No i tak to sie potoczyło, że kolejny raz się spotkałem z Robertem.
Nie wiem dlaczego, ale jak czekałem na niego na peronie, nie mogłem uwierzyć, że za moment wysiądzie z pociągu i znowu będę mógł mu spojżeć prosto w oczy…
Ale doczekałem się tego momentu. Troszkę mi zajęło przyzwyczajenie sie do tego, że znów jest blisko mnie, ale w chwili pierwszego całusa i przytulenia, zdałem sobie sprawę, że znów jestem z ukochaną osobą. Wtedy poczułem się tak spokojnie…
Będąc z nim, nie musiałem jeść ani spać, co potem odbiło się na mnie, gdyż oczka same mi się na zajęciach zamykały. Ale nie narzekam. Chciałem każdą sekundę spędzić z nim, nie chciałem marnować czasu na sen:)
Czas spędzaliśmy głównie w pokoju, ale również wybraliśmy się na mały spacer po mieście no i obowiązkowo pojechaliśmy do SCC. Tam, w supermarkecie odnaleźliśmy „półkę zdrowia”, ale co na niej było i w co się zaopatrzyliśmy, pozostawię tylko dla siebie i dla Roberta…
Jego pobyt u mnie dał mi kolejny dowód, jakim szczęściarzem jestem i jak mi jest dobrze z nim.
Wizyta była idealna…No, może prawie idealna, gdyby nie jedna porażka w pewnej kwestii. Eh…mam nadzieję, że uda mi się to jakoś rozwiązać. Pocieszam się tym, że nigdy nie może być ZA DOBRZE, bo jeśli tak jest, to znaczy, że coś tu nie jest prawdziwe, hehe…
Dostałem od niego prezent-płytę kompaktową.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz