niedziela, 25 listopada 2007

Opowieść


Tym razem twórczość nie-moja :

Dawno, dawno temu, na oceanie istniała wyspa, którą zamieszkiwały emocje, uczucia oraz ludzkie cechy - takie jak:Dobry Humor, Smutek, Mądrość, Duma;
a wszystkich razem łączyła Miłość.
Pewnego dnia mieszkańcy wyspy dowiedzieli się, że niedługo wyspa zatonie. Przygotowali swoje statki do wypłynięcia w morze, aby na zawsze opuścić wyspę.

Tylko Miłość postanowiła poczekać do ostatniej chwili.

Gdy pozostał jedynie maleńki skrawek lądu - Miłość poprosiła o pomoc.
Pierwsze podpłynęło Bogactwo na swoim luksusowym jachcie. Miłość zapytała: 
- Bogactwo, czy możesz mnie uratować?
- Niestety nie. Pokład mam pełen złota, srebra i innych kosztowności. Nie ma tam już miejsca dla ciebie. - Odpowiedziało Bogactwo.

Druga podpłynęła Duma swoim ogromnym czteromasztowcem.
- Dumo, zabierz mnie ze sobą! - poprosiła Miłość.
- Niestety nie mogę cię wziąć! Na moim statku wszystko jest uporządkowane, a ty mogłabyś mi to popsuć... - odpowiedziała Duma i z dumą podniosła piękne żagle

Na zbutwiałej łódce podpłynął Smutek.
- Smutku, zabierz mnie z sobą! - poprosiła Miłość,
- Och, Miłość ja jestem tak strasznie smutny, że chcę pozostać sam. - Odrzekł Smutek i smutnie powiosłował w dal. 

Dobry Humor przepłynął obok Miłości nie zauważając jej, bo był tak rozbawiony, że nie usłyszał nawet wołania o pomoc. 

Wydawało się, że Miłość zginie na zawsze w głębiach oceanu...
Nagle Miłość usłyszała: 
- Chodź! Zabiorę cię ze sobą! - powiedział nieznajomy starzec.
Miłość była tak szczęśliwa i wdzięczna za uratowanie życia, że zapomniała zapytać kim jest jej wybawca.

Miłość bardzo chciała się dowiedzieć kim on jest tajemniczy starzec. 
Zwróciła się o poradę do Wiedzy.
- Powiedz mi proszę, kto mnie uratował?
- To był Czas. - Odpowiedziała Wiedza.
- Czas? - zdziwiła się Miłość. - Dlaczego Czas mi pomógł?
- Tylko Czas rozumie, jak ważnym uczuciem w życiu każdego człowieka jest Prawdziwa Miłość - odrzekła Wiedza.

sobota, 17 listopada 2007

Bez ładu


Dziś jeden z tych dni...gorszych dni.
Czuje, że coś mnie przytłacza, nie jedno, ale kilka rzeczy naraz.
Tracę codzienną radość z życia. Ogarnia mnie szarość ( zimowa deprecha??).

Usiadłem i zacząłem myśleć, myśleć, że tak na prawdę w TYM życiu jestem sam. Budzę się rano, przeżywam dzień....jałowo, jak każdy inny. Poprzerywany tylko czasem dźwiękiem telefonu.
Czuję się sam...jedyne co, przypomina mi o Tobie, to telefon leżący obok. Ale czy do niego mogę się przytulić i poczuć ciepło??

Byłem dziś na blogu...i znalałem coś, co napisałem półtora roku temu. Kopiuje sobie to tutaj, by potm łatwo to odnaleźć.

To, że Ciebie spotkałem,
To, że mogę z Tobą dzielić swoje życie,
To, że mogę Cię kochać,
To wszystko daje mi pewność, że jestem czegoś wart...
Wart Ciebie, wart siebie...
To dzięki Tobie moje życie każdego dnia nabiera sensu.
Beznadziejność wydaje się wtedy mniejsza, bo jesteś Ty....
" i choć dziś tak daleko nam do siebie, wiem jedno, ana pewno zobaczę Cię znów"
Bądź już na zawsze przy mnie...poszę...

W tej chwili dodałbym do tego: "TU i TERAZ"

piątek, 16 listopada 2007

W kropce...


Tęskni.
Ja na to mam mało czasu.
Pyta, kiedy przyjadę...
Nie wiem co odpowiedzieć.
Gdy patrzę przed siebie, widzę rosnący stos książek, które muszę "przetrawić".
Czy nasze życie musi opierać się na nieustannym oczekiwaniu na "następny raz"?
Czemu nie może być TU i TERAZ?

Nie mam zbyt wiele czasu na tęsknotę, czasem jakaś taka myśl przez głowę przemknie.
Nie mogę załamywać rąk, poddawać się. Któryś z nas musi być tym silniejszym...padło na mnie.
A ja, czasem się zastanawiam, jak to wszystko jestem jeszcze w stanie unieść....

niedziela, 11 listopada 2007

Tetrada "szczęśliwych" dni


Tak. Zdecydowanie musze przyznać, że wydarzenia z ostatnich dni, podziałały na mnie bardzo "pozytywnie".
Z nocy z czwartku na piątek obudziłem się z okropnym bólem lewej połowy twarzy. Myślałem, że pęknie mi szczęka oraz głowa, a lewe oko wyskoczy z oczodołu.
Wziąłem więc jedną tabletkę Naproxenu. Minęła godzina....nic. Wziąłem więc drugą. Mija kolejna godzina, a ja się zwijam z bólu. Dosłownie leżałem zwinięty w kłębek na łózku, zastanawiając się czy iść/nie iść na pogotowie. Koło 7 rano zwlekłem się, narzuciłem coś na pidżamę i wyszedłem do koleżanki po jakiś mocniejszy środek. Nie pamiętam jak dotarłem...Zabrałem od niej co trzeba i wróciłem do swojego mieszkania. Ból lekko się zmniejszył, postanowiłem więc spróbować zasnąć.
Przespałem 3 godziny...bólu już nie było. Trzeba się było więc zabrać za naukę, w poniedziałek czekały mnie 4 zaliczenia i to w dodatku, tylko z jednego przemiotu (sic!).
Nie będe lepiej mówił co wyszło z tej nauki...
Wieczorem ból powrócił. Na początku trochę mniejszy. Wziąłem więc tylko ćwiartkę tabletki, bo po ubiegłonocnych perypetiach, jeszcze mdliło mnie w żołądku.
Po jakiś 15 minutach znowu zwijałem się z bólu...W ruch poszedł więc ketonal. Bałem się zasnąć...na prawdę! Jakoś jednak się udało...
Sobota, była dniem powolnego odsypiania dwóch ostatnich dni. Ale żeby nie było mi za dobrze, dopadło mnie przeziębienie...lekkie bo lekkie, ale rozłożyło mnie psychicznie. Z nauki wyszło wielkie NIC.
Dziś jest niedziela. Coś tam mi się udało poczytać, coś nauczyć, ale i tak to nie wystarczy, żeby zdać.
Eh...jutro porażka na całej linii będzie.
Moja mobilizacja dzisiejsza wyglądała tak, że potrafiłem się w żyrandol gapić bezmyślnie przez ponad godzinę...

środa, 7 listopada 2007

Po raz pierwszy od dłuższego czasu...

...poczułem się jak taka mała, zdeptana mrówka. Nikt nawet nie spojrzy w dół i nie zwróci na nią uwagi...;/