Cóż...czas oswajać się z myślą, że czasy studenckie na dniach się skończą.
Koniec "swobody", pozornego braku obaw o jutro.
Nadchodzi odpowiedzialność za swoje poczynania, czas dokonywania wyborów (oby słusznych).
I paradoksalnie, do niedawna, chciałem by te studia się skończyły, a teraz...? Zastanawiam się, jak to już koniec?