niedziela, 26 lutego 2006

Przychodzisz…( i odchodzisz??)

Cały czas sobie próbuje tłumaczyć. Mamy mało czasu…studia…pare innych rzeczy. Trudno czasem w tym wszystkim znaleźć chwilę dla siebie, a co dopiero dla kogoś innego.
Przykro mi się niestety robi widząc, jak z każdym dniem oddalamy się od siebie…
Kiedyś było inaczej…kiedyś…
Wszystko się zmienia, ale nie chcę by nasza przyjaźń się rozpadła…a czuję, że właśnie ku temu to wszystko zmierza…:(
Kupiliście pieska, mhmmmm…super. Te zwierzątka są takie kochane i szczere w okazywaniu swoich uczuć do właściciela. A ile też radości dają!
Gdy mi o tym powiedziałeś, przez głowę przemknęła mi myśl: ” No tak, kolejna rzecz, która Ci pochłonie czas. A gdzie w tym wszystkim minuta dla mnie??”

Może ja za dużo wymagam? Nie wiem tego…na prawdę. Chciałbym, aby było tak jak kiedyś, ale tracę nadzieję, że kiedyś to wróci. Oczywiście nie godzę się z takim stanem rzeczy. Co mam robić, by temu przeciwdziałać?

PS.
Nie miej mi za złe, że w tym miejscu to wszystko wyrzucam z siebie. Mogłem Ci to powiedzieć w „cztery oczy”. Ale jakoś uznałem, że łątwiej mi będzie, gdy tutaj umieszcze te swoje wszystkie myśli. Jeszcze raz proszę, wybacz…

sobota, 25 lutego 2006

Zmiana wpisu

Dziś postanowiłem zmienić wpis w telefonie z „Robercinek” na ….”Moje kochanie”.
Wiem, może to głupie, ale czułem, że tak trzeba. Jakoś tak miło mi się robi widząc ten napis na ekraniku komóreczki:)
I cóż rzecz…Jestem szczęśliwy, a imię mojego szczęścia brzmi  właśnie ROBERT.
Słowa niewyrażą ogromu mojej radości…więc nawet nie będe próbował.
Dobrze mi z nim. Nie wiem, ale z dnia na dzień chcę spędzać z nim tyle czasu ile się da…niestety ciągle mi mało.
Teraz z niecierpliwością czekam jego odwiedzin. Piątek wydaje się taki odległy, ale zarazem taki bliski…
Chciałbym mu zrobić małą niespodziankę…może się spodoba, zobaczymy:)

Wczoraj, czytałem jego bloga…Emocje wzięły panowanie nademną. Wiedząc jak ważny jestem dla niego, mając świadomość, że jest mu dobrze i to, że darzy mnie jednym z najpiękniejszych uczuć, to wszystko sprawiło, że łza pociekła mi po policzku. Mała, srebrna kropelka radości…Tak tak, radości, ale też lekkiego niedowierzania.
Boże, to się dzieje na prawdę i dzieje się mojej osobie, nie komuś obok, tylko mi!!!

Do Robercika:


„Największym podziękowaniem za wszystko jest to, że mogę być z Tobą, przy Tobie…nie obok…”

czwartek, 23 lutego 2006

Rozmówki Cinkowo-Robercinkowe

No i tak…tydzień chyli się ku końcowi…Zleciał bardzo szybko:)
A to dzięki temu, że codziennie, 2-3 godzinki poświęcam na rozmowy z R.
W trakcie nich, świat przestaje istnieć…jest tylko On i Ja. To cudowne tak się czuć. Chciałoby się więcej i więcej…Ale zachowajmy przynajmniej pozory, hehe.
Oki, kończę tą króciutką notkę, bo zaraz będzie dzwonić, a ja nie zdązyłem nawet telefonu podłaczyć jeszcze do ładowarki…

wtorek, 21 lutego 2006

Telefonik...

Dziś doszła do mnie obiecana przez R. karta SIM z nowym numerem.
Dzięki niej, będziemy mieli teraz możliwość przeprowadzania nielimitowanych, a co najważniejsze, darmowych(!!!) rozmów<jupi>…Nie wiem, jakoś mi tak się bardziej szczęśliwie zrobiło od tego momentu. Chcę by R. był ciągle obecny w moim życiu, wiedział co robię, gdzie jestem…chcę, żeby po prostu był częścią mnie.

niedziela, 19 lutego 2006

To miała być spokojna niedziela

Budzę się rano…słoneczko…błękitne niebo…cudownie.
Patrzę na termometr za oknem-około 6 stopni na plusie. Wiosna się zbliża, mmmm…
Razem z kumpelą postanowiliśmy, że musimy jakoś wykorzystać ten piękny dzień. Mały spcerek,  może jakieś zakupy, to jest to.
W jednym momencie, wszystko się posypało.
Jeden telefon, jedno zdanie…” Ona się domyśliła…”
Czar prysł.

Nie wiedziałem jak się zachować, co powiedzieć. Przez głowę przelewały się tysiące myśli. Próbowałem jakoś R. w tym wszytskim podtrzymać na duchu. Mi też było ciężko, bo wiedziałem, że on tak na prawdę pozostaje tam w tym Wrocławiu sam z tym wszystkim. Dostawałem szału, że tak jest…
Jakoś udało nam się uspokoić…Rozmowa, długa rozmowa, bardzo pomogła…ufff.
Wtedy zacżęły się pojawiać w mojej głowie niepokojące myśli.
Może gdybym się niepojawił w jego życiu, pewne problemy niezaistniałyby.
Ale są to tylko krótkie chwile. Wiem, że znajomość ze mną, daje mu dużo. Dla mnie, R. jest równie ważny. Biorę jednak pod uwagę fakt, że kiedyś może dojść do wniosku, że znajomość ze mną przysparza mu więcej kłopotów niż radości, a wtedy…brr..nie chcę nawet o tym myśleć.

Jednego jestem pewien…chcę z nim być i zrobię wszystko, by utrzymać taki stan rzeczy.

sobota, 18 lutego 2006

Debilizm

Wracam z imprezy…właczam telefon i widzę jedną wiadomość:

„Jesteś? Jest źle ze mną”
Sprawdzam godzinę wysłania…minęły 3 godziny.
Jak wiele może się zdarzyć w ciągu takiego czasu…Nie wytrzymałem, musiałem zadzwonić.
Z R. było bardzo źle. Problemy z sercem to nie żarty. Dodatkowo powiedział, że nie miał nawet siły wołać o pomoc! Napisał więc smsa. A ja co? Przez głupią oszczędność baterii, postanowiłem na noc wyłączyć telefon. Co by było, gdyby…:/
Przez taki idiotyzm mógłbym stracić najważniejszą osobę.

Postanowienie: Od dziś, nie wyłączam komórki, nawet poczas ładowania.

Dzięki Tobie....

 – chce mi sie rano oczka otworzyć
        – chce chłonąć każdy dzień
        – więcej się uśmiecham
        – mam więcej energii
        – czuję, że pokonam wszystkie przeciwności
        – czuję ciepło w sercu
        – zasypiam spokojnie
        – chcę ŻYĆ!!!!!

piątek, 17 lutego 2006

Nowy rozdział....

Ciężko ująć słowami to, co działo się we Wrocławiu. Nie oddadzą one wszystkiego tak, jakbym tego chciał…



Oki, jestem szczęśliwy. Co tu dużo kryć. Jest mi dobrze i tak spokojnie:) Cieszę się, że mam R. i że tak to wszystko się ułożyło…a jakby ktoś jeszcze nie zrozumiał, to powiem wyraźnie, że JESTEŚMY RAZEM!!!



Będąc u niego, zauważyłem, że chcę sprawiać, by był zadowolony, uśmiechnięty, żeby było mu dobrze…dać mu radość! Widząc uśmiech na jego twarzy czułem, że i mi jest coraz lepiej.

W trakcie mojego pobytu, zbliżaliśmy się do siebie sukcesywnie. Bez pośpiechu…wszystko toczyło się samo…Czułem ciepło i dobroć bijącą z niego. Przebywając blisko niego, czułem, że mogę osiągnąć wszystko, czułem pozytywne wibracje (hehe)…

Aż w końcu zbliżyliśmy się do siebie na tyle , na ile mogą dwie osoby… nieumiem opisać tego, co myślałem, gdy widziałem i czułem go tak blisko siebie…czy to było niebo??

Każdy gest, każde słowo, każdy dotyk…tak przepełniony uczuciem, ciepłem. Gdy to dostałem, wtedy zrozumiałem, jak bardzo mi czegoś takiego brakowało. Łzy same cisnęły się do oczu…



Cóż, kończę…nie umiem pisać chyba o tym co piękne…czuję ochotę do życia. A świadomość, że mam R. daje mi stabilizacje i spokój. Wiem, że jest i że czeka na mnie…a ja na niego.



Teraz czekam aż wróci do domku…pojechał na uczelnie, załatwiać swoje sprawy. Ma też zmienić sobie numer, byśmy mogli rozmawiać za darmo…nie mogę się już doczekać chwili, kiedy będę go mógł usłyszeć i nie martwić sie o koszty:)



DPKOL FOR YOU MY DARLING:*:*:*

sobota, 11 lutego 2006

Wroclove: Mieszkano

Siedzimy…oglądamy film…

Sms: „zdałeś?? mi sie wszystko udało!!„

Zaczynam myśleć…sprawdzić wyniki, czy nie. Jeśli nie zdałem, to raczej już nic z tym nie zrobię i będzie trzeba pakować  rzeczy.
A może się udało?? Skoro on zdał, to tym bardziej ja powinnienem, uczyłem się więcej…ale co jeśli nie?

Telefon: „Czy mógłbyś mi sprawdzić wyniki, czy zdałam? Nie mam dostępu do komputera?„


JA: – Czy mógłbym u Ciebie sprawdzić wyniki koleżance??
R.: – Oczywiście. Komputer jest do Twojej dyspozycji. Sprawdzisz też sobie??
JA: – Nie. Sprawdzę tylko jej.
(…)
JA: – Korci mnie, żeby sprawdzić.
R.: – Może jednak nie sprawdzaj. Nie chcę, żebyś u mnie załapał dołka!
JA: – Daj mi się zastanowić. Nie wiem co mam robić.
R.: – Nie. Odłaczam kabel od internetu. Nie chcę żebyś to widział.
JA: – Włącz to! Bardzo Cię proszę!!
(…)
JA: – Możesz mi pogratulować. Udało się!! Nie mogę w to uwierzyć!!

Zacząłem chodzić po mieszkanku. Nie docierało tak na prawdę do mnie to, co się stało parę sekund wcześniej. Myśli siś kotłowały w głowie, serce waliło jak młot.
Nie wierzę, przetrwałem to, ZWYCIĘŻYŁEM!!!
Reszta wieczoru upłynęła już bez większych emocji. Po jakimś czasie się uspokoiłem i mogłem skupić się na R.
Tak dobrze nam się rozmawiało, że przegadaliśmy do 6 rano. Potem już poddaliśmy się, choć ani jemu, ani mi, nie chciało się spać.
Oczywiście kulturalnie położyliśmy się w osobnych łóżeczkach:)
Jednak, po pewnym czasie zaproponowałem mu, by się położył obok mnie. Nie mogłem patrzeć, jak marznie…
Wstaliśmy po południu. Pewnie nie zwleklibyśmy się, gdyby nie to, że umówiłem się z Bartkiem na mieście. Skoro jestem już we Wrocławiu, dlaczego mam się z nim nie spotkać.
Szybki prysznic, spóźnione śniadanko i wyruszyliśmy na miasto.
Wspólnie wypite piwko, miła atmosfera, klub zajebisty…a najważniejsze jest to, że R. miał dobry humorek, bo grali jego ulubiony gatunek muzyczki:) A jak on jest zadowolony, to ja też…
Potem wybraliśmy się na mały spacer po mieście. Troszkę zmarzliśmy, ale co tam…fajnie było. Z każdą chwilą poznawaliśmy się lepiej.
A w domku….nie wiem co nam uderzyło do głowy. Zaczęliśmy się bić poduchami, a potem urządziliśmy regularne zapasy…ściany aż drżały, hehe…
Potrzebne mi to było, nie wiem czemu, ale taki wysiłek podziałał na mnie bardzo pozytywnie!!

I znów, kolejny dzień pobytu mogę zaliczyć do bardzo udanych…

piątek, 10 lutego 2006

Wroclove: Dworzec Główny

No i wyladowałem na Dolnym Śląsku…


15:54-Pociąg pośpieszny relacji Katowice-Wrocław Główny.
Jadąc do R. miałem obawy, czy aby na pewno będzie na mnie czekał na peronie. W końcu to było jego pierwsze spotkanie z osobą poznaną przez internet…

Smsek:
           „Czekam na Ciebie przy zejściu z peronu„
           -już wiedziałem, że za moment nasze spojżenia się spotkają.
W końcu stanęliśmy twarzą w twarz. Kilka słów na dobry początek i już byliśmy w trakcie poszukiwań jakiegoś lokalu, gdzie można wypić piwko i spokojnie pogadać. Troszkę nam to zajęło czasu, bo mam dość wysublimowany gust jeśli chodzi o knajpki, puby czy restauracje, hehe.
No ale miejsce w sumie nie było tak ważne. Najważniejszy był mój gospodarz. Okazało się, że nie ma dysonansu pomiędzy tym, co R. pokazał na gadu, a tym jak się zachowywał w normalnej rzeczywistości. To pozwoliło mi się uspokoić.
Rozmowa, po prostu płynęła…nie trzeba było jej przeciagąć, zadawać pustych pytań wypełniających pustkę. Po prostu świetnie…