Kupiłem 2 ksiązki...koszt porażający - 500 zł.
I niech ktoś mi teraz powie, że zdobywanie wiedzy jest tanie!
niedziela, 15 grudnia 2013
środa, 4 grudnia 2013
Trzeci dzień za mną
Uff...połowa pierwszego tygodnia za mną.
Początkowo masa lataniny, papierki, podpisy, obiegówki, umowa.
Tu zaskoczenie: dostałem więcej niż było uzgadniane na rozmowie kwalifikacyjnej! Nie powiem, bardzo miłe zaskoczenie.
Oddział? Chociaż dyrekcja określiła go jako "tymczasowy", jest dla mnie bardzo przyjazny. Ludzie są mili, skorzy do pomocy świeżakowi. Aczkolwiek nadal czuję się nieswojo. Niewiele wiem, póki co nawet topografii nieogarniam! No ale zaproszenie na Wigilię oddziałową dostałem - więc chyba mnie przyjęli jak swojego.
Chciałbym, aby ten czas mojego wdrażania był jak najkrótszy. Oraz, co najważniejsze, chciałbym już tam zostać. Ja po prostu nie lubię zmian!
Początkowo masa lataniny, papierki, podpisy, obiegówki, umowa.
Tu zaskoczenie: dostałem więcej niż było uzgadniane na rozmowie kwalifikacyjnej! Nie powiem, bardzo miłe zaskoczenie.
Oddział? Chociaż dyrekcja określiła go jako "tymczasowy", jest dla mnie bardzo przyjazny. Ludzie są mili, skorzy do pomocy świeżakowi. Aczkolwiek nadal czuję się nieswojo. Niewiele wiem, póki co nawet topografii nieogarniam! No ale zaproszenie na Wigilię oddziałową dostałem - więc chyba mnie przyjęli jak swojego.
Chciałbym, aby ten czas mojego wdrażania był jak najkrótszy. Oraz, co najważniejsze, chciałbym już tam zostać. Ja po prostu nie lubię zmian!
niedziela, 1 grudnia 2013
"Ta ostatnia niedziela"
A więc nadszedł ten moment. Jutro zmieni się wszystko. Czy na lepsze? Oby!
Szkoda tylko, że tak mało wiem o miejscu, w którym przyjdzie mi spędzić....no właśnie, ciekawe ile czasu.
Jutro dzień spraw urzędowych, umowy, karty obiegowe, szkolenia, podpisy itd.
Czy i na jakim oddziale się jutro zjawie, okaże się.
Póki co, zaczynam odczuwać niepokój wewnętrzny. Multum pytań, rozterek przez moją głową przechodzi.
Jak będzie, jak zostanę przyjęty, czy będą skorzy do wdrożenia "świeżaka"?
Jutro to TEN dzień. Oby wrażenia były jak najbardziej pozytywne!
Szkoda tylko, że tak mało wiem o miejscu, w którym przyjdzie mi spędzić....no właśnie, ciekawe ile czasu.
Jutro dzień spraw urzędowych, umowy, karty obiegowe, szkolenia, podpisy itd.
Czy i na jakim oddziale się jutro zjawie, okaże się.
Póki co, zaczynam odczuwać niepokój wewnętrzny. Multum pytań, rozterek przez moją głową przechodzi.
Jak będzie, jak zostanę przyjęty, czy będą skorzy do wdrożenia "świeżaka"?
Jutro to TEN dzień. Oby wrażenia były jak najbardziej pozytywne!
czwartek, 21 listopada 2013
Zycie po raz kolejny dało mi w tyłek
Niestety, upragnione wieści na które tak wyczekiwałem okazały się niezadowalające. Nie pomogło wsparcie przyszłego szefa, który był gotów nawet iść do władzy najwyższej by ta, zgodziła się przyjąć mnie do pracy. Cóż, zawiść i czynnik ekonomiczny były ważniejsze.
Przykre to tym bardziej, że wiedziałem jak administracja w tym zakładzie pracuje, że pewne osoby mają więcej do powiedzenia niż dyrekcja. Ale mimo wszystko chciałem tam iść. Dlaczego?
Rzadko, albo wręcz wogóle nie zdarza się sytuacja, że do potencjalny przełożony tak zabiega o swojego przyszłego pracownika.
Druga sprawa, to odległość od miejsca zamieszkania....Mam ofertę z 2 innych miejsc. Ktoś powie, czym się więc chłopcze martwisz? Miałem nadzieję, że uniknę codziennego pokonywania prawie 100km i tracenia połowy swojej wypłaty na to, by wlać paliwo do baku.
Ale nie mam wyjścia, jakoś to muszę przełknąć.
Szkoda tylko, że po raz kolejny życie daje mi tak bolesny kopniak...
Przykre to tym bardziej, że wiedziałem jak administracja w tym zakładzie pracuje, że pewne osoby mają więcej do powiedzenia niż dyrekcja. Ale mimo wszystko chciałem tam iść. Dlaczego?
Rzadko, albo wręcz wogóle nie zdarza się sytuacja, że do potencjalny przełożony tak zabiega o swojego przyszłego pracownika.
Druga sprawa, to odległość od miejsca zamieszkania....Mam ofertę z 2 innych miejsc. Ktoś powie, czym się więc chłopcze martwisz? Miałem nadzieję, że uniknę codziennego pokonywania prawie 100km i tracenia połowy swojej wypłaty na to, by wlać paliwo do baku.
Ale nie mam wyjścia, jakoś to muszę przełknąć.
Szkoda tylko, że po raz kolejny życie daje mi tak bolesny kopniak...
środa, 13 listopada 2013
Tępo wbijam wzrok
Patrzę w ten durny telefon od wczoraj. Czekam na to jedno jedyne połączenie.
A on nadal milczy...
Tysiące myśli na sekundę przelatuje przez moją głowę. Aż do absurdalnych w postaci: "może telefon mi się zawiesił?". Nie nie, to nie to, bo za chwilę słyszę dźwięk dzwonka oznajmiającego połączenie przychodzące. Ale oczywiście nie to, na które czekam.
Od ponad godziny biję się z myślami, by samemu zadzwonić i zapytać jak się sprawy mają.
I nie wiem co by było dla mnie większym ciosem - usłyszeć, że odpowiedź jest negatywna, czy to, że mam nadal czekać. A tym czekaniem to jestem już na prawdę zmęczony.....
A on nadal milczy...
Tysiące myśli na sekundę przelatuje przez moją głowę. Aż do absurdalnych w postaci: "może telefon mi się zawiesił?". Nie nie, to nie to, bo za chwilę słyszę dźwięk dzwonka oznajmiającego połączenie przychodzące. Ale oczywiście nie to, na które czekam.
Od ponad godziny biję się z myślami, by samemu zadzwonić i zapytać jak się sprawy mają.
I nie wiem co by było dla mnie większym ciosem - usłyszeć, że odpowiedź jest negatywna, czy to, że mam nadal czekać. A tym czekaniem to jestem już na prawdę zmęczony.....
wtorek, 12 listopada 2013
Negatywów wiele
Ostatni czas do dla mnie duże wyzwanie.
Dawno tyle negatywnych rzeczy na mnie nie spadło jak teraz....
Jedna praca się skończyła, żal było odejść...Pod koniec pojawiły się nowe, lepsze możliwości. Człowiek został zauważony i doceniony. Ale co z tego jak za chwilę poczułem się jakby mi ktoś w twarz przywalił tak mocno, że aż na chwilę straciłem przytomność. Trzeba było wstać i się otrząsnąć....
A teraz czekam na rozwój wydarzeń. Wiele znaków zapytania do wyjaśnienia....
Czekanie męczy, tak nie wiele już zależy ode mnie....Z każdym dniem coraz to mniej....
Dawno tyle negatywnych rzeczy na mnie nie spadło jak teraz....
Jedna praca się skończyła, żal było odejść...Pod koniec pojawiły się nowe, lepsze możliwości. Człowiek został zauważony i doceniony. Ale co z tego jak za chwilę poczułem się jakby mi ktoś w twarz przywalił tak mocno, że aż na chwilę straciłem przytomność. Trzeba było wstać i się otrząsnąć....
A teraz czekam na rozwój wydarzeń. Wiele znaków zapytania do wyjaśnienia....
Czekanie męczy, tak nie wiele już zależy ode mnie....Z każdym dniem coraz to mniej....
niedziela, 19 maja 2013
Oficjalnie...
...jestem poddenerwowany.
Od jutra mam zacząć samodzielnie prowadzić pacjentów w szpitalu.
I co z tego, że lekarzowi stażyście teoretycznie nie wolno samodzielnie podejmować decyzji w związku z terapią chorych, nie wolno zlecać leków ani badań. Praktyka wskazuje na coś zupełnie innego.
W założeniu miało być tak, że każdy z nas dostaje pod swoją opiekę 2-3 sale na oddziale. Ma prowadzić leczenie pacjentów, ale wszystkie decyzje musi zatwierdzić lekarz specjalista, który ma to nadzorować.
A że jako jesteśmy żółtodziobami w dziedzinie medycyny, to taka opieka jest jak najbardziej wskazana.
Niestety. Wszystko fajnie, ale jakoś tego opiekuna nie widać, ani tym bardziej słychać. Więc zostajesz człowieku sam na placu boju. Samodzielnie musisz się w tym systemie odnaleźć. A i jeszcze wisienką na torcie są rodziny tych chorych, których leczeniem się zajmujesz....
Ja nie chcę by przyszły tydzień nadszedł :(
Od jutra mam zacząć samodzielnie prowadzić pacjentów w szpitalu.
I co z tego, że lekarzowi stażyście teoretycznie nie wolno samodzielnie podejmować decyzji w związku z terapią chorych, nie wolno zlecać leków ani badań. Praktyka wskazuje na coś zupełnie innego.
W założeniu miało być tak, że każdy z nas dostaje pod swoją opiekę 2-3 sale na oddziale. Ma prowadzić leczenie pacjentów, ale wszystkie decyzje musi zatwierdzić lekarz specjalista, który ma to nadzorować.
A że jako jesteśmy żółtodziobami w dziedzinie medycyny, to taka opieka jest jak najbardziej wskazana.
Niestety. Wszystko fajnie, ale jakoś tego opiekuna nie widać, ani tym bardziej słychać. Więc zostajesz człowieku sam na placu boju. Samodzielnie musisz się w tym systemie odnaleźć. A i jeszcze wisienką na torcie są rodziny tych chorych, których leczeniem się zajmujesz....
Ja nie chcę by przyszły tydzień nadszedł :(
sobota, 20 kwietnia 2013
10...
kilogramów mniej.
Waga się trzyma, co cieszy.
Czy to dużo, czy mało? Biorąc pod uwagę wysiłek włożony w to, aby pozbyć się niechcianego tłuszczyku to muszę przyznać, że wynik jest satysfakcjonujący. Ktoś inny mógłby stwierdzić inaczej.
Ile się pozbywałem nadmiaru wagi? Przeszło 3 lata. O zgrozo, tyle Ci to zajęło? - można by spytać. Tak, tyle mi to zajęło, bo nie poszedłem za wskazówkami wielu dietetyków internetowych. Dieta kopenhaska, Ducana, oxfordzka itd. Wymieniać można by w nieskończoność. Ale czy to ma coś wspólnego ze zdrowym odżywianiem?
Na studiach mówiono nam, że dieta to nic innego jak racjonalne i zbilansowane odżywianie, a te wszystkie pomysły, które co jakiś czas stają się "modne" są niczym innym jak głodzeniem się!
Poza tym, ja nie jestem osobą, która restrykcyjnie podchodzi do tego co ma jeść, a czego nie.
Więc poszedłem na łatwiznę. Przede wszystkim ograniczyłem ilość pochłanianego pożywienia. Kolejnym krokiem było zaprzestanie słodzenia herbaty. I wiecie co? Waga zaczęła systematycznie spadać. Nadal jem słodycze, chyba od tego się nie powstrzymam, ale jest ich dużo dużo mniej. Gdybym do tego dołączył systematyczny wysiłek fizyczny, to by dopiero był efekt!! Ale niestety, nie lubię się ruszać i to jest mój najgorszy mankament. Idzie lato, w planach wyjazd w ciepłe rejony. Fajnie by było chociaż spojrzeć w lustro i paru rzeczy już nie dostrzec. Liczę na to, że się zmobilizuję i chociaż w domu porobię przysłowiowe "brzuszki" .
Waga się trzyma, co cieszy.
Czy to dużo, czy mało? Biorąc pod uwagę wysiłek włożony w to, aby pozbyć się niechcianego tłuszczyku to muszę przyznać, że wynik jest satysfakcjonujący. Ktoś inny mógłby stwierdzić inaczej.
Ile się pozbywałem nadmiaru wagi? Przeszło 3 lata. O zgrozo, tyle Ci to zajęło? - można by spytać. Tak, tyle mi to zajęło, bo nie poszedłem za wskazówkami wielu dietetyków internetowych. Dieta kopenhaska, Ducana, oxfordzka itd. Wymieniać można by w nieskończoność. Ale czy to ma coś wspólnego ze zdrowym odżywianiem?
Na studiach mówiono nam, że dieta to nic innego jak racjonalne i zbilansowane odżywianie, a te wszystkie pomysły, które co jakiś czas stają się "modne" są niczym innym jak głodzeniem się!
Poza tym, ja nie jestem osobą, która restrykcyjnie podchodzi do tego co ma jeść, a czego nie.
Więc poszedłem na łatwiznę. Przede wszystkim ograniczyłem ilość pochłanianego pożywienia. Kolejnym krokiem było zaprzestanie słodzenia herbaty. I wiecie co? Waga zaczęła systematycznie spadać. Nadal jem słodycze, chyba od tego się nie powstrzymam, ale jest ich dużo dużo mniej. Gdybym do tego dołączył systematyczny wysiłek fizyczny, to by dopiero był efekt!! Ale niestety, nie lubię się ruszać i to jest mój najgorszy mankament. Idzie lato, w planach wyjazd w ciepłe rejony. Fajnie by było chociaż spojrzeć w lustro i paru rzeczy już nie dostrzec. Liczę na to, że się zmobilizuję i chociaż w domu porobię przysłowiowe "brzuszki" .
poniedziałek, 4 marca 2013
Obiecuję sobie
Tak, od pewnego czasu obiecują sobie znów wrócić do pisania. I choć tematów byłoby trochę jakoś tak dziwnie, nie chce się...Wiosna idzie, cóż może się zmobilizuję. Zobaczymy