Pierwszy, z ostatnich 9 miesięcy na tej uczelni minął.
Jakieś podsumowanie? TAK - przeraźliwa nuda.
Wychodze koło 8, wracam o 13-14 i co? Jestem tak zmęczony, że muszę odespać.
Mało tego, po drzemce nie jestem w stanie nic konstruktywnego zrobić. Nie wiem, czy to wina pogody, tak bezsensownych zajęć, czy może mojego lenistwa. A może wszystkiego po trochu?
Za każdym razem wychodzę z podziwu, bo jak wytłumaczyć, że osobie będącej na VI roku, zainteresowanej psychiatrią serwują zajęcia z psychologiem?
Nic do niego nie mam, ale raczej w przyszłej pracy nie przydadzą mi się wiadomości na temat muzykoterapii, malarstwa czy testów na inteligencje. A pan mgr był akurat tymi tematami tak żywo poruszony, że aż postanowił do nas co chwilę przychodzić i gadać i gadać i gadać....
I wniosek jest z tego jeden, że nawet nie wiem, jak leczyć nagłą psychozę....
poniedziałek, 31 października 2011
wtorek, 4 października 2011
Nie pamięta wół jak cielęciem był!
Nigdy nie darzyłem szczególną sympatią chirurgów.
Za to, że mają spaczone poczucie humoru, bardziej niż inni specjaliści medycyny.
Za to, że człowieka leżącego na ich stole operacyjnym, w pełnym znieczuleniu, traktują jak kupę mięsa do pokrojenia.
I za to, że wyżej wymieniony pacjent, nierzadko nieświadomy, jest obiektem głupkowatych żartów i komentarzy.
Nie uogólniam. Zdarzają się chirurdzy na prawdę oddani swojemu fachowi i przede wszystkim zachowujący chociaż trochę człowieczeństwa. Ale to raczej rzadkość...
Dziś miałem do czynienia z typowym obrazem nożownika.
Facet, z wywindowanym ego, który uważa, że jego zdanie jest tym jedynym właściwym.
I ja doskonale zdaje sobie sprawę z ułomności studiów medycznych. Człowiek kończy 6 lat i tak na prawdę nie umie nic zrobić, nie wie jak się zachować itp.
Ale do cholery jasnej. Nie można od nas wymagać czytania w czyichś myślach!
Bo skąd mam wiedzieć, z której strony pan doktor chce, abym stanął, albo że jego słowa "może pan już iść" nie można odbierać dosłownie i mam stać na sali nadal - mimo, że nie jestem tam wogóle potrzebny?
I gdzie zwykłe dziękuję? Ja podziękowałem za to, że mogłem coś z bliska zobaczyć. Niestety, nie zostało to opatrzone nawet najmniejszych komentarzem, ba...przyjęte to zostało z grobową miną, jakbym kogoś tam zabił.
A przecież nie należy do moich obowiązków nadskakiwanie jakiemuś doktorkowi, a już na pewno nie wysłuchiwanie komentarzy, jak to studenci nie nadają się nawet do przepisania historii choroby....
Jutro ostatni dzień tego badziewia...oby minął mniej problemowo!
Za to, że mają spaczone poczucie humoru, bardziej niż inni specjaliści medycyny.
Za to, że człowieka leżącego na ich stole operacyjnym, w pełnym znieczuleniu, traktują jak kupę mięsa do pokrojenia.
I za to, że wyżej wymieniony pacjent, nierzadko nieświadomy, jest obiektem głupkowatych żartów i komentarzy.
Nie uogólniam. Zdarzają się chirurdzy na prawdę oddani swojemu fachowi i przede wszystkim zachowujący chociaż trochę człowieczeństwa. Ale to raczej rzadkość...
Dziś miałem do czynienia z typowym obrazem nożownika.
Facet, z wywindowanym ego, który uważa, że jego zdanie jest tym jedynym właściwym.
I ja doskonale zdaje sobie sprawę z ułomności studiów medycznych. Człowiek kończy 6 lat i tak na prawdę nie umie nic zrobić, nie wie jak się zachować itp.
Ale do cholery jasnej. Nie można od nas wymagać czytania w czyichś myślach!
Bo skąd mam wiedzieć, z której strony pan doktor chce, abym stanął, albo że jego słowa "może pan już iść" nie można odbierać dosłownie i mam stać na sali nadal - mimo, że nie jestem tam wogóle potrzebny?
I gdzie zwykłe dziękuję? Ja podziękowałem za to, że mogłem coś z bliska zobaczyć. Niestety, nie zostało to opatrzone nawet najmniejszych komentarzem, ba...przyjęte to zostało z grobową miną, jakbym kogoś tam zabił.
A przecież nie należy do moich obowiązków nadskakiwanie jakiemuś doktorkowi, a już na pewno nie wysłuchiwanie komentarzy, jak to studenci nie nadają się nawet do przepisania historii choroby....
Jutro ostatni dzień tego badziewia...oby minął mniej problemowo!