Ten dzień chyba nie ma końca…
Na każdym kroku porażki. Nie dość, że na uczelni idzie mi jak po grudzie to w dodatku mam masę pechowych zdarzeń.
Najpierw gdzieś zaginął mi klucz od pokoju i nie mogłem go znaleźć. Potem spaliła się żarówka w lampie, która wisi nad moim łóżkiem (przypadek??). Jakby tego było mało, ściagając z kolegą klosz, rozsypał się on nam w drobny mak…
Gdy już kładłem się spać, dostałem telefon…Jak pocieszać innych, gdy samemu chce się wyć z rozpaczy??
Jakoś jednak udało mi się wytrzymać i to…teraz juz idę spać. Mam dość…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz