Mijają właśnie wakacje. Jest to więc dobry czas na przeanalizowanie tego, co się zdarzyło, dzieje w chwili obecnej i tego co mogło się wydarzyć. Postanowiłem zrobić bilans rzeczy dobrych i złych, jakie przydarzyły mi się w lecie 2005 roku.
Można rzec, że czas odpoczynku i relaksu dla mnie zaczął się dość wcześnie, bo już końcem maja. I od razu wyjechałem na wspaniały „urlop”. Spędziłem naprawdę kilka wspaniałych dni ze znajomymi nad jeziorem. Była zabawa, śmiech, ale też czas na zastanowienie się nad własnym życiem. Właśnie takiego momentu, w czasie którego mogłem usiąść spokojnie i podumać, brakowało mi wtedy. Pewnego dnia postanowiłem się wybrać na samotny spacer. Oczywiście musiało się rozpadać, gdy powolnym krokiem zmierzałem ku jeziorku. Ale nie, nie załamałem się tym. Twardo brnąłem wśród spadających kropel. Mój wysiłek się opłacił. Znalazłem samotną ławeczkę, nad którą rozpościerała się olbrzymia korona sosny, osłaniająca ławkę przed deszczem. Już wiedziałem, że zaraz to miejsce stanie się na kilka chwil moją pustelnią. Czas spędzony na patrzeniu w wodę, słuchając uderzających kropel o liście drzew i gdzieś w oddali szumu przelatujących dzikich kaczek, okazał się na tyle mobilizujący, że postanowiłem zmienić coś w swoim życiu. Nie chciałem już być tylko biernym obserwatorem żywota ludzkiego, ale jego aktywnym uczestnikiem. Wróciłem odmieniony, silniejszy….Znajomi nawet to zauważyli, że moje podejście zmieniło się dość znacznie.
Czerwiec przyniósł mi nową znajomość. Znajomość, z której wyniknął potem nawet związek, krótki co prawda, ale nie będę narzekał. W następnym miesiącu czekały mnie dość poważne egzaminy na studiach, ale jakoś przygotowania zeszły na plan dalszy. Tak więc, miesiąc ten upłynął mi na rozmowach i spotkaniach z Ł.
Nadszedł pamiętny lipiec. EGZAMINY….szedłem na nie z przekonaniem, ze się nie uda…że nie zrealizuje swoich marzeń. Jak miałem myśleć inaczej, jeśli nic a nic nie postarałem się, aby cokolwiek przeczytać. Przeczytać!! Nie nauczyć się. Nie wiem jakim cudem, ale udało się zdać i to całkiem nieźle. Moja radość była ogromna. Dawno się tak nie cieszyłem jak wtedy. Czułem, że mogę osiągnąć wszystko!! W dodatku, w połowie miesiąca dostałem wiadomość. MÓJ PRZYJACIEL MIESZKAJĄCY ODMNIE JAKIEŚ 300 KM PRZYJEŻDŻA NA TYGODNIOWY URLOP!!! Coś takiego nigdy by mi nie przyszło do głowy. Jednak stało się. Tak więc, druga połowa lipca upłynęła mi na załatwianiu spraw związanych z przyjazdem oraz oczywiście spraw uczelnianych.
Początkiem sierpnia, nastąpiło spotkanie dwóch przyjaciół. Spotkanie twarzą w twarz. Możecie wierzyć lub nie, ale zaprzyjaźniłem się z kimś przez internet. Do momentu Jego przyjazdu, nie widzieliśmy się ani razu, a jednak praktycznie każdy wieczór, a czasami i część nocy, spędzaliśmy na wzajemnych pogawędkach. Czasami rozmowa dotyczyła jakiś pierdółek, a innym razem poruszaliśmy ciężkie i przykre tematy. Przyjazd Bartka( bo tu o nim mowa) potwierdził tylko to, że mamy ze sobą świetny kontakt i pomimo tego, że dzieli nas taka odległość, nasza znajomość przetrwa i to… Bawiliśmy się świetnie, co tu dużo mówić. Gdy dobiegł koniec jego urlopu, żal było się rozstawać. Ale niestety, taka kolej losu.
Sierpień przyniósł także zakończenie mojego związku z Ł., ale też początek innej znajomości. Poznałem Grzesia (mam nadzieję, że się nieobrazi, że podaje jego imię). Nie sądziłem, że tacy ludzie jeszcze istnieją. Chłopak prawie 21-letni, a podejście ma do życia takie, że nie jeden 30-latek powinien się od niego uczyć. Każda rozmowa na gg, czy później nawet przez telefon, sprawiała ( i sprawia mi nadal) ogromną radość. To cudowne mieć kogoś, kto daje Ci poczucie, że jesteś dla tej osoby ważny. Potrafiliśmy do siebie zadzwonić tylko po to, by powiedzieć sobie dobranoc. Oczywiście, jak zaczynaliśmy gadać, tak nie mogliśmy skończyć, hehe. Relacje z nim układały się nadzwyczaj dobrze. Zaczynałem nawet w pewnym momencie wątpić, czy jest On prawdziwy, czy nie ma tu jakiegoś oszustwa… Pojawił się pomysł, abym go odwiedził w Warszawie. Po dość długim analizowaniu całej tej sytuacji, postanowiłem pojechać. Ale jak tu się gdziekolwiek ruszyć, gdy w portfelu pustka? Zacząłem kombinować, skąd wziąć pieniądze. Brałem się za różnego rodzaju prace u sąsiadów, odzyskiwałem długi, tylko po to, by móc się jak najszybciej spotkać się z Grzesiem. Ustaliliśmy termin mojego przyjazdu na połowę przyszłego miesiąca….
Nadszedł wrzesień, miesiąc moich egzaminów, ostatni miesiąc wakacji i miesiąc mojego jednego z najważniejszych spotkań. Tuż po pierwszym egzaminie, wyjechałem do Niego….Moment spotkania w cztery oczy przeżyłem strasznie. Ręce mi się trzęsły, nie wiedziałem co powiedzieć. Potem z każdą chwilą, było mi coraz łatwiej. Nie wiem jak on to zrobił, ale po godzinie przebywania obok Niego, czułem się tak, jakbym tą osobę, znał już wieki… Cóż, efektem tego wyjazdu było to, że się zakochałem. Tak, stało się coś, czego się nie spodziewałem. Nie sądziłem także, że będę mógł powiedzieć, że to uczucie zostało skierowane do osoby, która pomimo tego, że nadal twierdzi, że nie jest idealna, dla mnie tym ideałem jest. Przebywając z nim, chodząc po stolicy, bawiąc się, ale też czasami płacząc, czułem się szczęśliwy, bardzo szczęśliwy. Moja radość była na tyle wielka, że moment rozstania przeżyłem bardzo mocno. Nie chciałem wyjeżdżać, ale wiedziałem, że nie mam innego wyjścia. Wtedy tak bardzo żałowałem, że mieszkam taki kawał drogi od Niego… Jesteście pewnie ciekawi, co dalej z naszą znajomością. Postanowiliśmy zostać przyjaciółmi, ponieważ odległość nas dzieląca, okazało się zbyt dużą przeszkodą do budowania czegoś naprawdę trwałego. Był moment, że słowo PRZYJAŹŃ, nabrało negatywnego wydźwięku dla mnie. Jak inaczej myśleć, skoro pojawiła się iskierka uczucia, mogąca stać się olbrzymim płomieniem, a w zamian dostaje się przyjaźń. Teraz, cieszę się, że mam przyjaciela w nim, że pomimo tego wszystkiego, odnaleźliśmy się w tym świecie zakłamania i obłudy. I mam nadzieję, że nasza znajomość będzie się dalej tak wspaniale rozwijać.
Po przyjeździe, czekały mnie jeszcze 2 egzaminy. Jednak moje myśli były nadal w stolicy. Coś tam przeczytałem, ale zwątpiłem w to, że mogę to wszystko pozaliczać. Stało mi się to obojętne… Jednak prawda okazała się inna. Miałem szczęście, zdałem wszystko za jednym zamachem. Nadal nie mogę uwierzyć w to, że się udało!! Mam w końcu ten komfort psychiczny, że już wszystko za mną. Od października zacznie się znowu walka o zaliczenia, ale nie będę narzekać, każdy student przechodzi to samo… Obecne wakacje, przyniosły jak widać kilka wydarzeń. Niektóre smutne, ale inne piekne. Zacieśniłem znajomość z Bartkiem i poznałem Grzesia. Są to jedne z najbliższych mi obecnie osób, którym chcę teraz podziękować, że znalazły się w moim życiu.
W podsumowaniu nie występują wszystkie ważne dla mnie osoby. Mowa tu o Gosi i Piotrku. Te dwie osoby również zajmują bardzo ważne miejsce w mym sercu. Możliwość porozmawiania z nimi, spędzenia najdrobniejszej chwili razem sprawia mi ogromną radość. Tak więc i Wam należą się słowa podziękowania…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz