Tak patrzę na tego swojego bloga i aż oczom nie mogę uwierzyć. Raptem kilka notek z ostatniego pół roku ;/ Albo tak bardzo mi się nie chce już tu pisać, albo nie umiem już tego robić, jak kiedyś. Bo o braku materiału na notkę nie narzekam.
Więc w tak wielkim skrócie, co u mnie.
Mieszkamy sobie już kolejny miesiąc w naszym pierwszym wspólnym mieszkanku. Nie jest one jakieś super piękne, ale jest tylko dla nas. Nikt nam w okna nie zagląda, nie podsłuchuje, co się za drzwiami dzieje i kto ile przesiaduje. Największym mankamentem i przyczyną moich okresowych wkurwów jest sąsiad z piętra niżej, który sobie urządza minimum 2 razy w tygodniu orgie z wiertarką!! Z początku myślałem, że tam jakiś wielki remont się dzieje, ale nie…pan sobie urządził jakiś warsztat i co jakiś czas dochodzą do nas nieprzyjemne dźwięki jego aktywności zawodowej;/
Na uczelni w miarę spokojnie. Są tygodnie, gdy nic się nie dzieje, by potem przyszedł okres takiego zapieprzu, że nie wiem w co ręce włożyć. Ale przyznać muszę, że niezły jestem – wszystko jak dotąd w pierwszych terminach hehe. Kujon ze mnie się zrobił, oh yeah, hahaha.
Poza tym przytyłem i…mi smutno z tego powodu. Czuje się jak słoń!! Nie mogę wejść w swoje spodnie do cholery!!
A tak z zupełnie innej beczki.
Ostatnio czuję się samotny. I to pomimo tego, że Miś jest obok…
Jakoś ostatnio mało czasu mi poświęca. Rozumiem, jest praca, jest uczelnia, są wyjazdy. Ale wtedy, gdy go nie ma również czuję się podobnie - samotnie. A jakoś ostatnio nie chce zrozumieć, że to nie moje potrzeby wzrosły, tylko jego czas dla mnie dość znacznie się skurczył :(. Już mi wyłazi bokiem ciągłe przyłażenie z laptopem do jego pokoju. Potrzeba mi pobyć razem, ale skoro nie poświęca mi uwagi, muszę się czymś zająć. Więc wybieram siedzenie w Internecie. I tu druga kwestia…
Niby tylu znajomych, pseudo-znajomych (którzy myślą, że nie widzę co się dzieje) a tak naprawdę nie ma z kim wyjść na kawę, po prostu się spotkać, porozmawiać. Na miejsce jednych, znajduje się dwóch innych. Pytanie tylko na jak długo. Kiedy coś pierdutnie, rozleci się w drobny mak?? Robię się za stary na takie dziecinady. Dość mam udawania, że wszystko jest ok., gdy tak w rzeczywistości nie jest!
A tak na koniec uznaje, że ten rok 2008 należał do całkiem udanych.