sobota, 3 grudnia 2005

Nocne przemyślenia

Gdy wczoraj w nocy położyłem się, naszły mnie jakieś takie dziwne myśli.
Zacząłem zastanawiać się nad tym, kim jestem teraz i kim będę za kilka, kilkanaście lat.
Przyszłość jest niepewna. Jedynym stałym elementem, który wiem, że nigdy się nie zmieni, jest to, że jestem GEJEM.
Nie wierzę w Boga, więc co, lub kto u licha, zrobił mi taki brzydki kawał i mnie uformował takim, jakim jestem?? Są momenty, kiedy jestem w pogodzony z myślą, że mam odmienną orientację, a czasami mam ochotę wykrzyczeć, że NIE CHCĘ BYĆ TAKI!!
Ale co mam zrobić?? Nic, ani nikt mi niepomoże się zmienić. Tak już zostanie na bardzo długo…
Pytanie jakie sobie postawiłem wczoraj brzmiało: „Jak się nauczyć z tym żyć??”
Czy potraktować moją orientację jako nieuleczalną chorobę, czy może uznać ją za towarzysza życia… W tym momencie nie znam na to odpowiedzi…Widzę za dużo minusów w tej sytuacji.
Oczywiście, gdybym był typem pustelnika, najzwyczajniej w świecie, odgrodziłbym się od tego. Ale ja taki nie jestem!! Potrzebuje obecności TEJ osoby, ale jak tą odpowiednią znaleźć?
Ktoś może powiedzieć, że sprawa jest prosta. Wchodzisz na czat i znajdujesz setki osób takich jak Ty…Ale czy są one rzeczywiście podobne mi…
Pod względem orientacji to może i tak, ale na tym podobieństwa się kończą. Większość ludzi przebywających w tego typu miejscach traktuje człowieka jak towar. Liczy się dobre i ładne opakowanie. A jak zabawka się znudzi, wracamy do „sklepu” po nową, inną, piekniejszą…
Dla większości, słowa takie jak: MIŁOŚĆ, PRZYJAŹŃ, SZCZEROŚĆ I ODDANIE, na zawsze zostały wykreślone ze słownika zwrotów potocznych…jednak mój słownik wyróżnia je już na pierwszej stronie…
A nawet, jeśli już się spotka właściwą osobę, to przecież nie wyjdziesz z nią na ulicę trzymając się za ręce, bo od razu zostaniesz wyzwany od „pedałów”, „ciot” i innych przyjemniejszych epitetów…
Bycie gejem to jedna wielka maskarada. Ukrywamy to kim jesteśmy przed rodziną, czasami przed znajomymi, przed otoczeniem…Ci odważniejsi potrafią otwarcie o tym mówić, wychodząc lepiej, czasem gorzej na tym…
Ja wiem, że mojej rodzinie się nieujawnie, bo zdaję sobie sprawę z tego, że byłby to dla nich cios. Moi rodzice juz dość w życiu prześli, więc nie mam zamiaru dokładać im kolejnych zmartwień…
Problemem jest jednak to, czy w takiej wielkiej konspiracji, będę mógł kiedyś powiedzieć, że jestem naprawdę szczęśliwy??…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz