piątek, 31 marca 2006

kalejdoskop

I znów Robert był u mnie….”i to literlanie u mnie”-jak to ma w zwyczaju mówić.

Tym razem postanowiliśmy troszkę ruszyć tyłki i zobaczyć co nieco.Kraków, rynek…mmm…cudownie było podczas spacerku uliczkami tego miasta. Szkoda tylko, że troszkę mało pieniążków mieliśmy i niemogliśmy pozwolić sobie na jakieś niewielkie szaleństwo. Po tej wycieczce zatrzymaliśmy się u mnie w domu. Ciepły obiad, chwila odpoczynku przy kompie… Widząc go w moim pokoju, dobitnie dotarło do mnie, że Robert jest już bardzo mocno osadzony w mojej rzeczywistości i tak łatwo mu się nie dam z niej wyrwać:)Nie będe rozwodził się nad naszym spotkaniem. Było cudownie, każda najmniejsza chwila niezostała zmarnowana. Z niecierpliwością oczekuję następnych naszych „widzeń”. 



Właśnie teraz, poczułem się dziwnie. Przypomniała mi się Warszawa i mój pobyt tam.Coś, co było jeszcze kilka miesięcy dla mnie bardzo ważne, teraz wydaje się snem.Czy mi się to przyśniło?? Dopóki nie znajdę się w niej jeszcze raz, nie spotkam z Grześkiem, to nie uwierzę, że kiedykolwiek się widzieliśmy…tak mały kontakt nawet teraz mamy ze sobą:(Wszystko zmienia się bardzo szybko…jak w cholernym kalejdoskopie.

piątek, 17 marca 2006

Radość przez łzy

Nie wiem dlaczego, co jakiś czas wracam tam…
„TAM”-czyli na jego bloga. Dziś znów przejrzałem całego od początku do końca.
Za każdym razem, odkrywam coś nowego, coś niepojętego…

Po policzku płyną mi łzy…
Wewnętrzy krzyk, wołanie o pomoc…nikt tego nie słyszy. Jak dobrze ja to znam.
Brak sił, żeby poprosić o cokolwiek…Też tego doświadczyłem.
Brak…nie wiadomo czego. Eh…

„Chodź na obiad!!”-te słowa wyrwały mnie brutalnie z tych kontemplacji. Jednak, patrząc w talerz, pomyslałem, jak musiało mu być źle i jak dobrze go rozumiem i w pewnym stopniu potrafię się w czuć w sytuację. Myśl była na tyle intensywna, że zacząłem płakać…po raz pierwszy przy własnym ojcu…Nigdy mnie takiego nie widział.
Zapytał, co się stało. A ja, ukrywając swoje prawdziwe JA odpowiedziałem, że się oparzyłem zupą i płaczę z bólu.
W sumie go nieokłamałem. Łzy popłynęły mi z bólu… było z Tobą tak źle…to Ciebie to wszystko dotknęło…pytam siebie: DLACZEGO?

Teraz wiem, że jest lepiej. Mi też jest…
Dołożę wszelkich sił, aby ten stan sie utrzymywał a może…był lepszy.
Kocham Cię…

czwartek, 16 marca 2006

W powietrzu

Dziś miałem jeden z lepszych momentów.
W końcu udało mi się zamknąć sesję i zdobyć wpis na kolejny semestr. Uff….co za ulga.
Ponieważ za te wszystkie trudy, należała mi się jakaś nagroda, postanowiłem z koleżanką, że idzimy coś zjeść a potem na browarka, hehe.
Pośmialiśmy się, pogadaliśmy….było tak lekko i przyjemnie.
Potem spakowałem się i wróciłem do domku.
Myśli, że znów zobacze stare ściany, swój pokoik, że na razie sie na studiach uspokoiło i to, co najważniejsze…że mam osobę którą bardzo mocno kocham, sprawiły, że chyba na pół sekundy oderwałem się od ziemi i zacząłem się unosić w powietrzu…

Za tydzień znów się spotkamy…bardzo tęsknię za Robercikiem, ale wiem, że już tylko kilka dni i znów będziemy blisko siebie.
Codzienne, kilkugodzinowe rozmowy, rekompensują mi w pewien sposób to, że nie ma go przy mnie…a tak bardzo bym chciał…chciałbym by był cały czas obok mnie. Może kiedyś się to uda…

piątek, 10 marca 2006

„Encyklopedia niezwykłości” Faubourg Saint-Peres

Zahir-widoczny, obecny. Może to być istota lub przedmiot. Gdy napotykamy go na swojej drodze, zajmuje stopniowo cały nasz umysł, aż do momentu kiedy nie jesteśmy już w stanie myśleć o niczym innym. Może to być postzregane jako oznaka świętości albo szaleństwa”

środa, 8 marca 2006

Półka zdrowia :D

No i tak to sie potoczyło, że kolejny raz się spotkałem z Robertem.
Nie wiem dlaczego, ale jak czekałem na niego na peronie, nie mogłem uwierzyć, że za moment wysiądzie z pociągu i znowu będę mógł mu spojżeć prosto w oczy…
Ale doczekałem się tego momentu. Troszkę mi zajęło przyzwyczajenie sie do tego, że znów jest blisko mnie, ale w chwili pierwszego całusa i przytulenia, zdałem sobie sprawę, że znów jestem z ukochaną osobą. Wtedy poczułem się tak spokojnie…
Będąc z nim, nie musiałem jeść ani spać, co potem odbiło się na mnie, gdyż oczka same mi się na zajęciach zamykały. Ale nie narzekam. Chciałem każdą sekundę spędzić z nim, nie chciałem marnować czasu na sen:)

Czas spędzaliśmy głównie w pokoju, ale również wybraliśmy się na mały spacer po mieście no i obowiązkowo pojechaliśmy do SCC. Tam, w supermarkecie odnaleźliśmy „półkę zdrowia”, ale co na niej było i w co się zaopatrzyliśmy, pozostawię tylko dla siebie i dla Roberta…

Jego pobyt u mnie dał mi kolejny dowód, jakim szczęściarzem jestem i jak mi jest dobrze z nim.
Wizyta była idealna…No, może prawie idealna, gdyby nie jedna porażka w pewnej kwestii. Eh…mam nadzieję, że uda mi się to jakoś rozwiązać. Pocieszam się tym, że nigdy nie może być ZA DOBRZE, bo jeśli tak jest, to znaczy, że coś tu nie jest prawdziwe, hehe…


Dostałem od niego prezent-płytę kompaktową.