niedziela, 8 lutego 2009

Idzie nowe, ale czy lepsze?

Od ostatniego wpisu minęło już trochę. Święta – Sylwester – Nowy Rok – Koniec semestru – Sesja.

Wszystko to prawie pod jednym hasłem: choroba. Dosłownie co kilka dni coś mnie dopadało i to z taką intensywnością, że wstać z łóżka czasem nie było sił.

Poszedłem do lekarza…stos badań, prześwietlenia i co? NIC. Jestem kompletnie zdrowy, ale tak wcale się nie czuję:(

Co do życia zawodowo-uczelnianego. Tutaj w miarę ok. Semestr udało się zamknąć bez większych kłopotów, z sesją troszkę gorzej, ale to tylko jedno zaliczenie. Damy radę.

W pracy również dobrze. Fakt, pochłania mi ona trochę czasu, który mógłbym spożytkować na odpoczynek, ale czego się nie robi dla dobrego pieniądza haha.

W życiu prywatnym również wszystko w porządku. Mieszkamy tam gdzie mieszkaliśmy, kochamy się tak jak do tej pory, rozumiemy jak zwykle…Niedługo rocznica…już trzecia, a ja się czuję tak, jakby to była nasza pierwsza. I niech ktoś mi powie, że w środowisku gejowskim nie można stworzyć czegoś prawdziwego, trwałego…Trzeba chcieć i dać siebie…Ktoś niedawno powiedział, że nienawiść jest łatwa, miłość natomiast trudna, bo wymaga siły i oddania. W zupełności się z tym zgadzam. Szkoda tylko, że takie piękne uczucie, trzeba ukrywać w 4 ścianach. Cóż, atak moherowych beretów czasem może mieć katastrofalne skutki…