sobota, 13 stycznia 2007

Spóźnione podsumowanie


W końcu znalazłem czas i przede wszystkim chęć opisania bilansu zeszłego roku.
Zacznę od tych rzeczy dobrych. To tak, żeby nie było od razu pesymistycznie...

Najważniejszym wydarzeniem 2006 roku było poznanie Roberta, wyjazd do Wrocławia i stworzenie prawdziwego związku, opartego na zaufaniu i szczerości.
I w sumie co... To chyba było jedyne dobre wydarzenie, które na szczęście trwa nadal.
Do takich pomniejszych mógłbym zaliczyć, co ciekawe, moją praktykę w szpitalu, dzięki której w końcu przekonałem się, czy mój wysiłek na studiach nie idzie na marne.
Kolejnym takim pozytywnym akcentem był wyjazd do Gosi, poznanie jej i spędzenie naprawdę fajnych chwil w pokoju z czerwoną ścianą i na tarasie:).
I tu wydarzenia pozytywne się kończą. CZas teraz na te smutniejsze...
Najgorszą rzeczą jaką mi się przydarzyła było nie zaliczenie semestru i przymus pogodzenia się z jego płatną powtórką. Dość drogą powtórką dodam...Drugie miejsce na niechlubnej liście zajmie chyba moja mamuśka, która w sposób bezczelny weszła w moje życie prywatne. Coś nie coś dowiedziała się o Robercie i sukcesywnie wykorzystuje to przeciwko mnie teraz. Na miejscu trzecim lądują znajomości, które kiedyś, takie miłe i szczere, okazały się tylko straconym czasem. I po co ja o nie zabiegałem??

To tak w wielkim skrócie…Jest nowy rok, ciekaw jestem co przyniesie.
Końcem 2006 roku, naszła mnie pewna myśl…Kiedyś jasno sobie określiłem, co uczyni mnie w życiu szczęśliwym. Pierwszą z tych rzeczy było pokochanie kogoś, ze wzajemnością oczywiście. To już mam…w życiu prywatnym poukładało mi się.
Drugą z tych rzeczy było spełnienie w życiu zawodowym, czyli skończenie studiów i podjęcie pracy w wyuczonym zawodzie. To nadal pozostało niezrealizowane.
Do czego dążę…już Wam tłumaczę.
Zauważyłem pewną zależność na przestrzeni kilku ostatnich lat. W 2005 roku spełniły się moje marzenia-dostałem się na studia, a więc pierwszy krok do zawodu zrobiłem. Miotałem się jednak w życiu prywatnym. Szukałem miłości, zawiodłem się jednak na kilku osobach i przez nie cierpiałem.
Z kolei, w 2006 roku, spotkałem największą miłość mojego życia-Roberta. Niestety, sytuacja na studiach mi się pogorszyła dość znacznie.
Widzicie związek?? W ciągu tych dwóch lat życie prywatne walczyło z życiem zawodowym. Jak w jednym się układało, to w drugim się waliło…

Więc moje postanowienie na ten rok brzmi następująco:
„NOWY, 2007 ROK, PRZEZNACZAM NA POGODZENIE PRYWATNOŚCI Z ŻYCIEM ZAWODOWYM-OBIE Z TYCH RZECZY MUSZĄ SIĘ UDAĆ”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz