czwartek, 28 kwietnia 2005

Dość tego!!

Koniec użalania się nad własnym losem ( ciekawe na jak długo mi się to uda).

Wczoraj wysłałem ostatnią wiadomość do mojego „schizofrenika”. Napisałem mu, że do tej pory nie zauważył ja bardzo mi na nim zależy. Czekam teraz właściwie teraz na to, czy będzie miał na tyle odwagi cywilnej, by się chociaż pożegnać ze mną….

Wczoraj było mi bardzo źle. Wszystkim na około chciałem pokazać jak bardzo cierpie. Opisy na gg, krótkie, oschłe odpowiedzi miały skłonić do zainteresowania innych moim losem. Aż w końcu, mój „duchowy brat”, który dziwnym zrządzeniem losu, ma tak smo na imię jak mój „schizol”, napisał mi jedno zdanie, które spowodowało, że musiałem się głeboko zastanowić.

         „Bądż mężny, idź przez życie odważnie, a nie rób wokół siebie krzyku,bo do takich ludzi nikt nie lgnie”

Dziękuję mu za te kilka słów i za to, że w pewien sposób jest obok mnie…………

środa, 27 kwietnia 2005

Kolejny raz….

Po raz kolejny udowodniła mi jedna osoba jak mało dla niej znaczę….Coraz częśćiej zastanawiam się, czy W. nie cierpi przypadkiem na schizofreniesceptyczny Najpierw mówi, że znacze dla niego bardzo wiele, że chciałby abym wyjechał razem z nim, a za pięć minut daje mi blokade na gg, tylko z tego powodu, że chciałem o pewną rzecz zapytać, a on mi nie chciał tej odpowiedzi udzielić. Może nie powinienem naciskać, to fakt….ale też on nie powinien w ten sposób zareagować.

Taka sytucja zdarzyła się już wcześniej. Najgorsze w tym, jest to, że nie potrafię powiedzieć KONIEC tej znajomości, za bardzo mi na nim zależy…Przez ten stan, od dwóch miesięy mocno cierpie…W swoim otoczeniu mam osoby, które nie skąpią mi dobrego słowa, ale ich rady odbijają się odemnie głuchym echem…dalej brne w tą chorą sytuację i nie potrafię docenić tych, którzy zawsze służyli mi pomocną dłonią……

środa, 20 kwietnia 2005

Internet-przekleństwo czy błogosławieństwo

Zawsze zastanawiałem się, kiedy i gdzie spotkam osobę podobną mnie. Przecież nikt na czole nie ma napsiane, że jest „bi”!! Ale odkąd założyłem sobie internet, ten problem przestał istnieć, jednak czy na pewno??

Z poczatku masowo poznawałem coraz to nowe osoby, aż doszło do tego, że zaczęły się one mnie mylić. Tak, tak, zachłysnąłem się tym dobrodziejstwem. Potem jednak przyszła chwila na opamietanie, przecież nie liczy się ilość tylko JAKOŚĆ…zacząłem bardzo starannie wybierać wirtualnych znajomych. Kryteria były proste: ważne dla mnie było, by dana osoba nie myslała wyłącznie o sexie ( który jest tak częstym tematem rozmów na czacie) i żeby nienalegała na rychłe spotkanie ze mną. Udało mi się kilka takich osób znaleźć…nawet jedna namówiła mnie na spotkanie, do którego doszło 29 marca. Jednak nie było to jedyne spotkanie, które odbyłem. W ubiegłą sobotę spotkałem się z kolejną osobą. I co się okazało, że chyba jednak mam szczęscie w doborze znajomych. Pan P. okazał się bardzo miłą i elokwentną osobą, która przypadła mi do gustuhaha. Ja z resztą jemu chyba też; jeśli dobrze pójdzie, mamy szanse zaprzyjaźnić się. Narazie nic nie mówie, zobaczymy jak się to potoczy…

A przekleństwem jest to, że internet daje użytkownikom na tyle dużą anonimowość, że można stać się kimkolwiek zapragniemy…oczywiście spotkałem takich mitomanów, szkoda tylko, że czasami okazywało się, że kłamią, po dłuższym okresie pisania ze sobą. Powiecie, masz za swoje chłopie.Zwlekasz ze spotkaniem, to każdy może Ci kity wciskać!!

Ale co ja mam zrobić, skoro ja nie potrafię się przełamać i spotkać się z kimś po paru rozmowach??……………….sceptyczny

Mamy połowę kwietnia, sesja się zbliża, a mi się nic nie chce uczyć. Jak widzę książki, to z miejsca mnie od nich odrzuca. Chyba przesadzili z ilością kolosów na moim kierunku i zdążyłem się do tej liczby już na tyle przyzwyczaić, że kolejne 4 kolosy, które mnie czekają w przyszłym tygodniu, nie działają na mnie w sposób motywujący. Ale muszę się zmotywować, tylko jak???

niedziela, 10 kwietnia 2005

Co mam pisać, żebyście skomentowali????

Dziś, po ponad 10 dniach odezwała się jedna z osób, która deklarowała się być moim przyjacielem. Żeby bylo jasne, ta osoba złożyła takie przyrzeczenie właśnie 10 dni temu…a dziś dostaję wiadomość na gg z linkiem do jakiejś strony, a zaraz po tym tekst: „ale pogadamy innym razem, bo teraz zmykam na fajkę”. Czy tylko mi się wydaje, czy ta osoba zaczyna traktować mnie jak powietrze?? Czyżby wypad na papierosa był ważniejszy od rozmowy z „quasi-przyjacielem”?? Postanowiłem poczekać jeszcze trochę, potem już będzie trzeba zakończyć kulturalnie całą znajomość….

A teraz coś zupełnie z innej beczki….widzę tu ponad setkę odwiedzających ale nikt nie raczył skrobnąć paru słów…Może ja przynudzam, albo piszę same bzdury?? Czekam na jakieś sugestie, pytania itp….Liczę na was blogowicze!!!

A od jutra znowu będę toczyć cotygodniową walkę na uczelnii. Eh….takie życie studenta.

wtorek, 5 kwietnia 2005

Ile to już dni….???

Ale długo mnie tu nie było…Trzeba uzupełnić braki. W dni mojej nieobecności, wydarzyło się wiele. Odszedł jeden z największych ludzi jakich miał ten świat. Jan Paweł II był tym, który ukochał sobie ludzi, a szczególnie tych młodych( a więc jakby na to nie spojrzeć, także i mnie).

Teraz cały świat opłakuje Papieża-Polaka… wejdźcie na tą stronkę i zapalcie światełko dla niego, takie wirtualne–>
http://www.jp2candle.prv.pl/

Wiem, że to troszkę egoistyczne, ale w dniach, gdy Karol Wojtyła konał, ja przechodziłem jedne z trudniejszych chwil w swoim życiu. W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że w moim życiu nie ma tej NAJBLIŻSZEJ osoby, ktora by była ze mną w momentach smutku i radości.

Zadałem sobie pytanie, czy osoba „bi” może być szczęśliwa…przecież mogę pokochać zarówno kobietę jak i mężczyznę. A co będzie, jeśli pokocham obie osoby naraz?? Czy jest to wogóle możliwe, a jeśli tak, to kogo wtedy wybrać?? Lekko się przestraszyłem tego, co może mnie kiedyś spotkać…może kiedyś znajdę odpowiedź na te pytania. Mam przynajmniej taką nadzieję, bo jedną z rzeczy, której się boję jest to, że zostanę zupełnie SAM.

No ale koniec narazie z tymi refleksjami…teraz czas na coś przyjemniejszego hehe. Wczoraj, jak to zwykle w poniedziałek, pojechałem na uczelnię. Miały się odbyć 3 wykłady, z czego dwa odwołali. Hurra. Musiałem niestety czekać jeszcze na ćwiczenia, ale z kumpelą postanowiliśmy, że musimy wykorzystać taką piękną pogodę. Ale jak tu siedzieć w centrum Katowic?? Same szare budynki, nie wspominając o całej przytłaczającej atmosferze tego miasta. Postanowiliśmy więc, że pojedziemy sobie w okolice akademii medycznej w Katowicach-Ligocie. Tam, w pobliskim parku, spędziliśmy kilka godzin, rozmawiając, śmiejąc się, odpoczywając od wszystkich problemów i korzystając z pięknego słońca. Było cudownie, teraz wiem, że tego własnie mi wszystkiego brakowało. Nabrałem teraz sił, aby walczyć z samym sobą i nie poddawać się smutkowi….