Najchętniej skuliłbym się, schował pod kołdrą i nigdzie się niepokazywał. Mam dość tego wszystkiego, nic mi się nie chce udać, a jeśli już się dobrze zapowiada, to oczywiście skutki są tragiczne.
Czy normalne jest to, że wstając rano, mówię: „NIENAWIDZĘ SWOJEGO ŻYCIA??”
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz