piątek, 29 grudnia 2006
Prezent na Nowy Rok?
Nie, to nie jest możliwe...
We czwartek, dzięki uprzejmości pani z działu bytowego mojej "ukochanej" uczelni, dowiedziałem się, że mam do odebrania stypendium socjalne za okres 3 miesięcy. Wow...Najlepsze w tym wszystkim jest to, że żadnego podania o przyznanie świadczenia nie składałem, ale okazuje się, że są jeszcze w tym kraju ludzie myślący:)
Tak więc pieniążków dostanę tyle, że już spokojnie mogę zakończyć szaleńczą gonitwę za gotówką, bo środków finansowych mam już tyle, że spokojnie spłacę tą powtórkę semestru...
W końcu poczułem ulgę...takiego prezentu na Nowy Rok się nie spodziewałem...
środa, 27 grudnia 2006
"Dziękuję wszystkim za pamięć"
Od tych słów, dokładnie rok temu tak wiele się zaczęło. Tak wiele, że aż trudno czasem uwierzyć, że dzieje się na prawdę.
"Dziękuję wszystkim za pamięć-urodzinki świętujemy??"-od tych kilku zlepków wyrazów otwarł się nowy rozdział mojego życia, już nie samotnego, ale z kimś.
Po niedługim okresie czasu, serce zaczęło bić mocniej dla Niego. I bije tak samo aż do teraz...
Tak, to właśnie dziś mija dokładnie rok od kiedy poznałem Roberta, a tak przy okazji dziś też mijają moje 2(?) urodziny:D
Wszystkim tym, co pamiętali, dziękuję za życzenia.
poniedziałek, 25 grudnia 2006
Kłamstwa
Dlaczego ja nie umiem mówić prawdy??
Tyle kłamstw w moim życiu i to niby dla dobra innych...
Czasem jest mi ciężko, bo nie mogę powiedzieć moim rodzicom kim tak na prawdę jestem:/
Dodatkowo, wczoraj dzwoniła mamuśka z zagranicy, jej też skłamałem...Na pytanie, co jej życzę, odpowiedziałem, że szybkiego powrotu do domu. A przecież nawet nie wiem czy tego chcę...
Jak wróci do Polski, znów zacznie się standardowe grzebanie w moich rzeczach prywatnych, patrzenie mi na ręce, kontrolowanie każdego mojego kroku.
Znów nie będę mógł swobodnie odetchnąć, coś będzie mnie przytłaczać do tego stopnia, że poczuje się znowu jak dziecko, które nie ma włąsnego rozumu, zdania...A ja po prostu chcę żyć tak, jak mi jest dobrze, a nie tak ja wy byście chcieli, drodzy rodzice.
Niestety stworzyliście taką atmosferę, że czuję się winny tego, że taki jestem, że odstaje od waszego ideału człowieka. Trudno, ja nic bym w sobie nie zmienił (no przesadzam, jest takich parę rzeczy), ale dzięki wam mam to cholerne poczucie winy, że robię coś złego, próbując żyć zgodnie ze sobą....
niedziela, 24 grudnia 2006
Jeden taki dzień w roku
Od pewnego czasu nie lubię świąt.
Dlaczego?? Sam nie wiem. Może nie lubię tej przesady, tego szaleństwa przygotowań przez kilka dni, by potem niecałą godzinę spędzić przy wigilijnym stole...
Jednak święta mają w sobie coś niepowtarzalnego...spokój.
Świat się wydaje zwalniać, ludzie po świątecznej kolacji zwalniają tempo swojego życia. Niektórzy gapią się bezmyślnie w telewizor, po raz setny oglądając ten sam zestaw filmów serwowanych przez największe stacje komercyjne. Inni, rozmyślają, nad tym co było, jest i nad tym, co się wydarzy w nadchodzącym nowym roku.
Dla mnie dzisiejszy wieczór był szczególny, pierwszy taki w moim życiu.
Jeszcze nigdy nie łamałem się opłatkiem z rodziną, wiedząc, że gdzieś tam, bije tylko dla mnie czyjeś serce:)
Myślami jestem daleko stąd, przy nim...nie możemy być w ten szczególny czas razem, ale wiem, że myśli i w pewien sposób jest przy mnie.
To właśnie jego kocham i liczę na to, że kiedyś razem zasiądziemy przy wigilijnym stole....
sobota, 23 grudnia 2006
"To wszystko czego chcę..."
"Nie poproszę o wiele w te święta,
Nie poproszę nawet o śnieg.
Zamierzam tylko czekać pod jemiołą.
Nie zrobię listy i jej nie wyślę
Do świetego Mikołaja.
Nie zamierzam nawet czuwać,
Aby usłyszeć ten magiczny dźwięk reniferów.
Ponieważ ja tylko Ciebie tutaj dziś chcę
Trzymającego mnie tak mocno.
Co więcej mogę zrobić??
Skarbie, wszystko czego chcę w te święta
to Ty...."
niedziela, 10 grudnia 2006
Męczy mnie
Męczę się się co raz bardziej. Z każdym dniem czuję, że zaraz zwariuję od tego wszystkiego.
Każdego dnia, w mojej głowie kalkuluje, liczę, zastanawiam się jak kupić, by za dużo nie wydać.
A wszystko przez tą cholerną powtórkę semestru!!!
Nie mogę się wyluzować do końca. Gdy idę na zakupy, to jest już konieczność. Znaczy-w lodówce został sam lód...
Ciężko mi jest dźwigać taki ciężar. Czasem chciałbym sobie coś kupić, jakąś taką najmniejszą pierdołę i co...uruchamia się mój komputer w głowie i oblicza, jak dużo będę na minusie, jeśli coś sobie kupię....
Jest prawie połowa grudnia, a ja ledwo ledwo co mam 1/3 kwoty, którą przyjdzie mi wyłożyć na spłatę semestru, już w lutym. Najgorsze jest to, że nie mam skąd wziąć tych pieniędzy. Pożyczać nie lubię, ale nawet jeśli sytuacja by mnie zmusiła do takiego kroku, to nie znam nikogo, kto posiadałby taką sumę pieniędzy. I tak koło się zamyka...
Dziś wyjeżdżam do Wrocławia, do Roberta. Zamiast się cieszyć jak dziecko, że znowu zobaczę jego kochaną mordkę, ja już myślę, jak tu zrobić, by nie wydać za dużo.
Ludzie-RATUNKU!!!!!!!
piątek, 8 grudnia 2006
Odwaga
Zbierałem się, zbierałem i w końcu się przyznałem.
Powiedziałem mojemu współlokatorowi o tym, że jestem gejem. Tylko cholera czemu wybrałem sobie do tego środek nocy??
Jak zaczęliśmy o tym gadać, tak skończyliśmy prawie o 5 rano:/ A ja w ten dzień musiałem do pracy iść...
No, ale przestaje narzekać. Kolega przyjął to spokojnie, po czym po chwili powiedział, że nie jestem jedyny w tym pokoju o tej orientacji, hehe.
Czyli mój zmysł znowu mnie nie zawiódł...
Jednak na początku się jakoś tak dziwnie czułem, jakbym obnażył jakąś największą tajemnicę ludzkości.
Powoli do tego przywykam, że on wie i co raz więcej plusów zaczynam dostrzegać z rozwoju tej sytuacji. Teraz mogę się swobodnie czuć, czasem mogę pogadać na tematy "branżowe".
Ale w najbliższym czasie raczej nie przewiduje kolejnych comming out'ów...
piątek, 1 grudnia 2006
Dziwny jest ten świat
Wczoraj wieczorem dziwnie się poczułem. A wszystko przez
jeden film.
Oglądaliście może ” Siedmiu krasnoludków-historia
prawdziwa„ ??
Właśnie to on spowodował mój stan…chyba…
Gdy zobaczyłem jednego aktora, sposób w jaki się porusza,
uśmiecha, reaguje…przypomniał mi się On. Jest bardzo podobny do jednego z
„krasnali”.
Filmu nie oglądnąłem oczywiście do końca…wyłączyłem, nie
mogłem już patrzeć na monitor.
Wzięło mnie na wspomnienia…dalekie, nierealne obrazy, które
kiedyś były, a teraz już nie istnieją. Czy poczułem tęsknotę, nie wiem…może.
Ale najgorsze było to, co przyszło potem….Położyłem się do
łóżka i zadzwoniłem do Roberta. Myślałem, że rozmowa pozwoli mi oderwać się od
tego dziwnego nastroju. A tu jednak było jeszcze gorzej.
Cały mój pokój, moje łóżko, głos Miśka w słuchawce…to
wszystko wydawało mi się nierealne.
Wydawało mi się, że w jakiś magiczny sposób przeniosłem się
do grudnia 2006 roku, kiedy to na prawdę mi było źle, smutno i tak
bardzo….samotnie.
Nie umiem to opisać, ale spróbujcie sobie wyobrazić, że
zaczynacie się czuć tak, jak by cały ostatni rok nie nastąpił, a wy tkwicie w
przeszłości sprzed 12 miesięcy:/
Na szczęście udało się Robertowi mnie sprowadzić do
rzeczywistości, choć zajęło mu to ponad dwie godziny.