niedziela, 16 września 2012

Czasem można zostać pozytywnie zaskoczonym

Te wakacje miały być nijakie.
Bo jak bez pieniędzy zaplanować cokolwiek?

I cieszę się, że nie planowaliśmy niczego szczególnego.
Efekt?
Były góry, zaraz potem był wypad nad morze, a na deser odwiedziny u rodziny męża.
I nad tym ostatnim się zatrzymam się przez chwilę.

Bardzo się obawiałem tego wyjazdu...Z R. rodziny, tylko jego matka mnie poznała, gdyż odwiedziła nas kilka lat temu.
A teraz miałem poznać wszystkich, od dziadków, po siostrzeńcu w wieku lat 5 włącznie.
Więc wyobraźcie sobie, jakie myśli chodziły mi po głowie i przede wszystkim jakie obawy mogłem mieć.
Gdy dojeżdżaliśmy na miejsce, ja byłem w takim stanie, że chciałem zawrócić. Stwierdziłem wtedy, że to był błąd.
Dobrze jednak, że nie zrezygnowałem...

Jadąc myślałem, kogo mam się najbardziej obawiać.
Żeńska część rodziny raczej wykazywała pozytywne nastawienie. Męska - niekoniecznie. Mąż siostry to osoba głęboko wierząca, w dodatku w wieku 25 lat, która ze środowiskiem gejowskim nigdy do czynienia nie miała.
A tu zaskoczenie, że osoba, która nie skończyła wiele kierunków studiów, żyjąca w małej miejscowości gdzie nie pozwala się na zbyt wiele swobodnego myślenia potrafiła spojrzeć na mnie jak na normalnego człowieka...

Dziadkowie również podeszli do mnie ze stoickim spokojem. Była rozmowa przy kiściach winogron, pyszna kawa i potem obiad.

Po kilku dniach pobytu tam, w domowej atmosferze, gdzie nawet wspólne gotowanie wywoływało salwy śmiechu sprawiło, że nie chciałem opuszczać tego miejsca.
Dzięki temu wyjazdowi nabrałem większej wiary w to, że są ludzie, którym nie trzeba wiele tłumaczyć i przekonywać do mojego stylu życia.

Miłość przecież jest taka sama, czy to do kobiety, czy do mężczyzny.
Ważne, żeby sobie zdać sprawę z tego, dla kogo się żyje, bo dawanie szczęścia drugiemu człowiekowi to dla mnie najważniejsza z rzeczy, którą chciałem w swoim życiu osiągnąć.
Cała reszta to tylko dodatek....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz