Uczucie totalnej pustki. Mam powoli dość mówienia o swoich problemach i rozterkach znajomym. Oni mają swoje problemy, a i tak niepomogą mi. Nie mogą…
Dobre słowo już mi niewystarczy…
Wracam do domu i co? Brak wpsarcia, ciepłego słowa. Nie mogę się przyznać jak mi ciężko, dlatego zmuszam się do udawania uśmiechu i mówienia, że wszystko ok…Niektórym moim kolegom i koleżankom też oszczędzam tych czarniejszych opowieści. Bo i po co mają wiedzieć…
Brak mi namacalnego wsparcia. Chciałbym na własnej skórze poczuć oddech życzliwej osoby, która nie wiem co zrobi, ale jakoś mi pomoże z tym wszystkim.
Z drugiej strony, chciałbym się gdzieś schować, odizolować od wszystkiego i wszystkich…
Są momenty kiedy mam ochotę wykrzyczeć do wszystkich: DAJCIE WY MI WSZYSCY ŚWIĘTY SPOKÓJ!!
Jednak się hamuję, czemu oni winni??…niczemu.
Czy winnym ja??…może trochę
Odpowiedź:…..nie wiem
Czy ją kiedyś znajdę??….nie wiem
Co wiem??….nic nie wiem.
Dziękuję za uwagę wszystkim…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz