wtorek, 4 października 2011

Nie pamięta wół jak cielęciem był!

Nigdy nie darzyłem szczególną sympatią chirurgów.
Za to, że mają spaczone poczucie humoru, bardziej niż inni specjaliści medycyny.
Za to, że człowieka leżącego na ich stole operacyjnym, w pełnym znieczuleniu, traktują jak kupę mięsa do pokrojenia.
I za to, że wyżej wymieniony pacjent, nierzadko nieświadomy, jest obiektem głupkowatych żartów i komentarzy.

Nie uogólniam. Zdarzają się chirurdzy na prawdę oddani swojemu fachowi i przede wszystkim zachowujący chociaż trochę człowieczeństwa. Ale to raczej rzadkość...

Dziś miałem do czynienia z typowym obrazem nożownika.
Facet, z wywindowanym ego, który uważa, że jego zdanie jest tym jedynym właściwym.
I ja doskonale zdaje sobie sprawę z ułomności studiów medycznych. Człowiek kończy 6 lat i tak na prawdę nie umie nic zrobić, nie wie jak się zachować itp.
Ale do cholery jasnej. Nie można od nas wymagać czytania w czyichś myślach!
Bo skąd mam wiedzieć, z której strony pan doktor chce, abym stanął, albo że jego słowa "może pan już iść" nie można odbierać dosłownie i mam stać na sali nadal - mimo, że nie jestem tam wogóle potrzebny?
I gdzie zwykłe dziękuję? Ja podziękowałem za to, że mogłem coś z bliska zobaczyć. Niestety, nie zostało to opatrzone nawet najmniejszych komentarzem, ba...przyjęte to zostało z grobową miną, jakbym kogoś tam zabił.
A przecież nie należy do moich obowiązków nadskakiwanie jakiemuś doktorkowi, a już na pewno nie wysłuchiwanie komentarzy, jak to studenci nie nadają się nawet do przepisania historii choroby....

Jutro ostatni dzień tego badziewia...oby minął mniej problemowo!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz