Tak, pisałem w sobotę ostatni LEP, czyli Lekarski Egzamin Państwowy.
Ostatni post właśnie się do tego odnosił. Zbierałem się całe wakacje do nauki - wyszło jak zwykle.
Poszedłem na egzamin nie przygotowany...
Pytania, cóż. Niektóre proste, ale większość jak dla mnie przesadnie udziwnionych.
Na szczęście zdałem, może nie jakoś rewelacyjnie. Ale przynajmniej w jakimś zakresie nie zawiodłem siebie i przede wszystkim Miśka.
Nie pozostaje nic innego jak spiąć poślady, zmierzyć się z rozpoczęciem pracy od poniedziałku i zabierać za naukę. Bo następny egzamin już w lutym...
niedziela, 30 września 2012
piątek, 28 września 2012
Ciężko
Ostatnio jakby gorzej.
Nic już nie cieszy jak dawniej. Życie przytłacza.
Czuję, że zawiodłem.
Miały być wielkie przygotowania - wyszło jak zwykle, czyli nijak.
A najgorsze w tym wszystkim, że zawiodłem nie siebie, ale R.
Starał się jak mógł, by mnie zmobilizować do nauki. I mimo to, nie potrafiłem pokonać swoich niechęci i zrobić to dla niego...
Wczorajszy dzień był najgorszy z dotychczasowych.
Poczułem, że wszystko mnie przerosło. Jakby ktoś na barkach położył mi taki niewidzialny kamienny blok.
I te wątpliwości, które mnie naszły. Czy dobrze wybrałem?
Boję się, że nie sprostam wymaganiom innych. T. twierdzi, że to ja sobie zbyt wysoko poprzeczkę postawiłem, ale jeśli tak w rzeczywistości jest, to dlaczego sam nie dążę do tego by ją przeskoczyć, tylko poddaję się od razu?
Wstęp do nowej rzeczywistości jutro, trwający 4 godziny, a od poniedziałku, cóż...wolę nie myśleć. Bo i tak mam już takiego "stresa", że lepiej nie mówić...
Nic już nie cieszy jak dawniej. Życie przytłacza.
Czuję, że zawiodłem.
Miały być wielkie przygotowania - wyszło jak zwykle, czyli nijak.
A najgorsze w tym wszystkim, że zawiodłem nie siebie, ale R.
Starał się jak mógł, by mnie zmobilizować do nauki. I mimo to, nie potrafiłem pokonać swoich niechęci i zrobić to dla niego...
Wczorajszy dzień był najgorszy z dotychczasowych.
Poczułem, że wszystko mnie przerosło. Jakby ktoś na barkach położył mi taki niewidzialny kamienny blok.
I te wątpliwości, które mnie naszły. Czy dobrze wybrałem?
Boję się, że nie sprostam wymaganiom innych. T. twierdzi, że to ja sobie zbyt wysoko poprzeczkę postawiłem, ale jeśli tak w rzeczywistości jest, to dlaczego sam nie dążę do tego by ją przeskoczyć, tylko poddaję się od razu?
Wstęp do nowej rzeczywistości jutro, trwający 4 godziny, a od poniedziałku, cóż...wolę nie myśleć. Bo i tak mam już takiego "stresa", że lepiej nie mówić...
niedziela, 16 września 2012
Czasem można zostać pozytywnie zaskoczonym
Te wakacje miały być nijakie.
Bo jak bez pieniędzy zaplanować cokolwiek?
I cieszę się, że nie planowaliśmy niczego szczególnego.
Efekt?
Były góry, zaraz potem był wypad nad morze, a na deser odwiedziny u rodziny męża.
I nad tym ostatnim się zatrzymam się przez chwilę.
Bardzo się obawiałem tego wyjazdu...Z R. rodziny, tylko jego matka mnie poznała, gdyż odwiedziła nas kilka lat temu.
A teraz miałem poznać wszystkich, od dziadków, po siostrzeńcu w wieku lat 5 włącznie.
Więc wyobraźcie sobie, jakie myśli chodziły mi po głowie i przede wszystkim jakie obawy mogłem mieć.
Gdy dojeżdżaliśmy na miejsce, ja byłem w takim stanie, że chciałem zawrócić. Stwierdziłem wtedy, że to był błąd.
Dobrze jednak, że nie zrezygnowałem...
Jadąc myślałem, kogo mam się najbardziej obawiać.
Żeńska część rodziny raczej wykazywała pozytywne nastawienie. Męska - niekoniecznie. Mąż siostry to osoba głęboko wierząca, w dodatku w wieku 25 lat, która ze środowiskiem gejowskim nigdy do czynienia nie miała.
A tu zaskoczenie, że osoba, która nie skończyła wiele kierunków studiów, żyjąca w małej miejscowości gdzie nie pozwala się na zbyt wiele swobodnego myślenia potrafiła spojrzeć na mnie jak na normalnego człowieka...
Dziadkowie również podeszli do mnie ze stoickim spokojem. Była rozmowa przy kiściach winogron, pyszna kawa i potem obiad.
Po kilku dniach pobytu tam, w domowej atmosferze, gdzie nawet wspólne gotowanie wywoływało salwy śmiechu sprawiło, że nie chciałem opuszczać tego miejsca.
Dzięki temu wyjazdowi nabrałem większej wiary w to, że są ludzie, którym nie trzeba wiele tłumaczyć i przekonywać do mojego stylu życia.
Miłość przecież jest taka sama, czy to do kobiety, czy do mężczyzny.
Ważne, żeby sobie zdać sprawę z tego, dla kogo się żyje, bo dawanie szczęścia drugiemu człowiekowi to dla mnie najważniejsza z rzeczy, którą chciałem w swoim życiu osiągnąć.
Cała reszta to tylko dodatek....
Bo jak bez pieniędzy zaplanować cokolwiek?
I cieszę się, że nie planowaliśmy niczego szczególnego.
Efekt?
Były góry, zaraz potem był wypad nad morze, a na deser odwiedziny u rodziny męża.
I nad tym ostatnim się zatrzymam się przez chwilę.
Bardzo się obawiałem tego wyjazdu...Z R. rodziny, tylko jego matka mnie poznała, gdyż odwiedziła nas kilka lat temu.
A teraz miałem poznać wszystkich, od dziadków, po siostrzeńcu w wieku lat 5 włącznie.
Więc wyobraźcie sobie, jakie myśli chodziły mi po głowie i przede wszystkim jakie obawy mogłem mieć.
Gdy dojeżdżaliśmy na miejsce, ja byłem w takim stanie, że chciałem zawrócić. Stwierdziłem wtedy, że to był błąd.
Dobrze jednak, że nie zrezygnowałem...
Jadąc myślałem, kogo mam się najbardziej obawiać.
Żeńska część rodziny raczej wykazywała pozytywne nastawienie. Męska - niekoniecznie. Mąż siostry to osoba głęboko wierząca, w dodatku w wieku 25 lat, która ze środowiskiem gejowskim nigdy do czynienia nie miała.
A tu zaskoczenie, że osoba, która nie skończyła wiele kierunków studiów, żyjąca w małej miejscowości gdzie nie pozwala się na zbyt wiele swobodnego myślenia potrafiła spojrzeć na mnie jak na normalnego człowieka...
Dziadkowie również podeszli do mnie ze stoickim spokojem. Była rozmowa przy kiściach winogron, pyszna kawa i potem obiad.
Po kilku dniach pobytu tam, w domowej atmosferze, gdzie nawet wspólne gotowanie wywoływało salwy śmiechu sprawiło, że nie chciałem opuszczać tego miejsca.
Dzięki temu wyjazdowi nabrałem większej wiary w to, że są ludzie, którym nie trzeba wiele tłumaczyć i przekonywać do mojego stylu życia.
Miłość przecież jest taka sama, czy to do kobiety, czy do mężczyzny.
Ważne, żeby sobie zdać sprawę z tego, dla kogo się żyje, bo dawanie szczęścia drugiemu człowiekowi to dla mnie najważniejsza z rzeczy, którą chciałem w swoim życiu osiągnąć.
Cała reszta to tylko dodatek....