niedziela, 29 lipca 2007
Cierpię
Na nadmiar wolnego czasu…
Śpię po 12 godzin dziennie, jem, piję, załatwiam potrzeby fizjologiczne i się snuję…Tak, snuję się. To zajęcie wypełnia mi większą część dnia, przerywaną od czasu do czasu dźwiękiem telefonu od misia.
Po prostu beznadzieja.
Miała być praca i była...na wyciągnięcie ręki. Niestety niekompetencja osób trzecich sprawiła, że mogłem dość szybko planować „wakacyjne bezrobocie”.
Obecnie już nie szukam niczego. Jest za późno. Za parę dni będzie sierpień, potem wrzesień, no i oczywiście poprawka.
Po za tym, przeszukuję strony internetowe, w poszukiwaniu jakiegoś taniego pokoju. Myślicie, że coś znalazłem? No comment…
Jednym słowem wariuje sam ze sobą. Kasy brak, mieszkania brak…nastrój powoli siada i tak ogólnie do d*...
Alienacja…………..30% zakończono.
niedziela, 1 lipca 2007
Co się ze mną dzieje?
Wróciłem w piątek na stałe do domu. Wieczorem troszkę gorzej się poczułem, więc postanowiłem się położyć. Po kilkunastu minutach dostałem dreszczy. Trzęsło mną na wszystkie strony...Wziałem termometr, patrzę: 38 stopni.
Połknąłem więc profilaktycznie silny lek obniżający gorączkę i próbowałem zasnąć.
Koło 1 w nocy obudziłem się. Czułem się trochę lepiej. Niestety okazało się, że to tylko moje błędne wrażenie. Termometr wskazał ponad 39 stopni, a próba wstania z łóżka skończyła się lądowaniem na podłodze.
Trzeba było jechać na pogotowie...Trafiłem na nieszczęście na lekarza gbura, który nie dość, że nie słuchał co do niego mówię, to zakończył badanie słowami: " Ja tu nic nie widzę, zobaczymy co będzie rano". Stanąłem jak wryty. Dał jednak zastrzyk w dupsko na obniżenie gorączki i odesłał do domu.
Rzeczywiście, po godzinie temperatura spadła o cały stopień, więc mogłem zasnąć.
Obudziłem się rano jak nowo narodzony. Temperatura: 36,6...ale nie jest tak pięknie, jakby się mogło zdawać.
Od soboty chodzę jakiś otępiały, boli mnie głowa, kręci mi się w głowie. Chyba jeszcze mój organizm z czymś walczy....