środa, 12 grudnia 2007

Mikołajki


W tym roku odwiedział mnie mój prywatny Mikołaj i tak mu się spodobało, że aż został na kilka dni.
Lepszego prezentu nie mogłem sobie wyobrazić. Móc znowu poczuć bliskość ukochanej osoby, budzić się obok niej. Nic tego w życiu nie jest w stanie zastąpić.
Przyjazd dość wyjątkowy, bo po raz pierwszy spędzaliśmy czas na moim mieszkaniu. Mogliśmy się poczuć tak ciepło, domowo. Przez te kilka dni stworzyliśmy przysłowiowe gniazdko rodzinne.
Dodatkowo Robert zajął się częścią wizualną tego gniazdka...od uszczelnienia okna, po umycie ścian i posprzątanie całego mieszkania. Ech...Teraz to dopiero ładnie wygląda.
Ja na takie rzeczy w ciągu tygodnia nie mam czasu. Rzucam ubrania, książki gdzie popadnie i biegne bądź na zajęcia, bądź do pracy. Tylko łóżko pozostaje w miarę uporządkowane...trzeba w końcu gdzieś spać.

A skoro mowa już o uczelni...Mam teraz ciężki okres. Wszystko pędzi w zawrotnym tempie, dni mijają bardzo szybko. Nawet podczas snu wydaje mi się, że jestem dalej w tym pędzie.

Na szczęście, kilka ostatnich dni pozwoliło mi na wzięcie trochę głębszego oddechu.
Jeszcze bardziej utwierdziłem się w przekonaniu, że wiem dla kogo żyję, dla kogo znoszę tyle przykrości dnia codziennego. I uczucie, które pojawiło się owego czasu, że to wszystko może nie ma sensu, życie razem a jednak osobno, legło w gruzach.
Nie ważne czy jesteśmy oddaleni od siebie o 200 km, czy o 20 tysięcy. Z kimś takim jak On warto pokonywać wszelkie trudności.
A co najbardziej dziwnego,  nawet po tych prawie dwóch latach razem...ciągle potrafi mnie maksymalnie zaskoczyć...:*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz