Na codzień staram się nie wczuwać w to, co mogą myśleć moi rodzice. Oni mają swój świat i pogląd na życie, z którym nie do końca się zgadzam.
Ale są chwile, gdy nie potrafię przejść obojętnie i chwilę się zastanowić. Takim momentem jest fakt ponownego wyjazdu mojej matki za granicę - wyjazdu znowu na prawie 10 miesięcy. I choć nie mam z nią najlepszego kontaktu, i nie możemy ustalić wspólnie granicy swojej prywatności, a nawet z jej strony coś takiego jak własnie prywatność nie istnieje...jednak w pewnym stopniu jest mi przykro, że jedzie. Ale nie jest mi smutno, że mnie opuszcza. Smutno mi, że musi wyjechać z własnego kraju, domu, musi zostawić swojego męża. To jednak jest ciężkie dla człowieka, pozostawić tak wszystko za sobą na dość długi czas...
A mój ojciec...siedzi. Nic nie mówi, ale widać, że przeżywa. Że został sam...
I tak sobie pomyślałem, że nie chciałbym zostać kiedyś zupełnie sam...bez ukochanej osoby, bez znajomych. Takie życie to nie życie, to wegetacja. Spróbowałem się poczuć, jak bm się czuł na jego miejscu...Straszne uczucie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz