoszę rozłąki, odległość przeszkadza bardziej niż zwykle. Na szczęście potrafię się jeszcze cieszyć tymi nielicznymi wspólnymi chwilami...
Przestaje się cieszyć sukcesami na uczelni, coraz bardziej nie chce mi się studiować, przestaje się cieszyć szczęściem innych.
Tyle jeszcze wyzwań przede mną, a sił jakoś mało...
Nie wiem jak przetrwam ten ciężki dla mnie okres. Staram się zanadto nad tym nie skupiać, żyjąc od wschodu do zachodu słońca...ale czy to jest wyjście z tej sytuacji?
środa, 19 marca 2008
Tak sobie...chorobowo
Ten tydzień miał być taki luźny...Trzy dni na uczelni, tylko dwa zaliczenia, a potem pociąg i święta z Miśkiem.
Ale oczywiście musiałem się rozchorować. Ba...ale nie żeby jakoś zwykle...Temperatura mi wahała się od 37 do 39 stopni i potrafiła się podnieść w ciągu godziny, by po kolejnej opaść...
Dziś w nocy prawie nie spałem, było mi na przemian to zimno, to gorąco. Eh...a jeszcze miałem po południu zaliczenie.
Wyjazd do Roberta stanął pod wielkim znakiem zapytania...Bilet kupiony, a ja zdycham....
Trząsłem się jak osika na wietrze, ale siedziałem z tą cholerną książka, żeby przynajmniej cokolwiek się nauczyć. Nawet nie wiedziałem, czy będe w stanie dojść na te zajęcia.
Na szczęście ok 5 nad ranem temperatura spadła do...38 stopni. Poczułem się "świetnie" i postanowiłem, że jednak jakoś przesiedze na tych zajęciach. Efekt? Zdałem, haha...
Wieczorkiem temperatura minęła, pozostały tylko pewne dolegliwości.
Teraz się pakuję. Muszę pojechać. Nie widzieliśmy się miesiąc. Strasznie tęsknie...ale już tylko przez parę godzin....
Ale oczywiście musiałem się rozchorować. Ba...ale nie żeby jakoś zwykle...Temperatura mi wahała się od 37 do 39 stopni i potrafiła się podnieść w ciągu godziny, by po kolejnej opaść...
Dziś w nocy prawie nie spałem, było mi na przemian to zimno, to gorąco. Eh...a jeszcze miałem po południu zaliczenie.
Wyjazd do Roberta stanął pod wielkim znakiem zapytania...Bilet kupiony, a ja zdycham....
Trząsłem się jak osika na wietrze, ale siedziałem z tą cholerną książka, żeby przynajmniej cokolwiek się nauczyć. Nawet nie wiedziałem, czy będe w stanie dojść na te zajęcia.
Na szczęście ok 5 nad ranem temperatura spadła do...38 stopni. Poczułem się "świetnie" i postanowiłem, że jednak jakoś przesiedze na tych zajęciach. Efekt? Zdałem, haha...
Wieczorkiem temperatura minęła, pozostały tylko pewne dolegliwości.
Teraz się pakuję. Muszę pojechać. Nie widzieliśmy się miesiąc. Strasznie tęsknie...ale już tylko przez parę godzin....
sobota, 8 marca 2008
Eureka?
Dosłownie eureka, chyba wyjaśniła mi się pewna kwestia mojego życia.
Dlaczego zawsze dobrze się dogadywałem z chłopakami z daleka, czemu to oni byli dla mnie zawsze bardziej atrakcyjni, niż Ci obok...?
Byłem osobą zakompleksioną, która myślała, że nie znajdzie nikogo, komu by się spodobała. Część z tych kompleksów nadal została, ale...
Może dlatego szukałem daleko, bo podświadomie wiedziałem, że taki związek się nie utrzyma? A skoro się nie utrzyma, będzie wytłumaczenie, że to nie o mnie chodzi, nie o mój wygląd, a tylko o odległość...i będę mniej cierpiał...wytłumaczy to moją samotność...
Muszę to przemyślec...
Dlaczego zawsze dobrze się dogadywałem z chłopakami z daleka, czemu to oni byli dla mnie zawsze bardziej atrakcyjni, niż Ci obok...?
Byłem osobą zakompleksioną, która myślała, że nie znajdzie nikogo, komu by się spodobała. Część z tych kompleksów nadal została, ale...
Może dlatego szukałem daleko, bo podświadomie wiedziałem, że taki związek się nie utrzyma? A skoro się nie utrzyma, będzie wytłumaczenie, że to nie o mnie chodzi, nie o mój wygląd, a tylko o odległość...i będę mniej cierpiał...wytłumaczy to moją samotność...
Muszę to przemyślec...
niedziela, 17 lutego 2008
Śmiech
Czasem ludzie śmieją się z tego, że odliczam miesiące naszego związku.
A to po prostu daje mi dodatkowe poczucie, że to co tworzymy, jest czymś pięknym, prawdziwym i oby trwałym...
Czasami nie zdaje sobię sprawy z tego, jakie mam szczęście móc żyć z kimś takim, tak mocno mi oddanym...
Czasem zapominam, jaki to skarb, móc go usłyszeć każdego dnia, przeczytać miłego smsa wywołującego uśmiech na mojej twarzy.
Już nie pamiętam, jak kiedyś było mi źle samemu. To magiczne-tak jak by to nigdy nieistniało....
Więc, nie pozostaje mi nic innego jak dbać o ten związek, o to uczucie, o tą miłość.
By nigdy nie zszarzała, by nigdy nie zgasła...
niedziela, 10 lutego 2008
Dokładnie
Dokładnie dwa lata temu-10.02.2006, po raz pierwszy mogliśmy uścisnąć sobie dłonie, spojrzeć w oczy, być tak blisko. Z początku jako przyjaciele, znajomi z gg...parę dni później już nieco inaczej. Do tego momentu trochę wirtualnie, trochę realnie dzieliliśmy swoje zmartwienia, troski. Parę chwil później, zaczęliśmy dzielić się radością ze wspólnego życia. I tak jest po dziś dzień i mam nadzieję, że będzie już tak na zawsze.
To dzięki Tobie uczę się żyć, być z kimś. Dziękuję, Ci za to, że Cię mam, za to wszystko co do tej pory przeżyliśmy i za to, co jeszcze przed nami. Z Tobą łatwiej mi patrzeć na to, co będzie, bo wiem, że do póki będziemy razem, będę najszczęsliwszym człowiekiem pod słońcem.
Kocham Cię.
poniedziałek, 28 stycznia 2008
Takie sobie gadanie
Wszystko się błyskawicznie zmienia i zamienia.
Czasem się zastanawiam, jak to się dzieje, że w naszym środowisku (gejów) tak szybko zastępuje się jedną osobę inną. "To był mój najlepszy przyjaciel-teraz mam innego, tego gościa kiedyś kochałem najmocniej-teraz kocham jeszcze bardziej...innego".
Tak spojrzałem wstecz, na to co było...kiedyś. Było trochę tych "best friend'ów". Zawsze mi się wydawało, że będą na długo, może na zawsze...Dbałem, starałem się pielęgnować te znajomości. A i tak po pewnym czasie odchodzą...pojawiają się inni, którzy mają szansę stać się tym bliskim, stają się nim i ... znów odchodzą.
Eks chciał być przyjacielem...nie wiem nawet teraz czy jeszcze żyje.
Inny chciał być przyjacielem...teraz pisze tylko wtedy, gdy czegoś potrzebuje.
Kolejna osoba-zbyt już zajęta swoim życiem, by pomyśleć o kimś na drugim końcu Polski.
Nowy chłopak-polubiłem, spotkałem się, jest teraz ważny...ale na jak długo?Kiedy mnie "porzuci"?
Dobrze, że przynajmniej Robert pozostaje moim najlepszym przyjacielem i równocześnie najwspanialszym partnerem. Nie wiem, co by było, gdybym i jego stracił...
sobota, 12 stycznia 2008
Trick
Ok. Na wstępie przyznaje się. Do napisania właśnie tej notki skłonił mnie film "Trick" w reżyserii Jima Fall'a z 1999 roku.
W skrócie film mógłbym opisać jako historię młodego, zabugionego chłopaka, któremu do szczęścia brakuje miłości i chyba wystawienia własnego musicalu. Aż tu nagle okazuje się, że miłośc dopada go w najdziwniejszym miejscu - barze z tancerzami go-go.
Film pokazuje w bardzo ciekawym ujęciu momenty pierwszego zakochania, gdy wszystko staje się bardziej kolorowe, łatwiejsze.
Przypomniało mi to czasy, gdy poznałem Roberta, gdy go pokochałem. Wtedy czułem się tak lekki, że unosiłem się 10 cm nad ziemią, budziłem się z uśmiechem na twarzy, a każde spotkanie wywoływało wiele niesamowitych emocji. Wiedziałem, że znalazłem swoje miejsce na ziemi...przy nim:)
Wracając do filmu. Strasznie polubiłem piosenkę końcową - "Trick of Fate" wykonywaną przez Valerie Pinkston. Chciałem ją tu umieścić, byście mogli ją też posłuchać, ale niestety serwis blogowy nie uwzględnił takiej możliwości;/
Cóż wklejam tekst oryginalny i to: http://waterflower2007.tripod.com/trickoffate.html
Szczerze polecam!
I never thought I'd find someone like you
Though in my every fantasy I saw you everyday
I thought there was no way - to make my dream come true
I always thought that I would be alone
Afraid to dream that anyone was ever gonna see
The love inside of me - but how could I have known
A trick of fate would bring us together
A trick of fate would alter our lives
We had to wait it seemed like forever
But never say never to a trick of fate
What were the chances I'd be here with you
That after all the lonely years of searching everywhere
I'd turn and you'd be there - from clear out of the blue
Our lives are in the hands of destiny
And though we try to take control
That's not the way it goes - a higher power knows
How it's supposed to be
A trick of fate brought us together
A trick of fate altered our lives
We had to wait it seemed like forever
But never say never to a trick of fate
And now, something has begun - something very new
And suddenly the future's looking bright
Somehow when two hearts beat as one, fairy tales come true
And anything seems possible tonight
A trick of fate brought us together
A trick of fate altered our lives
We had to wait it seemed like forever
But never say never to a trick of fate
It just goes to show
That you never know
Where love's gonna grow
- It's a trick of fate
sobota, 5 stycznia 2008
Jak w domu
Przyzwyczaiłem się do Twojej obecności.
Do tego, że mogłem się budzić i zasypiać obok Ciebie.
Do tego, że mogłem Cię witać każdego dnia czymś dobrym, a Ty odwdzięczałeś się mi uśmiechem.
Lubię jak się uśmiechasz....
Cholera, przyzwyczaiłem się tak mocno, że gdy zdrzemnąłem się zaraz po Twoim wyjeździe, obudził mnie dotyk Twojego noska niuchającego mi do ucha...Niestety, był to tylko sen, ale jaki realny....
Codzienne życie z Tobą jest czymś wspaniałym, czymś czego mi zawsze brakowało w życiu. Wystarczy byś był obok-od razu chce mi się inaczej żyć i świat wydaje się jakoś mniej straszny...
Kiedy nastanie czas, że będziemy się mieć na co dzień, nie na chwilę...?
Teraz siedzę we własnym pokoju. Niby ten sam, a jednak nie ten sam. Brak w nim Ciebie.
Spoglądam za siebie, na kanapę...i nie widzę Ciebie, a jeszcze jakiś czas temu mogłem po prostu wstać i przyjść do Ciebie, bo wiedziałem, że tam sobie jesteś...niedaleko mnie.