sobota, 5 stycznia 2008

Jak w domu


Przyzwyczaiłem się do Twojej obecności.
Do tego, że mogłem się budzić i zasypiać obok Ciebie.
Do tego, że mogłem Cię witać każdego dnia czymś dobrym, a Ty odwdzięczałeś się mi uśmiechem.
Lubię jak się uśmiechasz....

Cholera, przyzwyczaiłem się tak mocno, że gdy zdrzemnąłem się zaraz po Twoim wyjeździe, obudził mnie dotyk Twojego noska niuchającego mi do ucha...Niestety, był to tylko sen, ale jaki realny....
Codzienne życie z Tobą jest czymś wspaniałym, czymś czego mi zawsze brakowało w życiu. Wystarczy byś był obok-od razu chce mi się inaczej żyć i świat wydaje się jakoś mniej straszny...
Kiedy nastanie czas, że będziemy się mieć na co dzień, nie na chwilę...?

Teraz siedzę we własnym pokoju. Niby ten sam, a jednak nie ten sam. Brak w nim Ciebie.
Spoglądam za siebie, na kanapę...i nie widzę Ciebie, a jeszcze jakiś czas temu mogłem po prostu wstać i przyjść do Ciebie, bo wiedziałem, że tam sobie jesteś...niedaleko mnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz