Dawno tak nie było. Cisza…spokój.
W końcu mogłem bez żadnych niepokojących myśli spędzić wolny czas w domu. Wiem, że ta idylla jest chwilowa. Kiedyś trzeba będzie pozaliczać te wszystkie zaległości. Teraz jednak nie wydaje się to takie straszne jak parę dni temu:) Wierzę, że się uda( a przynajmniej staram się uwierzyć).
Leżę sobie wygodnie, piszę tego posta, a z radia leci „I WILL ALWAYS LOVE YOU”. Jeszcze jakiś czas temu, ta piosenka ( z resztą jak wiele innych ballad o miłości) wywolywała u mnie przykre uczucia. Łapałem melancholijne klimaty…a teraz?
Wspominam to, co było, ale nie sprawia mi to już tyle bólu, co kiedyś. Czy to oznacza, że zacząłem sobie dawać radę ze sobą i że w końcu dotarło do mnie, że już nigdy nie….
Ok…kończę na dziś. Idę coś przeczytać. W piątek mam egzamin i wolałbym go zdać przy pierwszym podejściu.
Trzymajcie kciuki!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz