Ok. Zaniedbałem bloga, zaniedbałem Was. Czas to wszystko naprawić.
Może po krótce opisze co u mnie...
W czerwcu wóciła moja mama z zagranicy. Im bliżej było jej przyjazdu, tym ja dostawałem większego stresu. Najpierw musiałem dokładnie posprzątać pokój, żeby moja mamusia nie narzekała na stan mieszkania. A tak na serio, sprzątanie polegało na usunięciu wszelakich śladów moich podróży do Wrocławia...
Póki co, chyba nic nie znalazła, bo w domu spokojnie i cicho. Żadnych pretensji ani głupich uwag...ciekawe na jak długo.
W czerwcu czekał mnie również poważny egzamin. Od niego zależało nie tylko to, czy wrócę na normalny tok studiów, ale też zdanie tego egzaminu oznaczało, że mogę ubiegać się o przenosiny na inną uczelnię. Niestety utknąłem w katowicach. Oblałem...
Bardziej dobił mnie jednak fakt tego, że o kolejny rok musimy z Robertem przesunąć plany wspólnego życia obok siebie.
Po za tym nie wiem, kiedy się znowu zobaczymy. Ja mam już wakacje, siedzę w akademiku i bąki zbijam, a Misiak się męczy podczas sesji.
Uznaliśmy, że na czas jego egzaminów, nie będę mu zawracał głowy swoimi odwiedzinami, bo oboje wiemy, że wtedy z nauki nic by nie wyszło...
W piątek muszę się wyprowadzić z akademika, a więc skończą się swobodne wypady. Znowu trzeba będzie w domu kłamać, że jadę na parę dni do "znajomych"...