Nie sądziłem, że to wszystko tak bardzo mnie pochłonie. Nie mam czasu wyjść z pokoju i pójść do pubu chociaż na godzinę.
To nie jest mój świadomy wybór. Mam tyle pracy, że szkoda każdej minuty.
Z jednej strony jest to może nawet dobre. Nie mam za wiele czasu by myśleć o rzeczach przykrych. Zdarzają się oczywiście momenty zadumy i rozmyślania, ale jest ich na prawdę bardzo mało.
Z drugiej jednak strony, zamknąłem się w tym hermetycznym środowisku służby zdrowia. Tutaj głównymi problemami studentow jest to, że nie zdarzyli się nauczyć jakiejś partii materiału na dane zajecia.
Tutaj nie ma czasu na miłość…
Podać mogę przykład mojego wspóllokatora. jego dziewczyna studiuje na Uniwersytecie Warszawskim. Minęły 3 tygodnie, a oni już nie mają czasu ze sobą porozmawiać.
Co za sens ma rozmowa w stylu: „A z czego masz zaliczenie, a na czym teraz jesteście” itp. Poza tym, niezauważyłem, żeby M. bardzo przeżywał to, że są tak daleko od siebie…a może po prostu umie się z tym kryć tak dobrze, jak ja…?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz