niedziela, 2 lutego 2014

Gdzie są same kobiety....

Mam pełną świadomość, że jeśli to czytają jakieś Panie, to serdecznie mnie znienawidzą.
Ale niestety, tam gdzie są wyłącznie przedstawicielki płci żeńskiej, zawsze są jakieś dziwne układy układziki, nierozwiązane waśnie i spory...
Niestety, tam gdzie obecnie pracuję, mniej więcej taki klimat panuje. Szefowa na każdym kroku daje mi do zrozumienia, że moje miejsce jest na najniższym szczebelku drabiny jej hierarchii. Po części to wynika z tego, że jestem tam "najmlodszy" stażem, ale koleżanka, która zaczęła niedługo przede mną, jest traktowana jako ta "bardziej doświadczona", "lepiej sobie radząca". I nie ważne, że są takie dni kiedy nie kiwnie palcem, ale szefowa zawsze skomentuje, że się bardzo tego dnia napracowała...

Nie, nie mam problemu z tym, ze kogoś innego się chwali. Jestem tam, by dobrze wykonywać powierzone mi obowiązki. Ale czy nie powinno się starać w jakiś sposób dać do zrozumienia, że się docenia czyjś wkład włożony w realizację obowiązków?

środa, 1 stycznia 2014

2013/2014

Ah. Co to był za rok!
Pierwsza połowa - pełna pozytywnych wydarzeń, druga - obfitująca w wiele znaków zapytania i zawirowań.
Ostatecznie chyba mogę stwierdzić, że minione 12 miesięcy uważam za udane. Było trochę stresu, wiele niewiadomych. Na szczęście wszystko zdołało się wyjaśnić i nowy rok mogę rozpocząć z nową, 365-stronnicową niezapisaną jeszcze książką, w której mam nadzieję, że znajdzie się wiele pozytywnych wydarzeń w moim życiu.

niedziela, 15 grudnia 2013

Wiedza kosztuje

Kupiłem 2 ksiązki...koszt porażający - 500 zł.
I niech ktoś mi teraz powie, że zdobywanie wiedzy jest tanie!

środa, 4 grudnia 2013

Trzeci dzień za mną

Uff...połowa pierwszego tygodnia za mną.
Początkowo masa lataniny, papierki, podpisy, obiegówki, umowa.
Tu zaskoczenie: dostałem więcej niż było uzgadniane na rozmowie kwalifikacyjnej! Nie powiem, bardzo miłe zaskoczenie.
Oddział? Chociaż dyrekcja określiła go jako "tymczasowy", jest dla mnie bardzo przyjazny. Ludzie są mili, skorzy do pomocy świeżakowi. Aczkolwiek nadal czuję się nieswojo. Niewiele wiem, póki co nawet topografii nieogarniam! No ale zaproszenie na Wigilię oddziałową dostałem - więc chyba mnie przyjęli jak swojego.
Chciałbym, aby ten czas mojego wdrażania był jak najkrótszy. Oraz, co najważniejsze, chciałbym już tam zostać. Ja po prostu nie lubię zmian!

niedziela, 1 grudnia 2013

"Ta ostatnia niedziela"

A więc nadszedł ten moment. Jutro zmieni się wszystko. Czy na lepsze? Oby!

Szkoda tylko, że tak mało wiem o miejscu, w którym przyjdzie mi spędzić....no właśnie, ciekawe ile czasu.
Jutro dzień spraw urzędowych, umowy, karty obiegowe, szkolenia, podpisy itd.
Czy i na jakim oddziale się jutro zjawie, okaże się.
Póki co, zaczynam odczuwać niepokój wewnętrzny. Multum pytań, rozterek przez moją głową przechodzi.
Jak będzie, jak zostanę przyjęty, czy będą skorzy do wdrożenia "świeżaka"?
Jutro to TEN dzień. Oby wrażenia były jak  najbardziej pozytywne!

czwartek, 21 listopada 2013

Zycie po raz kolejny dało mi w tyłek

Niestety, upragnione wieści na które tak wyczekiwałem okazały się niezadowalające. Nie pomogło wsparcie przyszłego szefa, który był gotów nawet iść do władzy najwyższej by ta, zgodziła się przyjąć mnie do pracy. Cóż, zawiść i czynnik ekonomiczny były ważniejsze.
Przykre to tym bardziej, że wiedziałem jak administracja w tym zakładzie pracuje, że pewne osoby mają więcej do powiedzenia niż dyrekcja. Ale mimo wszystko chciałem tam iść. Dlaczego?
Rzadko, albo wręcz wogóle nie zdarza się sytuacja, że do potencjalny przełożony tak zabiega o swojego przyszłego pracownika.
Druga sprawa, to odległość od miejsca zamieszkania....Mam ofertę z 2 innych miejsc. Ktoś powie, czym się więc chłopcze martwisz? Miałem nadzieję, że uniknę codziennego pokonywania prawie 100km i tracenia połowy swojej wypłaty na to, by wlać paliwo do baku.
Ale nie mam wyjścia, jakoś to muszę przełknąć.
Szkoda tylko, że po raz kolejny życie daje mi tak bolesny kopniak...