wtorek, 17 stycznia 2012

Jestem szczęściarzem

Na codzień już się tego nie dostrzega.
To stało się "chlebem powszednim".
To, że jesteś.
To, że wszystko w Tobie jest takie kochane!
To, że nie ważne ile byśmy byli razem, ciągle i ciągle mi Ciebie mało...
Nie ma Cię 5 minut, a ja tęsknię.

O tym zapominam w gonitwie dnia codziennego.
A przecież gdyby nie Ty, już dawno pewnie bym zwariował w tym świecie obłudy i nienawiści.
To właśnie Ty jesteś dla mnie odnośnikiem do wielu spraw.
Gdy ja czuję się bezradny, to Ty mówisz, co należy, a czego nie.

Chciałbym częściej móc doceniać to, jakie szczęście mnie spotkało, że spotkałeś mnie właśnie Ty.
I chwilami, pojawia się zwątpienie, czy zasługuję na to wszystko? Czy jestem tego wart....
A dziś usłyszałem od Ciebie, że jestem bardzo dużo wart.
I dzięki takiej świadomości, że jest choć jedna osoba na tym świecie, która tak uważa,  łatwiej mi pokonywać trudności, bo wiem, że zawsze wrócę do Ciebie...wtulę się i wszystko naokoło przestanie mieć znaczenie....
I mam nadzieję, że tak już będzie na zawsze... Bo ja zawsze i wszędzie już będę tylko Twój...

środa, 11 stycznia 2012

Uroki życia z współlokatorem część 1.

Długo nosiłem się z napisaniem notki opartej o moje doświadczenia z obecnym współlokatorem.
Ale w świetle ostatnich niezbyt pozytywnych wydarzeń w moim życiu, w ramach oderwania się od nich, postanowiłem dziś skrobnąć kilka słów.

Opowieść będzie miała kilka części - w każdej poruszę wybrane przez siebie zagadnienie.
A więc, do dzieła...!

Posiadamy współlokatora. Założenie było proste. Im więcej nas na mieszkaniu (oczywiście w granicach zdrowego rozsądku), tym mniejsze koszty utrzymania.
Aby uniknąć problemów, postanowiliśmy zaprosić do "współpracy" jednego ze znajomych.
Niby bezpieczniej, większe zaufanie niż do kompletnie obcej osoby, ale...
Współlokator, nazwijmy go Stefkiem, okazuje się osobą ciężką do zaakceptowania.

Stefek oprócz pracy ma kilka hobby. Siedzenie przed komputerem oraz przeprowadzanie długich rozmów telefonicznych. Niby nic nadzwyczajnego, a jednak...
Niestety, gdy rozmawia przez telefon, średnio 2 razy na minutę wybucha atakiem spazmatycznego śmiechu.

Fajnie - chłopak ma widocznie bardzo rozrywkowe życie i musi się nim podzielić ze swoimi znajomymi. Ale czy ja, będąc dwa pokoje obok, zamknięty, muszę wysłuchiwać przez 2 godziny jego rechotu?
Ba... zastanawiam się, ile pięter w pionie wie, że Stefek rozmawia.

Było delikatne zwrócenie uwagi na ten problem...chwila spokoju i wszystko po kilku dniach wróciło do normy....jego normy.

Stefek jawi mi się jako osoba, której świat to te 4 ściany pokoju, który wynajmuje. Ale nie może zachowywać się jak jeleń na rykowisku! Cud, że jeszcze sąsiedzi nie zaczęli walić w drzwi...

Ale to nie jedyne jego akcje....cdn.

niedziela, 1 stycznia 2012

Sylwester 2011

Kolejny rok za nami.
Ten, właśnie miniony, był dla nas trudniejszy niż zwykle.
Utrata pracy, poszukiwania nowej, niepewne jutro, kłopoty finansowe.
Ubiegły rok obnażył też prawdę o kilku osobach. Ile tak na prawdę były warte? Przemilcze.
Rok 2012 będzie przełomowy.
To rok kiedy wreszcie ukończe te studia i pójdę do pracy jako lekarz. Na sama myśl robi mi się słabo...
Ale praca to również stałe źródło dochodu, a stałe źródło dochodu może otworzy nam dotychczas zamknięte furtki :)

A sylwester?
Spędzony we dwójke.
Dużo przygotowań, ale opłaciło się.

Pisałem już, że lubię gotować?
Wczoraj opanowałem do perfekcji robienie sosów do mięska, a i spróbowałem zrobić małą przystawkę - caprese.
Wyszła wyśmienicie!
A swoje osiągnięcia prezentuję poniżej :)

Caprese na poduszce z sałaty lodowej
A tutaj sosy ala sphinx (lub jak kto woli fenix):

I na koniec danie w komplecie: