sobota, 11 lutego 2006

Wroclove: Mieszkano

Siedzimy…oglądamy film…

Sms: „zdałeś?? mi sie wszystko udało!!„

Zaczynam myśleć…sprawdzić wyniki, czy nie. Jeśli nie zdałem, to raczej już nic z tym nie zrobię i będzie trzeba pakować  rzeczy.
A może się udało?? Skoro on zdał, to tym bardziej ja powinnienem, uczyłem się więcej…ale co jeśli nie?

Telefon: „Czy mógłbyś mi sprawdzić wyniki, czy zdałam? Nie mam dostępu do komputera?„


JA: – Czy mógłbym u Ciebie sprawdzić wyniki koleżance??
R.: – Oczywiście. Komputer jest do Twojej dyspozycji. Sprawdzisz też sobie??
JA: – Nie. Sprawdzę tylko jej.
(…)
JA: – Korci mnie, żeby sprawdzić.
R.: – Może jednak nie sprawdzaj. Nie chcę, żebyś u mnie załapał dołka!
JA: – Daj mi się zastanowić. Nie wiem co mam robić.
R.: – Nie. Odłaczam kabel od internetu. Nie chcę żebyś to widział.
JA: – Włącz to! Bardzo Cię proszę!!
(…)
JA: – Możesz mi pogratulować. Udało się!! Nie mogę w to uwierzyć!!

Zacząłem chodzić po mieszkanku. Nie docierało tak na prawdę do mnie to, co się stało parę sekund wcześniej. Myśli siś kotłowały w głowie, serce waliło jak młot.
Nie wierzę, przetrwałem to, ZWYCIĘŻYŁEM!!!
Reszta wieczoru upłynęła już bez większych emocji. Po jakimś czasie się uspokoiłem i mogłem skupić się na R.
Tak dobrze nam się rozmawiało, że przegadaliśmy do 6 rano. Potem już poddaliśmy się, choć ani jemu, ani mi, nie chciało się spać.
Oczywiście kulturalnie położyliśmy się w osobnych łóżeczkach:)
Jednak, po pewnym czasie zaproponowałem mu, by się położył obok mnie. Nie mogłem patrzeć, jak marznie…
Wstaliśmy po południu. Pewnie nie zwleklibyśmy się, gdyby nie to, że umówiłem się z Bartkiem na mieście. Skoro jestem już we Wrocławiu, dlaczego mam się z nim nie spotkać.
Szybki prysznic, spóźnione śniadanko i wyruszyliśmy na miasto.
Wspólnie wypite piwko, miła atmosfera, klub zajebisty…a najważniejsze jest to, że R. miał dobry humorek, bo grali jego ulubiony gatunek muzyczki:) A jak on jest zadowolony, to ja też…
Potem wybraliśmy się na mały spacer po mieście. Troszkę zmarzliśmy, ale co tam…fajnie było. Z każdą chwilą poznawaliśmy się lepiej.
A w domku….nie wiem co nam uderzyło do głowy. Zaczęliśmy się bić poduchami, a potem urządziliśmy regularne zapasy…ściany aż drżały, hehe…
Potrzebne mi to było, nie wiem czemu, ale taki wysiłek podziałał na mnie bardzo pozytywnie!!

I znów, kolejny dzień pobytu mogę zaliczyć do bardzo udanych…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz