I znów Robert był u mnie….”i to literlanie u mnie”-jak to ma w zwyczaju mówić.
Tym razem postanowiliśmy troszkę ruszyć tyłki i zobaczyć co nieco.Kraków, rynek…mmm…cudownie było podczas spacerku uliczkami tego miasta. Szkoda tylko, że troszkę mało pieniążków mieliśmy i niemogliśmy pozwolić sobie na jakieś niewielkie szaleństwo. Po tej wycieczce zatrzymaliśmy się u mnie w domu. Ciepły obiad, chwila odpoczynku przy kompie… Widząc go w moim pokoju, dobitnie dotarło do mnie, że Robert jest już bardzo mocno osadzony w mojej rzeczywistości i tak łatwo mu się nie dam z niej wyrwać:)Nie będe rozwodził się nad naszym spotkaniem. Było cudownie, każda najmniejsza chwila niezostała zmarnowana. Z niecierpliwością oczekuję następnych naszych „widzeń”.
Właśnie teraz, poczułem się dziwnie. Przypomniała mi się Warszawa i mój pobyt tam.Coś, co było jeszcze kilka miesięcy dla mnie bardzo ważne, teraz wydaje się snem.Czy mi się to przyśniło?? Dopóki nie znajdę się w niej jeszcze raz, nie spotkam z Grześkiem, to nie uwierzę, że kiedykolwiek się widzieliśmy…tak mały kontakt nawet teraz mamy ze sobą:(Wszystko zmienia się bardzo szybko…jak w cholernym kalejdoskopie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz