niedziela, 5 kwietnia 2009

Przyjaciel to skarb

Historii ciąg dalszy.
Po okresie totalnego olewania, przyszedł czas względnej normalności.
Odpowiada na moje "cześć".
Od czasu do czasu pojawi się nawet uśmiech.
Jak zagadam, to zamienimy ze sobą kilka zdań....
Niby wszystko ok, a jednak coś...
Nie wiem co ona czuje, co myśli...teraz wszystko wydaje mi się nieszczere. A z mojej strony? Wcześniej był totalny wkurw, że nie wiem co się dzieje. Teraz przeszło to w względne zobojętnienie. Względne, bo nie mogę się oszukiwać - osoba, która była ważna dla mnie przez kilka lat, w ciągu tak krótkiego okresu nie może stać się mi kompletnie obojętna. Tak z ludzi szybko nie rezygnuje. A jednak...sytuacja sprzed kilku tygodni spowodowała, że zobojętniałem...na kontakt. Próbuje zachowywać się normalnie, ale w sumie to nie mam już ochoty na jakiekolwiek rozmowy między nami.
To smutne, tracić kogoś w tak idiotyczny sposób...A ponadto ja jestem też osobą, którą jak się raz zrani porządnie to ciężko to potem naprawić. I nie jest to spowodowane tym, że celowo chce komuś pokazać jak mocno mnie dotknął. Po prostu obojętnieje z kążdym dniem coraz bardziej...
Więc jak tu teraz komuś zaufać nowemu? Nawet kilka lat głębokiej przyjaźni nie da ci gwarancji, że to się potem nie obróci przeciwko tobie.
A może problem leży gdzie indziej? Może to nie była nigdy przyjaźń?
Z mojej chyba jednak była:(