sobota, 27 sierpnia 2005

Brak tytułu

„Spend all your time waiting
for that second chance,
for a break that would make it ok.
There’s always some reason
to feel not good enough
and it’s hard, at the end of the day
I need some distraction
Oh, beautiful release.
Memoriesseep from my veins”
Sarah MacLachlan: „ANGEL”
Dziś znowu wróciłem do tej piosenki….chyba ją mogę nazwać, że przez krótki okres czasu była NASZA.
Mialeś kreciku rację, ona ma coś w sobie…

środa, 24 sierpnia 2005

I znów była przerwa…

Hmm…wakacje powoli dobiegają końca, zbliża się sesja, a ja dalej nic nie robię.

Ostatnio dni upływają mi na siedzeniu w domu, patrzeniu w monitor…od czasu do czasu zaglądne do tej cholernej książki, ale i tak po 2-3 stronach rezygnuje. W czarnych barwach to widze, jeśli jakoś nie wezmę się w garść.

Szczerze mówiąc, mam już dość siedzenia w domu, chciałbym aby już był październik, jak zaczną się studia…Wiem wiem, część z Was pomyśli, że mi się w głowie pomieszało, ale dla mnie, podczas roku akademickiego, cos się zawsze ciekawego dzieje…a w tej chwili, moje życie można opisać jednym słowem…STAGNACJA

czwartek, 11 sierpnia 2005

Kolejny koniec

Znów coś się skończyło, kolejny zamknięty rodział książki pt: „W poszukiwaniu wspólnego szczęścia”…
Dwie piosenki mi się będą z Tobą zawsze kojażyć: AXEL F-CRAZY FROG i SARAH MCLACHLAN-ANGEL. Ty dobrze wiesz dlaczego akurat te….Dzięki za kilka naprawdę wspaniałych chwil jakie z Tobą było mi dane spędzić…Było naprawdę fajnie….

środa, 10 sierpnia 2005

If You Could Read My Mind

Nareszcie chwilka czasu wolnego, więc mogę zająć się blogiem, który ostatnio został zaniedbany przeze mnie. W skrócie przydałoby się opisać ostatnie wydarzenia…
Jestem już po Waszych odwiedzinach. Hehe, muszę przyznać, że było świetnie, choć kosztowało mnie to trochę nerwów.
W piątek, na dzień przed przyjazdem….gdybyś mnie wtedy widział. Chodziłem tam i spowrotem, a z kompa leciało STUDIO 54oczko. Nie docierało do mnie to, co miało się stać za kilka godzin…że spotkamy się twarzą w twarz. Milion myśli kotłowało się w mojej głowie, jak to będzie, co powiedzieć w pierwszym momencie, jak zareagujemy na siebie w „realu”. Mój stan był na tyle poważny, że musiałem sobie piwko otworzyć, samemu je wypić i położyć się spać, haha…
Nadeszła sobota. Przed 9 obudził mnie dźwięk budzika. Wstałem, poszedłem do kuchni i co….dostaje od Ciebie smsa, że za pół godziny jesteście. Nie sądziłem, że potrafię tak szybko biegać….5 minut nie minęło, a ja byłem już umyty, ubrany i stałem na przystanku autobusowym.
…….i stało się…nasze oczy spotkały się. Muszę przyznać, że byłem w szoku, ponieważ nie sądziłem, że od razu znajdziemy wspólne porozumienie, bo przecież świat wirtualny to nie to samo co prawdziwa rzeczywistość. Od pierwszej sekundy naszego spotkania, rozmawialiśmy tak, jakbyśmy się znali już od bardzo długiego czasu. Kolejne dni, które spędzaliśmy już w większym towarzystwie, potwierdziły tylko to jak mocno Cię lubię i jak świetnie się w Twoim towarzystwie bawię.

Nie wdając się w szczegóły, muszę przyznać, że bardzo dobrze się czułem, słysząc Cię „normalnie”, obserwując Twoje reakcje. Sama świadomośc tego, że jesteś obok, powodowała, że czułem się wspaniale. Chciałbym, aby takich momentów było więcej, ale patrze realnie na to wszystko. Odległość powoduje, że i tak nie będziemy się często widywać…

Ten tydzień, był jednym z lepszych jakie dane mi było doświadczyć w swoim życiu. Za to serdecznie dziękuję i mam nadzieję, że nasze spotkanie było tylko wstępem do rozwinięcia naprawdę pięknej przyjaźni.
PS.
Mam nadzieję, że jak Cię odwiedzę kiedyś, nie zafundujesz mi takiej JOASI, jak ja Wamhehehe….